usluga.edu.pl

Kazimierz Rogoziński - nie tylko o usługach
Witajcie u-sługi!

Służba to drużba

Sługa, służba, służebność… każde z tych słów napiętnowane zostało jakimś odium; tak to odbieramy, my żyjący na początku XXI wieku. W najlepszym razie można mówić o negatywnych skojarzeniach, bądź  określeniach uwłaczających poczuci wolności człowieka.

Pojawiające się negatywne skojarzenia pewnie najlepiej wyraża sentencja, jaką  J. Milton wkłada w usta szatana:

Lepiej panować w piekle
niż sługą być w raju”
(J.Milton, Raj utracony, przekład Cz. Miłosz)

A ponieważ powyższe określenia (służebność, sługa, służba….) wprost odnoszące się do u-sług, nie tylko wypada – ale nawet trzeba – się im bliżej przyjrzeć w blogu uprofilowanym usługowo. Będzie z tego i ta korzyść,  bowiem odsłoni się przed nami bogactwo znaczeniowe tych podejrzanych i nieakceptowanych określeń. Stosując różne wykładnie – można ową wieloznaczność  ująć w następujący sposób:

Wykładnia historyczna. Służebność jako podporządkowanie

Na analizowanym tu pojęciu ciąży nie tylko skaza semantyczna (sługa, służący), frazeologiczna („zawsze do usług”), ale także negatywny kontekst historyczny. Jego starożytną genezę potwierdzają takie słowa jak: servus, ancilla, doula (dygresja: greckie słowo doula wraca dziś do łask, jako osoba ofiarująca/dająca wsparcie psychiczne oczekującej na poród pierwiastce). Średniowiecze przejmuje instytucję służby – chciałoby się rzec: z całym dobrodziejstwem i podłością inwentarza, a system feudalny petryfikuje ją na całe stulecia. Ale powinniśmy unikać jednostronności w formułowaniu ocen. Znane post-marxowskie, a więc czysto klasowe podejście nie pozwala dostrzec innej, powszechnie występującej w wiekach średnich stratyfikacji społecznej, w której wyróżniano: oratores, bellatores, laboratores. Nie trzeba dodawać, że zawody służebne należą do tej ostatniej grupy, co odnotowując, chciałbym przytoczyć cenną myśl sformułowaną przez J.Duby’ego (Rok tysięczny, 1997). Otóż owe współistniejące zbiorowości żadną miarą nie mogą być rozdzielane, ponieważ tworzą „system naczyń połączonych”. „Usługi” świadczone przez jedną z nich są warunkiem istnienia i  działania dwóch pozostałych. Każda z grup stara się kolejno ulżyć dwu pozostałym, zatem choć potrójnie złożone zbiorowości tworzą jedną całość. Tylko autorzy zaślepieni tendencyjną interpretacją dziejów nie potrafią dostrzec i docenić znaczenia oratores (duchownych) dla kultury i cywilizacji europejskiej, a wystarczyłoby zapoznać się z dorobkiem benedyktynów, cystersów czy przykatedralnych szkół (studium generale). Tenże J. Duby, wbrew utartym schematom myślowym, podkreśla, że oratores – wyposażeni w Codex Iuris Canonici — mieli do spełnienia podstawową misję, aby poprzez rytuał tworzyć więzi między świtem królów, rycerzy i wieśniaków.

Postrzeganie służebności jako stanu naturalnego kończy się wraz z nastaniem Renesansu. To wówczas rodzi się nowożytny indywidualizm, a świadomość przeorientowuje się na poszukiwanie jednostkowej misji. Każdy człowiek to indywiduum, który nie powinien spełniać dowolnej roli, zwłaszcza wymuszającej podległość, tylko rolę wybitną.

Pomyśleć, że Joseph Haydn do końca życia nosił liberię Esterhazych.

I chociaż zmiany w świadomości implikują pojawienie się innych wzorów osobowych: artysty, przywódcy, przedsiębiorcy, instytucja służby nie tylko nie zanika, ale na przełomie XIX i XX wieku osiąga swoje apogeum..

W Anglii w ostatniej ćwierci XIX w. było ponad półtora miliona służby, a we Francji niewiele mniej (A. Kordasiewicz, [„(U)sługi domowe, Toruń, 2016]; zaś związek zawodowy zrzeszający służbę był w tym czasie w Wielkiej Brytanii najliczniejszą organizacją tego typu.

Od Rewolucji francuskiej (po rewolucję  bolszewicką) trwa nieprzerwany proces odrzucania podziałów stanowych i  klasowych, którego wynikiem jest gwarancja prawna wolności osobistej; tyle że – odwołując się do znanego podziału I. Berlina – jest to „wolność negatywna”, czyli wolność od: ograniczeń, przymusu, na/za/kazu…Wszystko, co wprowadza ograniczenia dla tak rozumianej wolności zyskuje miano instytucji totalitarnych, represyjnych, czy opresyjnych.

W efekcie, w toczonym dyskursie natrafić można na  (przytoczone przez A. Kordasiewicz [w: (U)sługi domowe], zaskakujące stwierdzenie: „Służba, obok szpitala psychiatrycznego, zakonu, więzienia, stanowi margines stosunków społecznych, w których do głosu dochodzą niepokojące tendencje natury ludzkiej”

I ten ubrany w naukową frazeologię przekaz kształtuje nasz rozumienie służby, służebności, a także usług.

Wykładnia teologiczna

Skonstatować więc wypada totalny rozziew między podstawowym przesłaniem chrześcijaństwa a nowoczesna trajektorią  postępu, jaką konsekwentnie, sukcesywnie  (ale czy z sukcesem?) kroczy cywilizacja Atlantycka.

Ale ludzkość – jak przypomina M.Buber ( „Droga człowieka według nauczania chasydów”, 1994) zawsze dzieliła się na dumnych egoistów i pokornych; tych ostatnich kierujących we wszystkich sprawach swoje myśli ku dobru świata i wspólnoty. I jako potwierdzenie tej tezy przytacza biblijny konflikt między Mojżeszem a jego kuzynem Korachem, który wymówił posłuszeństwo przywódcy Izraelitów wędrujących ku ziemi obiecanej (Kanaan), za co – Korach wraz ze swoimi stronnikami – został unicestwiony przez Jahwe. Dlatego też w nauczaniu chasydów znaleźć można przesłanie  odwołująca się do tamtego zdarzenia, jak choćby to, przytoczone niżej. Rabbi Bunam nauczał:

„ … dopiero kiedy duma poddana zostanie pokorze, może zastać odkupiona i dopiero wtedy, gdy zostanie odkupiona – odkupiony zostanie świat

Osadzona na talmudycznym fundamencie myśl filozoficzna E. Levinasa nie pozostawia cienia wątpliwości, co do soteriologiczno-moralnego znaczenia służebności. Tenże w tyleż swoisty, co paradoksalny sposób mówi:

Człowiek jest panem, aby służyć ludziom”. I dopowiada sięgając po przykłady wykreowanych przez siebie symboli. Człowiek służy ofiarowując Pokarm, Napój i Dom ( E. Levinas, Trudna wolność, 1991 ).

  Warto dodać, że pojemna metafora Domu naprowadza nas na jedno z najbardziej widocznych zjawisk współczesności. Rozbity, funkcjonujący chaotycznie dom, ma jakąś (znikomą) szansę stać się Domem, jeśli znajdzie się ktoś, kto podejmie choćby minimalny wysiłek „posklejania” rozsypujących się elementów. Sądzę, iż jest zbędną rzeczą dodawać, że może to być tylko kobieta –zatrudniona jako pomoc domowa.

Niespełniona misja chrześcijaństwa

Traktując chrześcijaństwo jak „herezję judaizmu” wchodzimy w samo sedno kwestii służebności, a dzięki temu „egzegeza” staje się bardziej klarowna. Wystarczy  przypomnieć, że chrześcijaństwo powołał do istnienia Ten, który pojawił się po to, „ aby służyć, a nie aby mu służono” (sicut…non venit ministrari, sed ministrare” Mt 20.28).

Chrystus – jako ideał, nieśmiertelna prefiguracja sługi !

Zostało, niestety, potwierdzone, że Ten, który „ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi” (2 Flp 2.5), znalazł niewielu godnych siebie naśladowców: albigensów, bogomilów, kwakersów…. Próbowali sobie służyć nawzajem, krzewiąc miłość braterską…i wyginęli.

Więc Chrystus jawi się jako prefiguracja cierpiącego sługi, który cierpi widząc, jak miłość będąca prawem Życia, wkraczając w obręb świata „sprawiedliwości” i wybujałego egoizmu – zostaje w nim unicestwiona (R.Niebuhr, Poza tragizmem, 1985).

Staje się więc całkowicie zrozumiałe, dlaczego Europa wybrała drogę de/chrystianizacji i laicyzacji.

Jest już niemal przesądzone, że Syn Człowieczy –ten „człowiek dla innych”, tym bardziej nie znajdzie prawdziwych wyznawców pośród sytych i zadufanych w sobie Europejczyków.

Wykładnia korygująca

Nie trudno wskazać notoryczny błąd pojawiający się w rozumieniu  służebności/usłużności. Sprowadza się on do następującej identyczności:

Służyć = być poddanym = być zniewolonym = bycie niegodne człowieka

Przenikliwie myśląca S. Weil zauważa, że posłuszeństwo okazywane drugiemu jako człowiekowi może być przecież przejawem w i e r n o ś c i, a ta, nie narusza niczyjej dumy, nie uwłacza – tylko nobilituje. (S.Weil, Myśli,  1985)

Wraz z pojęciem wierności pojawia się nowy kontekst znaczeniowy, w którym służebność analizowana jest w odniesieniu do postawy, cech osobowych, cnót, wrażliwości emocjonalnej…A to pozwala sformułować kontrowersyjną tezę – pytanie: a jeżeli świat, świat prawdziwie ludzki, kształtuje jedynie ORDO CORDIS (ład serca) to, czy my – jako ludzkość – nie pobłądziliśmy uznając podbój, ekspansję, dominację wyniszczającą konkurencyjność…. za kierunki osiowe rozwoju?

Bo być może cytowane na wstępie motto wzięte z J.Miltona odnosi się przede wszystkim do piekła na ziemi, jakie niemałym wysiłkiem, acz z ogromem zniszczeń, zafundowaliśmy sobie „czyniąc ziemię sobie poddaną”. Gdyby  miał nastać raj na ziemi….gdyby człowiek człowiekowi  nie-wilkiem, tylko bliźnim, gdyby… wówczas uznana za obowiązującą powinna być następująca sekwencja:

„Jeśli będziesz zdolny współczuć – pokochasz; jeśli pokochasz – nie skąpiąc będziesz mógł służyć”  T. Merton ( Nikt nie jest samotną wyspą, 1983). Tenże Merton zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar służebności; jest nim nie tylko poddaństwo, czy posłuszeństwo, ale zdolność obdarowywania. Człowiek we właściwy sposób dysponuje darami, talentami, zdolnościami, jeśli rozumie, że zostały mu dane, że przyjąwszy je jako dary powinien się nimi dzielić. Pointą niechaj będzie, raz jeszcze, nawiązanie do wykładni talmudycznej.

„ Służyć nie znaczy być poddanym, ale dzielić się”

(A.Heschel, Człowiek nie jest sam, Kraków, 2001

Zagrabiając, przywłaszczając, wydziedziczając…człowiek wprowadza w świat wartości – obce tej sferze – reguły walki. Zapewne nie jest to przypadek, że zanik postawy służebnej sprzęga się z zanikiem kategorii dobra wspólnego i atrofią sfery publicznej.

Równie radykalnie odmiennie, w stosunku do głównego nurtu post/modernistycznego dyskursu, kształtuje się   rozumienie zależności służebnej w wykładni taoistycznej. Ponieważ tao zakłada przemienność relacji. Dowolny punkt na powierzchni kuli może być jej środkiem, każdy człowiek może być centrum wszechświata, każdy sługa – panem (A. Watts, Tao strumienia, 1996 )

Ale blask Orientu gaśnie i niewielu już zachwyca (patrz tekst zamieszczony w obok w blogu: Gasnące światło Orientu)

Wykładnia dialektyczna, czyli nic nie jest definitywnie przesądzone.

 W tym fragmencie przytaczam wyważoną opinię H. Elzenberga (Kłopot z istnieniem,1994), w której zniewolenie służbą nie wywołuje jednoznacznie negatywnych odczuć.

Niewolnik na korzyść pana działa najpierw z musu, potem stopniowo coraz bardziej z przyzwyczajenia, a w końcu z solidarności: gra tu dużą rolę sztuka dla sztuki, satysfakcja, że się swoje zrobiło dobrze /…/ W końcu niewolnik gotów jest panu być wdzięczny, że wolno mu służyć”.

Zatem toruński filozof wyraża myśl, iż zniewolenie, służebność – to nie jest droga tylko w jedną stronę, że poza wyzwoleniem cywilno-prawnym istnieje samo-wyzwolenie osobnicze.

Wykładania w stylu nie tylko buffo

Oczywiście, nie może jej zabraknąć, ponieważ w sztuce europejskiej temat relacji służebnych podejmowany był często i  nie koniecznie w „dramatyczny” sposób.

Pewnie najbardziej znanym jest dzieło G.Pergolesiego „Służąca panią”. Wprawdzie „La serva padrona” w przewodnikach operowych pojawia się jako „opera buffa”, niemniej, fakt, że Servina ze służącej staje się „siniora” zostaje uwiarygodniony jej sprytem i przedsiębiorczością. Zatem mamy kazus społeczny, a nie ewenement/precedens.

 Służba publiczna

To także zanikające określenie i rodzaj służebnego zaangażowania. Niegdyś wykonywanie wielu zawodów było służbą, czego przykładem nie tylko strażnik, strażak, policjant, ale także listonosz, kolejarz, dyspozytor… bo właśnie dyspozycyjność, całkowite oddanie i rozporządzalność określała ów stosunek służebny. Dziś nie chodzi się już „na służbę” tylko na oddzielnie i specjalnie opłacany dyżur.

Wykładnia ewolucyjna

 Nie dziwi więc, że dyskurs krytyczny w naukach społecznych służbę, służebność, usługi – jako potencjalnie dewiacyjne –  wypchnął na margines życia społecznego. Poprawność polityczna obowiązująca w naukach społecznych (sic) usiłuje wymazać usługi, pomoc, służebność ze słownika pojęć opisujących życie zbiorowości ludzkich. W ich miejsce lansuje się inne określenia charakteryzujące współczesny styl życia, takie jak: samorealizacja, własna ścieżka kariery, asertywność, czy efektywny coaching… Dzięki nim   opisuje się indywidualne preferencje i strategie jednostkowego sukcesu, rozwoju tyleż osobowego, co od/osobnionego.

Ale na przekór tym naukowym i politycznym usiłowaniom, okazało się, że  życie, egzystencja na trwałe zespolone zostały ze służebnością. Życie –także społeczne –  nie znosi pustki powstałej po wyrugowaniu osób pomocnych, skłonnych dzielić z innymi trudy egzystencji (nie ma znaczenia, że odpłatnie). Również w Polsce, co odnotowuje A. Kordasiewicz w cytowanej tu już książce, pojawiało się rosnące zapotrzebowanie na  pomoc domową.

Kontraktowanie – zbawienny eufemizm

Skoro Levinasowski Dom sprowadzony został do gospodarstwa domowego – traktowanego jako podmiot rynku – także „trefne” słowa doń się odnoszące, musiały zostać zastąpione przez inne, bardziej poprawne znaczeniowo i ideologicznie. Powinniśmy więc posługiwać się takimi  określanie jak: płatna praca domowa czy pracownik domowy, którego status społeczny określa kontrakt – umowa cywilno-prawna wyznaczająca  prawa i obowiązki  zatrudniającego i zatrudnionego.

Tu świadomie powstrzymuję się od użycia, obowiązującego w kodeksie pracy, pojęcia: pracodawca, bowiem – w kontekście prac domowych – wypada spytać: a kto tu właściwie jest praco-dawcą ?

KONKLUZJA

Konkluzja – a więc podsumowując odnotujmy, nakładającą się na a-symetryczność (niemożliwą do ukrycia, a tym bardziej do przezwyciężenia), ambi-walencję znaczeniową. Ale to zespolenie oznacza, że nic nie zostaje definitywnie przesądzone.

Formułując powyższy wniosek zauważamy, iż jesteśmy już bardzo blisko zapowiedzianej w tytule zależności: służba jako drużba.

Okazuje się bowiem, że w wyniku przeprowadzonej wyżej wielostronnych eksplikacji w zasięgu podstawowych (już nie tylko semantyczno-frazeologicznych) skojarzeń pojawia się słowo: d r u ż b a.

Dzięki prezentowanym wyżej wykładniom uwidocznione zostało, że wejście z innym Ty w relacje służebne uruchamia pokłady empatii, z których kiełkują naturalne więzi emocjonalne. Nie inaczej przebiega świadczenie usługi, które poza czysto technicznym aspektem sprawstwa obudowuje się relacyjną tkanką.

Zaprzyjaźnić się z kimś, kto jest i chce być mi pomocny nie jest żadną rzeczą nadzwyczajną, a przyjaźń – to (starosłowiańska) d r u ż b a.

I to właśnie chciałem dowieść: osobowe relacje znoszą asymetrię informacyjną tak samo, jak asymetrię społeczno/środowiskową.

Kazimierz Rogoziński

« »