Wraz z nastaniem XIX w. zostało przesądzone, że karbonariusze „spisani są na straty”. Zasadniczym powodem likwidacji tej specyficznej grupy  zawodowej było powszechne wprowadzanie w hutnictwie koksu, zamiast węgla drzewnego.

Innymi słowy, padli oni ofiarą pierwszej rewolucji przemysłowej. Są zatem traktowani jako ostatnie ogniwo łańcucha, który został wreszcie rozerwany, by wyzwolić ludzkość z „okowów gospodarki organicznej” (to ostatnie określnie autorstwa T. Wrigley’a).

Obserwując postępy trzeciej rewolucji przemysłowej zastanawiam się, kim i  jacy  będą „karbonariusze” – usługodawcy, jako ostatnie ogniwo gospodarki, którą przez tysiąclecia tworzył homo faber ? I czy w ogóle pozostaną jakieś zawody usługowe, jakaś branża tkwiąca w archaicznych ograniczeniach usług osobistych?

Albowiem, wszystko, co ludzkie, stanie się obce…

PS

Karbonariusze – obok bartników – byli, najbardziej niezależną i owianą legendą,  grupą społeczną w „gospodarce organicznej”. To, w jakimś stopniu tłumaczy genezę ruchu rewolucyjno – wyzwoleńczego, jakim stał się „karbonariat” – zwłaszcza włoski. Jeśli można snuć jakieś analogie, w gospodarce usługowej, do roli animatorów „karbonariatu” pretendować by mogli jedynie usługodawcy – profesjonaliści, gdyby….oprotestowali nazwanie tego, co robią:

s m o z a t r u d n i e n i e m (wszakże ich podstawową powinnością jest praca pro publico bono); i gdyby nadal pozostali przedstawicielami „wolnych zawodów”, a nie stali się przedsiębiorcami.

PPS

Przyjąć  wypada, że czwarta rewolucja przemysłowa doprowadzi w końcu do zaniku zawodów usługowych, z dwu  – nie trudnych do przewidzenia powodów:

Po pierwsze, „internet rzeczy/przedmiotów” sprzężony z siecią globalnych operatorów utrwali zautomatyzowane sposoby obsługi gospodarstw domowych i osób. Po wtóre, wchodzenie w pogłębione relacje międzyludzkie blokować będzie RODO II (a może VII ?) tudzież wmawiane i utrwalane opinie o samowystarczalności człowieka. Spotkanie z innym Ty (jako usługodawcą) będzie „złem koniecznym”, albo – fanaberią bogaczy.

Pogłębiona relacja interpersonalna stanie się „krańcowym doznaniem egzystencjalnym” (Panie, świeć nad duszą K. Jaspersa).

„Systemy” przejmą rolę centrów zarządzania życiem prywatnym i społecznym.  Pochylenie się nad potrzebującym człowiekiem – dosłownie i w przenośni – będzie poniżające. Stanie się zajęciem „godnym” już tylko robotów.

Kazimierz Rogoziński