usluga.edu.pl

Kazimierz Rogoziński - nie tylko o usługach
Witajcie u-sługi!

Praktyka zwyciężyła teorię

Kończę pierwszy w nowym roku akademickim 2017/18 wykład dla studentów studiów s t a c j o n a r n y c h – m a g i s t e r s k i c h . I oto widzę, jak większość audytorium ustawia się do mnie w kolejce. Każda osoba trzyma w ręku białą kartkę papieru….Powinienem na niej, w odpowiednim miejscu złożyć swój podpis, wyrażając zgodę na indywidualną organizację studiów. To określenie, to eufemizm. Oznacza bowiem, że można przejść przez studia w ogóle nie biorąc udziału w zajęciach!

Moja zgoda na taki tryb studiowania oznacza de facto utratę słuchaczy i dotyczy to nie tylko mnie, ale wszystkich prowadzących zajęcia na drugim stopniu studiów.

Zanim wyrażę zgodę i podpiszę się w odpowiedniej rubryce, pytam o powody. Ponad dziewięćdziesiąt procent uzasadnień – to praca; reszta to studia równoległe na drugim kierunku, bądź względy zdrowotne.

Okazuje się, że większość studentów studiów stacjonarnych pracuje!

A przecież, jeśli podjęli już pracę, to powinni przepisać się na studia zaoczne. Skoro już pracują, to widać, że posiadają wystarczającą wiedzę i kwalifikacje, po co, na co im studia? Dla dyplomu?

Gdyby ponadto wziąć pod uwagę, że pracuję w uczelni publicznej, to – wygląda na to – że akceptuję jakiś rodzaj oszustwa. Przecież podatnicy – można rzec: całe społeczeństwo – łożą na to, aby absolwenci ze stopniem magistra, reprezentowali możliwie wysoki poziom, nie tylko zawodowy, ale i intelektualny. Uniwersytet powinien kształcić przyszłe elity kraju.

Oczywiście ostateczna decyzja należy do dziekana. Ale studenci są coraz bardziej asertywni, więc dopną swego, bo jest o co powalczyć: studiować pozorując studia!

Mam świadomość tego, że my wszyscy wyrażając zgodę na zwolnienie studentów z obowiązku udziału w zajęciach, przesądzamy jednocześnie o dwu ważnych kwestiach:

  • deprecjonujemy znaczenie zajęć, czyli usług kształceniowych, które od początku istnienia uniwersytetu budowane były na relacji profesor – student
  • aktywnie przyczyniamy się do rozstrzygnięcia, które powinno nas niepokoić, by nie powiedzieć: bulwersować. Od dawna bowiem nauczyciele akademiccy borykali się z problem: co jest ważniejsze teoria czy praktyka? Wreszcie, z naszym niechlubnym udziałem, definitywne przesądzone zostało, że od teorii ważniejsza jest praktyka!

Pewnie nie uda się przekształcić uniwersytetów ekonomicznych w uniwersytety robotnicze, ale może warto uruchomić nowe kierunki w rodzaju: BHP, ergonomia i robotyka…

Aż wreszcie jakiś minister, powołując się na dominujący trend, doprowadzi owe innowacje w kształceniu do końca. I nie będzie musiał tego nawet specjalnie uzasadniać: uniwersytety są zbędne (no, może wystarczą dwa), racje bytu mają tylko uczelnie zawodowe.

Kazimierz Rogoziński

« »