Motto:

P a n d e m o n i u m-
to  terytorium  nawiedzane przez pandemie.
Autor

Uwaga wstępna.

Podstawę zamieszczonego niżej opisu/rekonstrukcji tworzą „wizje lokalne”.

OLŚNIENIE

Wreszcie zaczynam sobie uświadamiać, że niemal wszystko, co ostatnio zamieszczam w/na tym blogu – to swoiste „raporty” wysyłane z Krainy PANDEMONIUM. Nazwa ta odnosi się do „trefnego” terytorium, nie tylko dlatego, że nawiedzają je liczne pandemie. Opisuje ona także stan mentalny mieszkańców, u których nasilają się schyłkowe procesy potęgujące chaos.

PANDEMONIUM – ZNACZENIE

  • Określa obszar/terytorium wydane we władanie demonom
  • Demonium” to stan, w którym sfera duchowa objawia i aktywizuje swoje negatywne moce
  • „Demonium” opanowywane przez demony ma zasięg globalny, więc staje się PAN/demonium
  • PANDEMONIUM – to współczesna ( i ostatnia ?) wersja „PARADISE LOST” (J. Miltona)
  • Oznacza zagubienie i stan mentalnego zamętu
  • Ludzi opanowują złe żądze. Nie strach przed kolejną zarazą jest najgorszy, tylko lęk przed spotkaniem z kimś – potencjalnie „skażonym”, niekoniecznie zmutowanym wirusem, tylko nieprawomyślnymi poglądami
  • Strachy, lęki i zamęt – wywołują odruchy obronne, czyli: wrogość tudzież agresję
  • Ludzie, jeśli się mobilizują to przede wszystkim po to, by przyspieszyć procesy destrukcji
  • Nasila się demontaż wszystkiego, co przeszkadza demonom opanować kolejne obszary (wymiar przestrzenny) i sfery (wymiar duchowy).

WIZJE LOKALNE

W zglobalizowanym świecie, granice nabrały innego znaczenia. Straciły swój  historyczno – geograficzny charakter, natomiast odzyskały dawniejszy, bowiem intensywnie parcelują – utraconą sferę społeczną. Granice były  przydatne zwłaszcza dla prowadzenia wojen zaborczych i handlowych. A dziś,  wprowadzenie cła zaporowego na wyroby pochodzące z Chin oznaczałoby załamanie ryku, w kraju stosującego antyimportowe restrykcje. Ale starożytna zasada Divide et impera nic nie straciła ze swej aktualności.

Zlikwidowanie granic, sprawia że przestrzeń się u-wewnętrznia, objawiając zdystansowaniem.

Wyobrażam sobie, jak z globalnej stratosfery (dokładnie: kosmicznej strategio-sfery opanowanej przez Elona Muska), raz po raz „opadają” różne nowości, konkretyzują się, uderzając o twardy grunt. Ten moment kiedy „globalne” konkretyzuje się w konfrontacji z „lokalnym”, kiedy jakiś mem roztrzaskuje kolejny topos, ten punkt – szczególnie  mnie interesuje. Staram się mu przyglądać z uwagą i właśnie przytaczane tu opisy, są sprawozdaniami z tak rozumianych „wizji lokalnych”.

WYCIECZKA DO BERLINA

Wycieczka trzydniowa z opracowanym szczegółowo planem zwiedzania muzeów (zwłaszcza nowo otwartego kompleksu Humboldt Forum).

Z powodu restrykcji pandemicznych, trzeba zarządzać kolejką, by uniknąć zagęszczenia: keep a distance! Bilety wstępu do muzeów, oczywiście, kupujemy ze stosownym wyprzedzeniem on line.

W restauracji, do której wpadamy na spóźniony lunch, kelnerka wyjaśnia, że nie może nam podać karty z jadłospisem, ponieważ f i z y c z n i e takich kart nie ma. Natomiast proponuje, instruując, że powinniśmy wgrać sobie konkretną aplikację i oczywiście  wtedy….pojawi się dostęp do menu i inne przydatne  informacje dotyczące restauracji. To, co zamawiamy oczywiście, przechodzi przez komputer, który doklei nasz rachunek do konkretnej karty płatniczej.

Za drobne zakupy płacimy oczywiście kartą.

Wracamy, tak jak dojechaliśmy, czyli ”Bahną” do Zbąszynka. Chociaż jest to ważna stacja węzłowa – od kilku miesięcy kasy są nieczynne. Bilety, oczywiście, kupiliśmy via internet.

Wniosek: RODO to jeden wielki kamuflaż, „ściema” dla naiwnych, aby pęczniała Big Data.

PS

Pandemia to permanentny straszak. Pod pretekstem ochrony zdrowia pasażerów, przewoźnicy, zwłaszcza linie lotnicze, wprowadziły w 2021 roku obowiązkowe Karty Lokalizacji Podróży (KLP), wymuszając dostarczenie szczegółowych danych osobowych.

SPACJALIZACJA

Na terenie pandemonium, obowiązuje nie tylko specjalizacja (jako skutek postępującego podziału pracy – spuścizna nowoczesności), ale s p a c j a l i z a c j a, jako następstwo wdrażania nowej normy: keep a distance.

A to przekłada się na marketingowy Schlagwort: „Co tylko możesz, nabywaj on-line!”

W TECHNOLOGICZNYM RAJU

Przejście z parku – powiedzmy – krajobrazowego do „parku technologicznego” tworzy dogodną okazję, by uświadomić sobie na czym polega zasadnicza zmiana w myśleniu o otaczającym nas świecie. Stosując sprawdzony „klucz” objaśniający, można tę – dokonującą się – mentalną rewoltę przedstawić w następujący sposób:

Metafizyka

  • Ontologia: istniejące jest nie tylko (intellegibilnie) poznawalne, ale i Dobre
  • Epistemologia: poznanie zmysłowe i jego pochodna – empiryzm, nie wyczerpują możliwości poznawczych człowieka

Fizyka

  • Ontologia: byt istnieje na sposób materialny
  • Epistemologia: jako taki, byt jest wyłącznie empirycznie poznawalny

Technologia (jako podstawa wykładnia w [pandemonium)

  • Ontologia: pełnia istnienia (jakiejś) rzeczy potwierdza się jej użytecznością
  • Epistemologia: gwarancją prawdy (i jej skutecznym zabezpieczeniem), są normy ISO

AN/ARCHIA

Ponieważ w pandemonium – pandemia, to stan tyleż naturalny, co permanentny, zaraza staje się naukową przesłanką tudzież  formalna podstawą autorytarnych decyzji.

KULTURA jako naturalny system zabezpieczenia życia jednostkowego przed anarchią traci znaczenie, ponieważ jej oddziaływanie – w stanie zagrożenia –  okazuje się mało efektywne.

CYWILIZACJA techniczna proponuje zestaw bardziej skutecznych środków dyscyplinowania nieufnych i niepokornych. Opustoszałe miejsca po dawnych autorytetach tudzież pozostałości po „wielkich narracjach” zastępują scenariusze pisane przez globalnych graczy; natomiast archaiczne normy moralne („nie z tego świata”) wypierane są przez procedury i algorytmy, „autoryzowane” przez AI.

KULTURA – powtórzę – jako naturalny system zabezpieczenia przed anarchizacją życia zbiorowości ludzkiej traci znaczenie, albowiem pozostawiała zbyt wielki margines swobody. Normy, procedury, standardy… są bardziej skuteczne w dyscyplinowaniu; zwłaszcza, jeśli – jak to się dzieje  w  pandemonium – z premedytacją żongluje się słowem, wykorzystując – przy tej okazji –  dwuznaczność takiego pojęcia, jak „an/archia”.

Przede wszystkim, anarchistą jest każdy, kto sprzeciwia się władzy. Ale dla władzy zdyscyplinowanie i posłuch poddanych nie są już sprawą najważniejszą. W końcu po to są mas media. Wyposażeni w Big-tech władcy tego świata, zwalczając jakiekolwiek przejawy nieprawomyślności, postawili przed sobą ambitniejszy cel. Jest nim – konsekwentnie – zniszczyć to wszystko, co w kulturowym (zwłaszcza mitologicznym) przekazie odnosiło się do arche. Bowiem archejak wykładali jońscy miłośnicy mądrości – to i s t o t a świata, a zarazem to, co decyduje o jego sakralnym dopełnieniu.  An/archia – w jej właściwym znaczeniu – to zanegowanie arche, czyli odcięcie się od korzeni.

Nota bene, dopiero w tym kontekście pełnego znaczenia nabiera określenie „sztuczna” inteligencja (AI). Jej sztuczność wynika nie tylko stąd, iż jest maszyno-pochodna, ale że jest (od początku do końca) OD NOWA wykoncypowana. An/archiczna do kwadratu.

FACE-ZBUKI

Można tę pandemię (z początku trzeciej dekady XXI wieku) nazwać również p r z e s i l e n i e m. Z jednym zastrzeżeniem, albowiem wraz z tą przenośnią, rozpoznajemy taki stan chorobowy, w którym żadna terapia już nie będzie skuteczna. Stan organicznej homeostazy już nigdy nie zostanie osiągnięty.

Wahadło dziejów – korygując odchylenie – już nigdy nie zdoła  poruszać się w przeciwną stronę.

Widać to wyraźnie na poziomie infra/strukturalnej – tkanki –  społecznej.

Wizja lokalna podsuwa mi i taką obserwację:

Przez ostatnie dekady, podstawową jednostką struktury społecznej były… koło gospodyń wiejskich i kółko różańcowe (te ostatnie, sporadycznie, pojawiały się też w mieście) – spajające w jedno dwa wymiary egzystencji: bytowy z duchowym.

Jednakże, dawne motywy samopomocowe, a tym bardziej konfesyjne, są już nie-do-przyjęcia. Nie dają się pogodzić z nowym imperatywem utrzymywania wszystkiego na  dystans.

Dlatego wyemancypowane single zaludniające pandemonium nie są zdolne do tworzenia trwalszych wspólnot. To takie face-zbuki, którym dla potwierdzenia tożsamości wystarczają selfiki.

PS

A jak wygląda dziś polska wieś?

O, z pewnością, nadrobiła zaległości, niwelując dystans cywilizacyjny. To widać, „gołym okiem”. Kiedy przejeżdżam przez jakąś wieś, to zagrodę rolnika rozpoznaję po tablicy widniejącej na bramie, z napisem:

GOPSODARSTWO ROLNE

WSTĘP WZBRONIONY

UNISONO

Rozbrzmiewające w pandemonium totalne UNISONO ma swoje źródło w tym, że medialni celebryci – politycy – uczeni/profesorowie, wszyscy mówią „jednym głosem”. Są bowiem aktorami tej samej trupy, albo  tylko marionetkami, odgrywającymi narzucony im scenariusz. Co ważne, scenariusz zbudowany został na jednym schemacie:

globalne = medialne = uniwersalne = uniwersyteckie

W nie słabnącym stanie konsternacji utrzymuje mnie ostatni człon tego totalnego z/równania.

Nie mogę się z tym pogodzić, ponieważ wiem, że UNIVERSITAS – w klasycznym rozumieniu: Universitas litterarum oznacza ogół nauk wykładanych na uniwersytecie, przy całej ich odrębności  przedmiotowej i tematycznej. Ten ogół był oczywiście zmienny, ale był r e p r e z e n t a t y w n y dla danej fazy rozwoju badań naukowych. Dla średniowiecznego uniwersytetu ów „ogół” tworzyły np. (pomijając artium): sacra scientia, prawo i medycyna.

W modelowym współczesnym uniwersytecie (jakich pełno w pandemonium), uniwersalizm (ogół) nie odnosi się już do zakresu prowadzonych badań. Fakultety straciły swoją odrębność, a więc i rację bytu. „Ogół” oznacza jedną UNIWERSALĄ podstawę metodologiczną, obowiązującą akademików. Tą jedyną uniwersalną wykładnią jest przyrodoznawstwo, przekierowują dyskurs w stronę materializmu.

Efekt?

Przez całe wieki konserwatorium i akademia sztyk pięknych funkcjonowały obok uniwersytetu, kształcąc  – a raczej kształtując – artystów. Ale od kiedy metodologia przyrodoznawstwa stała się synonimem poprawności teoretycznej, skoro w XX wieku zaczęły powstawać uniwersytety techniczne, to dlaczego nie miałyby również powstawać uniwersyteckie wydziały sztuk? Zwłaszcza, że – jak wykazali luminarze awangardy – sztuka współczesna ma więcej wspólnego z techniką niż z pięknem.

Ale uwaga ! Mgr sztuki, dr sztuki, prof. sztuki…wszystkie stopnie i tytuły (od zawodowych po naukowe) potwierdzają  nie tyle nabycie zdolności kreacyjnych, co wyrobienie trwałych predyspozycji krytycznych. Absolwent  uniwersytetu artystycznego, przede wszystkim, jest przygotowany do tego, by śledzić, krytycznie oceniać i czynnie (czyli „kreacyjnie”) przeciwstawiać się wszelkim odchyleniom od sztuki „głównego nurtu”.

Uniwersytecki uniwersalizm oznacza więc wyrobienie u studentów jednolitych kompetencji. I tak, kompetencje magistra sztuki są identyczne z kompetencjami i kwalifikacjami absolwenta dowolnego kierunku Zarządzania jakością.

JAK sztuka ma przede wszystkim  wymiar „krytyczny”, TAKOŻ „jakość” – mającą wyłącznie przyrodoznawcze podstawy – wyznacza się przez (jej) odchylenie od wzorca/normy.

Zrozumiałym się staje, co mają na myśli technokraci zarządzający pandemonium (nazywający siebie – nie wiedzieć czemu – politykami) mówiąc, że zapewniają odpowiednią „jakość życia”.

PROGRES

Najważniejszym słowem jest…progres. Cała więc tworzona w pandemonium współczesna mitologia (jako odwieczny sposób oswajania rzeczywistości), na wyrażanej tym słowem dynamice się zasadza:

więcej sprawiedliwości

więcej równości

nieograniczony egalitaryzm

pełniejsza samorealizacja

 bogatsza tożsamość

rozszerzony dostęp

szybsza realizacja

dalszy zasięg

. . .

Nowa mitologia święci spektakularne tryumfy, dzięki mocnemu wsparciu ze strony świata nauki, który oferuje niezawodne terminologiczne „podpórki” w rodzaju:

(dynamiczny) proces

(holistyczny) projekt

(uniwersalny) model

(uniwersytecki/akademicki) status

(dywergentny) program, scenariusz

. . .

Nowa mitologia jest czymś koniecznym w oswajaniu niepewności i „zagospodarowywaniu” czasu przyszłego. Przydatna jest zwłaszcza w konstruowaniu (dowolnej) strategii, będącej planem ucieczki do przodu… Do „raju na ziemi” zapowiadanego przez różnej maści rewolucyjnych ideologów, jeśli tylko: zlikwiduje się nierówności klasowe, rasowe; wypleni zabobony religijne; wyegzekwuje prawa człowieka; ograniczy emisję CO2, zapewni powszechny dostęp do internetu…

Jest wprost niepojęte, że kiedyś ludzie mieli radykalnie odmienne poglądy. Ich wyrazicielem niech tu będzie Akwinata, który dawny „archaiczny” sposób myśl wyraził w lapidarny sposób:

Conservatio est continua creatio

ZAKAZANE SŁOWO

Jeśli „progres” jest najlepszym słownym reprezentantem poprawnego myślenia obowiązującego w pandemonium, to na leksykalnych antypodach sytuuje się: RELIGIA.

Negatywny stosunek do religii nie wynika wyłącznie z jej konfesyjnej natury, bo przecież nowa mitologia też odwołuje się do wiary w lepszą – już rzekomo nadchodzącą \’rajską\’ – przyszłość. Wrogi stosunek do religii ma głębsze uzasadnienie, odsłaniające się dzięki analizie etymologicznej.

Warto więc przypomnieć, że religioznawcy wskazują na następujące dwa źródłowe jej znaczenia:

Po pierwsze, religio oznacza – gromadzić się, więc w pandemonium, gdzie zachowanie dystansu jest normą społeczną, skupianie się wiernych w miejscach kultu, jest przejawem anarchii i łamaniem obowiązujących zasad współżycia społecznego. ( Patrz hasło: spacjalizacja)

Po drugie, łaciński czasownik religere – oznacza: obserwować, postrzegać coś, bacznie przyglądać się.

W pandemonium natomiast dominuje lucyferyczny pośpiech będący (jednocześnie) arymanicznym opadaniem tudzież myślowy zamęt celowo podtrzymywany przez publikatory. Zatem,  człowiek religijny jako wnikliwy obserwator, zdolny do skupionej  uwagi – jest podejrzanym typem, którego nie można tolerować.

DEKONSTRUKACJA

P a n d e m o n i u m

pan/de/ monium

totalne de/monium

de/monizacja

de/mono-

czyli zakwestionowanie jednoznaczności w rodzaju:

TAK – TAK

NIE – NIE

Dlatego demony z taką determinacją angażują się w usuwanie  jednoznaczności. Nikogo więc nie dziwi, że działania, im bardziej dobre i wskazane – tym większym skutkują złem.

AKSIOLOGOCZNA INWERSJA

Klasyczna tyleż aksjologiczna, co Platońska TRIADA, jako kulturowa busola, a jednocześnie podstawa moralności i wszelkich ocen – w wyniku tendencyjnej reinterpretacji – nabiera następującego znaczenia:

D o b r o

Dobro definiuje się przez jego  (nowy) synonim, czyli – użyteczność.

bonum = usus

Więc „dobry uczynek” zastąpiony zostaje przez efektywne działanie, a dobrostan oznacza zamożny stan posiadania, zgodny z preferowaną „jakością życia”. Dlatego dzięki marketingowej „kalce

dobro = produkt

P r a w d a

Dążenie do poznanie prawdy, i tylko prawdy, jest działaniem nieracjonalnym. Każde badanie naukowe – łącznie z badaniami podstawowymi – musi być s k u t e c z n e. Czego efektem jest WARUNEK zastosowania jego wyników, czyli aplikacja. To nowy standard obowiązujący w pandemonium. Grant na badania można uzyskać – przede wszystkim – uzasadniając ich aplikacyjny charakter.

Prawda jest zbędna, bowiem UŻYCIE (czegoś), używanie – nie wymaga zrozumienia (funkcjonowania tegoż), a tym bardziej poznania powodu wykorzystywania.

P i ę k n o

Jako podstawowa kategoria estetyczna? Jako zwieńczenie Dobra? Nic z tych rzeczy! Pusty śmiech!

W pandemonium sztuka krytyczna uprawiana jest w kamieni-łomach (ściśle: kamieni-węgielnych-łomach), albo na cmentarzysku pomników piękna. A historia sztuki to – r u i n o l o g i a (termin zapożyczam od prof. Małgorzaty Niestrzyżewskiej z UAM, jakkolwiek Autorka odnosi go do architektury).

DOBROBYT

UTYLITARZYM stał się ideą przewodnią; zatem życie przebiega jako dążenie do dobro/bytu. A byt znaczy – zasób dóbr, natomiast bycie – to posiadanie.

Tyle że, z korektą, albowiem pod wpływem dogmatu innowacyjności, życie spełnia się w formule:

więcej mieć, aby inaczej być.

Big Brother jako Ob/RAMiarz

Mieszkaniec pandemonium z nostalgią myśli o dobrych latach osiemdziesiątych. Co więcej nawet z pobłażliwą wyrozumiałością odnosi się do usiłowań podejmowanych –  w takim ”1984 roku” przez Wielkiego Brata. Te natręctwa w rodzaju: inwigilacji, podsłuchu, szpiegowania, nawet prewencyjne zatrzymanie…  były to nieudolne próby zastraszania, nękania i przyzwyczajania do życia pod nadzorem.

 Big Brother (BB) swoje szpiclowskie zamiary  mógł realizować w nader ograniczonym zakresie. Poddany, czyli obywatel, mógł przecież:

– wyjść z domu choćby do lasu i poczuć się tam wolny (bawić się z nadzorcą w „szukano”)

–  pomyśleć, że BB jest nie tylko głupi, ale też mógł podejrzewać, że ma niecne zamiary

– starać się go oszukiwać

– uprawiać z „bratem” grę zwaną ketmanem

Pół wieku później nie jest to już możliwe. BB nie tylko obrósł w siłę, ale stał się wszędobylski.

Kiedy wy/googluję dowolne hasło,  respons  wyszukiwarki jest  natychmiastowy, ale pojawia się w… OBRAMOWANIU, które zawiera resumé wszystkich moich myśli i poczynań z ostatnich dni. Jako  – powiedzmy – WOLNY CZŁOWIEK zostaję  automatycznie wpisany w szeroką  cyber-RAMĘ przez „system”, który już wie o mnie wszystko.

Jako OBYWATEL (niegdyś pisany w skrócie: Ob.) zamieszkujący pandemonium zostaję ob/RAMowany …Dopiero w ten sposób nabywam o b y w a t e l s t w o.

Jeśli wpisane w wyszukiwarce słowo było nośnikiem jakiejś  mojej myśli, to jego umieszczenie w interaktywnym polu Big Data sprawia, że myśl  przestaje być moją własną, odosobnioną myślą. Właściwe skojarzenia, poprawnościowe odniesienia, linki naprowadzające… wszystko to, co tworzy RAMĘ – zaczyna odtąd wypełniać również moją pamięć, która staje się zewnętrzną, czyli  pamięcią RAM.

RAM – czyli pamięć ze swobodnym dostępem… mam swobodny dostęp do przypisanej mi pamięci, która już nie jest wyłącznie moją własną pamięcią.

Troskliwy Big Brother,

stając się ob/ramiarzem,

stał się mej pamięci

 grabarzem

NOWY TOTALITARYZM

Jeśli przywódca rewolucji bolszewickiej mógł głosić, że komunizm to władza („ludu”) plus elektryfikacja, to po stu latach, pozostał już tylko do spełnienia jeden warunek:

TOTALNA  WŁADZA  = CYFRYZACJA

Od braci Bentham’ów (twórców PANOPTICON’u) po „Wielkiego Brata” (zwłaszcza tego z czerwoną gwiazdką nad czołem), najtęższe głowy obmyślały niezawodne systemy zniewalania innych. Jednak niski poziom rozwoju techniki sprawiał, że były to narzędzia nie tylko prymitywne, co uciążliwe dla obu stron: władzy i poddanych. Dzisiejsze „miękkie technologie” dają władzy „nieinwazyjne” środki zniewalania. Każdego z nas, czy tego chce, czy nie chce, oplata szczelnie e-KOKON.

Larwa wegetację ma zapewnianą,

ale motylem już nigdy nie wzleci.

Uwaga

Od kiedy Elon Musk zaczął konsekwentnie realizować swój kosmiczny projekt, sytuacja uległa zmianie. Jego firma SpaceX, docelowo, w przestrzeni kosmicznej zamierza umieścić 12 000 tys. (czyli „dosłać” jeszcze z 10 000) satelitów telekomunikacyjnych. Kiedy KOSMICZNY INTERENT zacznie szczelnie opasywać Ziemię, wówczas pojawi się drugi GIGA-KOKON.  Ten kosmiczny g-KOKON, całkowicie odetnie Ziemian (obywateli globalnego pandemonium), nie tylko od wpływów sfery astralnej, ale i Logosu; jednocześnie zadając śmiertelny cios astrologii.

ROZDARCIE

W pandemonium, życie w obu uznawanych postaciach, czyli to biologicznej oraz społecznej, balansuje na granicy rozdarcia, a nie harmonii. Powód?

LUCYFERYCZNY pośpiech: szybciej, dalej, wyżej, więcej…  jest niczym innym, jak tylko ARYMANICZNYM opadaniem w otchłań materii.

MASKOWANIE

Ciekawą obserwację poczynił W. Auden („Ręka farbiarza” i inne eseje), że mianowicie, dawniej, ludzie byli skłonni myśleć, iż skończoność to maksimum kondensacji, czyli coś w rodzaju ekstremalnego ekstraktu.  Dlatego też jakiś przedmiot/obiekt mógł nie tylko być znakiem świętości, ale samą świętością.

Stąd wywieść można magię, religie naturalne i wszelkie odmiany bałwochwalstwa. Również złe moce przybierały konkretną postać, często człekokształtną; więc i diabeł przedstawiany był w postaci skonkretyzowanej, jako: piękna i pociągająca kobieta; genetelman z kopytkami i ragami; worek złota…

Dzisiaj, chociaż żyjemy w świecie zaśmieconym przez „ikonki”, tamten dawny sposób przedstawiania diabła – uosobienie złych mocy,  stracił rację/podstawy bytu. Świat, rzeczywistość, byt… utraciły bowiem  realne podstawy. Nic nie jest mimetycznie jednoznaczne. Znak, obraz, „ikona”… już niczego nie odwzorowują, niczego nie reprezentują, a tym bardziej niczego nie/re/aktualizują. Nowe informatyczne ontologie odnoszą się tylko do sztucznej cyberprzestrzeni – wytworu AI. Również nowe mitologie mają naukowe podstawy, a obowiązująca w pandemonium wiedza pozbawiona prawdy nie rozpoznaje  ukrytych ambiwalencji.

ERGO: diabeł skrył się za maskami abstrakcyjnych pojęć (równość, egalitaryzm, wolność, woluntaryzm, autokreacja…)   i na pokuszenie wodzi…

Załóż maseczkę, nie czekaj!

GRY OBOWIĄZKOWE

W pandemonium, oczywiście, w programach nauczania nie ma religii, jak również z przestrzeni publicznej poznikały krzyże. Jedyny ślad biblijnych skojarzeń to…tęczowe flagi (tęcza – symbol „Nowego przymierza”). Kanon lektur szkolnych utrzymywany jest „pro forma”, bo młodzież i tak niczego nie czyta, tylko ogląda (zwłaszcza „Gwiezdne wojny”,Przygody H. Pottera”, „Wiedźminy”).

Najważniejszy przedmiot nauczania – to informatyka. Równie ważne, jak informatyka, są obowiązkowe zajęcia z gier komputerowych. Jak wf. potwierdza „fizyczną” orientację szkolnego „wychowania”, tak gry komputerowe – wyrabiają nieodzowne umiejętności.  Mają one na celu utrwalić w młodym człowieku przekonanie, że wygrana leży w zasięgu ręki, że każdy może zostać zwycięzcą, że wszystko jest możliwe, ponieważ rzeczywistość jest płynna i trzeba tylko znaleźć sposób, by nad nią zapanować. Dodać tylko wypada, że – z punktu widzenia teorii gier – są to gry o wyniku zerowym: ktoś musi przegrać, by inny poczuł się zwycięzcą.

A zresztą, wszystko ma podstawy „zero – jedynkowe”.

EPIDEMIA

Trwałe skojarzenie pandemonium z epidemiami nie jest przypadkowe.

Okazuje się, że i epidemia – jak an/archia – jest słowem posiadającym głębsze znaczenia. Będące w powszechnym użyciu – jego medyczne – rozumienie jest późniejsze ( mittellateinisch – jakby to powiedział filolog klasyczny).

Natomiast  źródłowe, doryckie znaczenie słowa epi/damos oznacza: między ludem rozprzestrzeniać się, i wcale nie odnosiło się wyłącznie do choroby. A wprost przeciwnie. Jak wyjaśnia nieoceniony R. van der Leeuw, epidemein w starożytnych kultach (religijnych i cesarskich) było szczególnym dniem, w którym sacrum objawiało swoją obecność: działy się cuda, odbywały się procesje, przepowiadały-  wieszczyły  wyrocznie…

W pandemonium Bóg nie może nawiedzać swoich świątyń, bo takie obiekty to już rzadkość (kościoły, zbory, cerkwie pozamieniano na: muzea, restauracje, sale koncertowe czy dyskoteki). Za to z każdą kolejną falą epidemii napływają nowe zaciągi demonów. Ich wszechobecność i nieograniczone wpływy – być może najlepiej – tłumaczą, dlaczego oficjalne ogłaszanie  stanu klęski epidemicznej jest czymś zbędnym.

DEMONY

Ponieważ zła strona techniki (bo przecież nie jest to „środek” naturalny) przeważyła nas dobrą, mogły się z nią – „na dobre” – zbratać demony.

Pożywką („obiatą”) dla nich jest strach i niepewność. A utrzymanie ludzi w permanentnym zastraszeniu jest podstawową funkcją mediów, korzystających z najnowszych osiągnięć high-tech.

Wiadomości dnia zaczynają się od podania liczby nowych zakażeń, a kończą ostrzeżeniami przed nadciągająca nawałnicą lub informacją o kolejnym zamachu terrorystycznym. Lęk, obawa, niepewność – to treści wypełniające przekaz „pod/progowy”, za co władza odpłaca się mediom sowiecie. Zatem, demony włączone zostały w samonapędzający się układ, stając się jego spirytus movens.

Będąc uosobieniem niszczycielskiej siły, demony – maskując się – przybierają różne postaci. Alarm wzniecony przez media, że pojawił się kolejny Armagedon oznacza iście szatańską ingerencję; natomiast potęgujący grozę zwyczajny news – to już robota internetowych trolli.

Demony – jak wiadomo – są przeciwieństwem aniołów, które NB wyginęły jak bukszpany.

Po pierwsze, o ile anioł był posłańcem Bożym, wysłanym z misją do duszy określonego odbiorcy, to demony rozmnażają się niczym COVID-19 w niekontrolowany sposób opanowując pandemonium.

Po drugie, demony są zupełnie pozbawione compatii. Reagują emocjonalnie – jedynie wówczas, kiedy cieszą się z czyjegoś/cudzego nieszczęścia.

Pandemonium to dominium opanowane przez demony.

NIHILIZM

W pandemonium nihilizm można uznać za podstawę kształtowania  świadomości zbiorowej. O ile dla F. Nietzschego nihilizm był przewartościowaniem najwyższych wartości, to dzięki aktywności medialnych i akademickich „sterników świadomości”, nihilizm stał się koniecznością, ba, imperatywem kwestionowana obiektywnego statusu jakiejkolwiek wartości.

Aktorzy (ściśle: marionetki) sceny społecznej są skłonni za wartość uznać jedynie to, co „główni rozgrywający”, w aktualnym scenariuszu przekazanym do realizacji, uznają za priorytet bądź normę.

LOCKDOWNY

Pandemonium nawiedzają pandemie… więc lockdowny, ogłaszane są z należną częstotliwością.

Hmmm…Przypomina to… REKLUZJĘ (zamknięcie w celi), czyli jedną z radykalniejszych praktyk monastycyzmu średniowiecznego.

Przywołuję to skojarzenie, przede wszystkim po to, aby uzmysłowić radykalną odmienność obu rodzajów izolacji. Tamto zamknięcie było nie tylko dobrowolne, ale służyło temu, by wieść ascetyczne życie; oddzieliwszy się od świata – oddać całkowicie sprawom Ducha. Natomiast  administracyjny lockdown, jest wymuszoną separacją, nakazem wydanym po to, by izolowanych jeszcze bardziej pogrążyć w aktualnych sprawach świata.

NIE/PAMIĘĆ

Pandemie wywierają geriatrycznie pozytywny skutek, albowiem najpierw wymiera pokolenie – wprawdzie mało odpornych – ale pamiętających. Pokolenie, którego „długa pamięć” jest zdolna re/aktualizować minione dzieje, kiedy dobro stawało się Dobrem, a niegodziwość nazywano Złem.

Pozostaje już tylko generacja o „krótkiej pamięci”, z pamięcią – amnezją  resetowaną każdego dnia. Ludzie pozbawieni pomięci są całkowicie niezdolni sprzeciwić się, stawiać opór – „ duchowi, który wiecznie przeczy”.

W diabolicznym zamęcie i odmętach próżni – pogrąża się pandemonium. Tak,  nie tylko mentalnej ale i emocjonalnej próżni – bowiem jak to wyraził J. Brodski, w pięknym tekście-wspomnieniu Nadieżdy Mandelsztam – „Pamięć jest substratem miłości” albowiem „zapamiętywanie przywraca  intymność”.

NIE nasza era

Całkowicie błędne okazało się mniemanie F. Fukuyamy, jakoby wszystko będzie już tylko takim, jakim być powinno w demokracji liberalnej – więc nastał koniec historii.

Wprost przeciwnie, historia się dopiero zaczyna. Przecież pandemonium to zwiastun nastania nowej, NIE naszej ery (N/n.e.)

POINTA albo FRASZKA

V I T A tu nie rozkwita

chociaż

współżycie w zenicie

Kazimierz Rogoziński