usluga.edu.pl

Kazimierz Rogoziński - nie tylko o usługach
Witajcie u-sługi!

Dlaczego zostałem blogerem

Kiedy za namową i pomocą Pawła P. Nowaka inicjowałem ten blog, zastrzegałem (jak można to przeczytać w części pierwszej INTRADY), że jego prowadzenie uzależniam od  r e s p o n s u  czytelników.

Mamy styczeń 2019 roku, więc mija równo rok, od kiedy w medialnym gąszczu pojawiła się nowa domena www.usluga@edu.pl –  więc pora na podsumowanie.
Ująłbym je tak:

  • blog mający w nazwie „usługa”? Nic mniej atrakcyjnego, żeby chociaż – jakoś – rodzajowo dookreślona…np. usługa masażu!
  • niewielka liczba wejść i tak pozostaje w rażącej dysproporcji do reakcji w postaci lisów, komentarzy czy zapytań

Zatem, zgodnie ze sformułowaną przed rokiem „warunkową deklaracją” powinienem obwieścić zamknięcie bloga (blogu ?). Z takim też zamiarem obnosiłem się przez ostatnie tygodnie, ale w końcu  zmieniłem zdanie!

Stało się to w wyniku lektury biografii Zbigniewa Herberta (autorstwa A. Franaszka – nieocenionego biografa naszych obu współczesnych wieszczów). Znalazłem tam bowiem wypowiedź poety, w której podaje następujące uzasadnienie „pisania do szuflady”:

„są blaski pisania do szuflady”. Blaski imponderabiliów (….) ważne tylko dla nieszczęsnego dobrowolnego więźnia swej postawy, które epoka lekceważy lub odrzuca. Ale najważniejsze to sprawdzanie siebie, czy można tworzyć bez żadnych podniet, bez potwierdzeń, w samotności, niejako w sytuacji Robinsona na bezludnej wyspie ?”

Powyższe słowa uświadomiły mi, że w każdym czasie i miejscu byli, a więc i być powinni –  myślący inaczej, nie powielający obiegowych opinii.

Takimi byli nieliczni poeci, a wśród nich Herbert, którego młodzieńcza erupcja sił twórczych przypadała na mroczne czasy stalinizmu (trwające w PRL jeszcze trzy lata po śmierci dyktatora, czyli do 1956 roku), a sprzeciwiając się soc-realizmowi – jako doktrynie estetycznej – nie miał gdzie publikować.

Podówczas do szuflady pisało również wielu profesorów, których pozbawiano katedr uniwersyteckich  za nieprawomyślność i objęto zakazem publikowania.

Uświadomiłem sobie, w jak komfortowej sytuacji się znalazłem,  uznając, że blog – toutes proportions gardes –  to taka moja  przepastna dzisiejsza szuflada, do której jednak może ktoś aktualnie zajrzeć, a nie tylko pozostawiona  potomnym do szperania.

Pomyślałem, że prowadzony przeze mnie blog stanie się jedyną taką wysepką w Polsce, z której roztaczać się będzie niczym nie ograniczany widok na usługi, a horyzontu nie będą zasłaniały żadne mastodonty materialistycznej proweniencji.

Skoro nie akceptuję obowiązującej konwencji wymuszającej anihilację usług przez upychanie teorii (ich dotyczących) w paradygmat industrializmu (teraz w wersji soft, czyli GOW); skoro nie mam innej możliwości bronić autonomiczności i odrębności usług, cóż pozostaje?

Jedynie prowadząc blog mogę wyrazić mój sprzeciw. Postanowiłem kontynuować go z jedną jedyną motywacją, że tym samym daję świadectwo niezależnemu myśleniu, jednocześnie świadom – że izolacja, na jaką się skazuje,  jest tą ceną, jaką trzeba zapłacić za komfort autentyczności.

I tak zostałem blogerem….usque ad finem.

« »