Motto:

Klejnot przepadł w błocie a wszyscy go szukają.
Jedni na wschodzie, drudzy na zachodzie../ – /
Ale Kabir, sługa, poznał się na nim i owinął go w sercu rąbkiem płaszcza”

Kabir, spolszczony przez Cz. Miłosza w: Hymn o perle. Kraków,1983

 

Drzewo
[229]

Cóż bardziej fascynującego niż drzewo ? !
Absolutnie doskonałość, majestatyczny – choć żyjący konstrukt Natury.

korzenie – zakotwiczenie

pień – przewodnictwo i stabilne wzrastanie

konary korony – zagarnianie przestworu, oddech i asymilacja światła

PIEŃ

zapewnia PION

łączy dwa opozycyjne światy

kolumna wznosząca koronę w stronę Słońca

ARBOR COSMICA

Także tytuł kompozycji Andrzeja Panufnika, co utworu będącego dźwiękowym zapisem arboralnej medytacji kompozytora.

Arbor cosmica

na potwierdzenie  życiodajnej więzi Ziemi i Nieba.

Symbol jednoczesnego życia w dwu skrajnie odmiennych wymiarach.

Symbol ZAKORZENIENIA, które – finalnie – staje się inwersją, albowiem:

 ꙰ korzenie dosięgają nieba, by zagarnąć światło duchowe

 ꙰ pień prowadzi życiodajne soki

 ꙰ korona otulając – mości locum (dla) pełni Życia

DRZEWO symbol czterech wymiarów  życia: wysokość, objętość, głębokość, czas – tworzących NIE-fizykalną całość

DRZEWO ŻYCIA

Jest takie jedno drzewo, które nam o tym dyskretnie  przypomina wiosną, kiedy rozkwitając – wyzłaca Niebo:

nomen omen – wiąz.

Po przekwitnięciu obficie skrapia ziemię deszczem złotawych nasion o idealnym kształcie, a każde z nich… niczym mandorla o wyrafinowanym kształcie z  zarodkiem życia w środku; albo  „oko proroka”, choć zapatrzone w górę, spływające łezką.

PIKTOGRAM

Dlatego też piktogram drzewa  przybiera antropomorficzny kształt:

Więź symboliczna: tak drzewo w naturze, jak orant/ka w Kulturze.

PS

„ Wszystkie istoty przenika tajemnie
wewnętrzny świat. Ptaki cichymi pióry
lecą na wskroś przez nas. O, który
chcę róść, spoglądam, i drzewo jest we mnie”.

R.M. Rilke, Do współczucia z każdej rzeczy woła… przekład. M. Jastrun

PPS

Drzewo, to jeden z tych obiektów ulubionych przez malarzy (np. N. Poussin) i grafików (np. A. Hiroshige). Powiedzieć nawet można – motyw opatrzony.

Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy w mediolańskim Museo  del Novocento natknąłem się na DRZEWO G. Morandiego. Zaskoczenie podwójne, bo Morandi, to przede wszystkim malarz meta/fizycznych martwych natur,   a tu nagle pejzaż górski z 1913 roku – i o dziwo – z drzewem widniejącym w centrum obrazu. Ale jak namalowanym! Jego rozłożyste konary ogarniają cały krajobraz (czy raczej świata-obraz), pień scala wszystko w jednym punkcie, wytyczając axis mundi. Genjalne.

 

Wielkie otwarcie
[228]

O przewrocie Kopernikańskim słyszał każdy, zwłaszcza w Polsce. Ale wyjaśnienie, co w mentalności mieszkańców Ziemi oznaczało przejście od geocentryzmu do heliocentryzmu – to już temat wart zainteresowania nie tyle astronomii, co filozofii idei.

Pod bezpieczną kopułą nieba

„System geocentryczny” poprawnie określał pozycję Ziemi w układzie słonecznym, bowiem jak mniemano, była ona umieszczona w centrum kosmosu. Tyle że owo centryczne położenie opisuje tylko jeden z wyróżniających Ziemię przymiotów. Jest i drugi, nie mniej ważny. Nasza planeta wprawdzie wydawała się płaska, ale ta płaszczyzna wyznaczała średnicę, dzielącą okrąg otaczający Ziemię. Dokładniej, tych okręgów – zgodnie ze starożytną astrofizyką – było kilka: ogień – ten najbardziej lotny z żywiołów, księżyc, planety, słońce, sfera zodiakalna. Jak to można dostrzec na znajdującym się  w Sienie obrazie  Govanniego di Paolo pt. „Stworzenie świata i wygnanie z raju” (z 1445 roku), Ziemia, wraz z zamieszkującym ją człowiekiem usytuowana została pod bezpieczną kopułą nieboskłonu. Tak sobie ów geocentryzm wyobrażano.

Rewolucja Kopernikańska polegała na otwarciu tej kopuły i ustawieniu Ziemi w szeregu, na trzeciej pozycji, pośród pozostałych planet. Ale to nowe uporządkowanie układu słonecznego nie spowodowało natychmiastowego zwrotu umysłowego. Geocentryzm nadal pozostawał perspektywą odkrywania tajników kosmosu, a obowiązujące na naszej planecie prawa fizyki były „kluczem” pozwalającym wyjaśnić procesy zachodzące we Wszechświecie.

W wirze nieograniczonej czaso – przestrzeni

Radykalny przełom w naszym myśleniu o kosmosie dokonał się dopiero w okresie ostatniego półwiecza. Domknięty system słoneczny (by o dawniejszym zamkniętym „systemie podksiężycowym” nie wspomnieć) został zastąpiony przez system otwarty. Ziemia, wraz z całym słonecznym układem planetarnym, nagle, zagubiła się gdzieś na peryferiach Galaktyki, w bocznym Ramieniu Oriona.

A NASZA  Droga Mleczna to zaledwie jedna z miliarda galaktyk…

Dopiero teraz nasze myślenie musi się zmierzyć z niewyobrażalnymi pojęciami, takimi jak: nieograniczoności i nieskończoności.

Pytanie, czy coś z tego wielkiego otwarcia wynika ?

System VITA-centryczny

Dopiero oba nieziemskie wymiary (nieskończoność, nieograniczoność) pozwalają nam uzmysławiać sobie, co wyrażać może wyróżnioną  pozycję Ziemi we Wszechświecie. I – paradoksalnie – dookreślić zakres fundamentalnego dla nas pojęcia: ZIEMIA.

W rozszerzającym się w nieskończoność Wszechświecie płyniemy z innymi ciałami niebieskimi unosząc na NASZEJ plancie świadome ŻYCIE.

 Jak się zakłada, świadome Życie pojawiło się wraz z człowiekiem  około 20O 000  lat temu. Gdyby przyjąć – idealizując –  że jeszcze potrwa drugie tyle,  to uwzględniając odległości kosmiczne i powiększający się dystans między galaktykami, szansa, że na jakiejś inne plancie spotkamy nie „ekstremofile” w rodzaju nisporczaka,  tylko  świadome życie – jest bliska zeru.

Wizja

W cywilizacji, w której myślenie podporządkowane zostało schematom mechaniki, VITA-centryczna opcja przebija się z trudnością. Wiedza (w społeczeństwie wiedzy)  – eksploruje przyziemie. Zatem prawdziwy zwrot myślowy, jaki powinien się dokonać, można zobrazować jedynie   w artystyczny sposób: byłby to powrót do rajskiej wizji Życia, z Ziemią jako kosmicznym ogrodem Eden.

 

Rosja (2)
[227]

Raz Rasputin; raz Putin.

 

Wyznawcy
[226]

Z Portoryko dotrwała do nas miła wiadomość. Jako Miss Świata 2022 została wybrana studentka z Łodzi. Jeszcze bardziej sensacyjne było doniesienie, że Miss of the World jest osobą wierzącą, czego bynajmniej nie ukrywała mówiąc, że oddaje Bogu całą swoją chwałę.

Zawistne koleżanki już ją „wzięły na języki”: zakład, że jak tylko zostanie modelką, przestanie wierzyć! Przecież Beauty-business to domena cielesności.

Jest w tym sporo racji. Kult ciała zawładną całą kulturę – zresztą nie tylko masową. Tym większe wyrazy uznania dla Miss Karoliny, że miała odwagę publicznie wspomnieć o swojej więzi z Bogiem.

Takiej odwagi, niestety, nie zauważam u „osób duchownych”, którzy dokonując apostazji wchodzą na celebryckie salony. Rzadko który wspomni o tym, że był zakonnikiem/księdzem; co więcej – zachowując dawne stopnie i tytuły naukowe z teologii, nikt nie zająknie się, że z wykształcenia jest  teologiem. Natomiast przedstawiając się z dumą wyliczał będzie, że jest: filozofem, antropologiem, religioznawcą, komparatystą kulturowym…

Wszystko, byle nie sacra scientia,  tylko żadnych skojarzeń z Bogiem. A jeśli już Jezus, to nigdy Chrystus.

 

Należne miejsce
[224] 

Wraz z proklamacją czwartej rewolucji przemysłowej (mobilny internet rzeczy), człowiekowi – mamionemu obietnicą nieśmiertelności – wyznaczono wyróżnione miejsce po stronie POZNANIA/WIEDZY,  ale nie po stronie ŻYCIA.   A rozum rachujący chytrze przemilczał, że już nie będzie odwrotu.

 

Emu
[223] 

Aborygeni, jak wiadomo, to „lud  drogi”.

Byłem więc święcie przekonany, że wędrując, jeszcze bardziej niż ludy osiadłe w Mezopotamii czy Egipcie, będą wpatrywać się w niebo…niczym żeglarze na oceanie. Wydawać by się mogło, że – z tego powodu –  gwiazdy obiorą za przewodniczki po bezdrożach  australijskiego kontynentu.

Jakże więc wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że byłem w błędzie.

W książce  E. Brooke – Hitchinga,  Atlas nieba, Poznań, 2021, przeczytałem, że zodiak Aborygenów wygląda zupełnie inaczej.

Okazuje się, że EMU – najważniejsza dla nich konstelacja (której nazwa odnosi się do strusio/podobnego ptaka) nie jest złożona z gwiazd, tylko z ciemności rozpostartej między nimi.

Ciemni Aborygeni ? Nic bardziej mylnego!

Jeśli przyjąć, że EMU to zagęszczenie ciemnej materii/energii, to kto wypada na ciemniaka?

 

Homina
[225]

Wobec zalewu zatrważających informacji pandemicznych (COVID nie odpuszcza, tylko mutuje) i wojennych (Ukraina), warto odnotować, pewne pozytywne zdarzenie. Otóż w miniony piątek zebrała się Rada Języka Polskiego, a jednym z ważniejszych punktów obrad było ustosunkowanie się tego szacownego PAN-owskiego gremium do zgłoszonej innowacji słowotwórczej. Ze środowiska gender mainstreamingu wpłynął bowiem wniosek (podpisany przez znane profesorki), aby słowo CZŁOWIEK (rodzaj męski) zastąpić słowem HOMINA (rodzaj żeński). Jak podano w uzasadnieniu, stosowane w języku polskim słowo jest określeniem nie tylko reliktowym, odwołujących się do realiów patriarchatu, ale także wyrazem mowy nienawiści w stosunku do kobiet, dziś  – w czasie kultury tolerancji i równości – nie do zaakceptowania.

Pomimo trwającej wiele godzin dyskusji, Komitet nie był  zdolny wypracować jednoznacznego stanowiska. Aby wyjść z tej patowej sytuacji, prowadząca obrady, zaproponowała skierowanie wniosku do filologów klasycznych w celu konsultacji, aby się upewnić, że określnie HOMINA  rzeczywiście nobilituje desygnowany podmiot. Zamykając posiedzenie, przewodnicząca KJP jednocześnie zapowiedziała, że sprawa ponownie znajdzie  się w agendzie przyszłych obrad.

Poznań, 1.IV.2022

 

2’ 22’’
[222]

Wpisując na dokumencie datę: 2.02.2022 przypomniałem sobie wprost niebywałe osiągnięcie arabskiego astronoma Al- Battaniego (858 – 929 r.), który w „ciemnym średniowieczu” – jak zwykło się ten okres nazywać – wyznaczył długość roku słonecznego z dokładnością do 2 minut i 22 sekund.

 

Rosja. Dwa skojarzenia
[221]

Sława

Rosja Putina od miesięcy nie schodzi z pierwszych stron gazet. Jej „sława” przywodzi na myśl początek XXVI pieśni z Piekła „Nieboskiej komedii”, w której Dante drwi z wielkości Florencji:

„Ciesz się Florencjo, skoroś jest tak wielka,
że nad morzem i nad ziemią łopoczesz skrzydłami,
a twoje imię panoszy się w piekle!
[przekład Jarosław Mikołajewski]

PS
Florencja zasłużyła sobie na takie mocne potępianie, z powodu bratobójczej walki toczonej na przełomie XIII/XIV w. między gwalfami (zwolennicy Kościoła), a gibelinami (stojącymi po stronie cesarza)

Taniec robotów

Zakłamujemy tragizm sytuacji używając określeń: Putin napadł na Ukrainę, Putin morduje ludność cywilną… bo przecież robią to jego ludzie, Rosjanie !

Kim jest popierająca cara masa? Kim są żołnierze ostrzeliwujący przedszkola i szpitale?

Kiedy próbowałem powiedzieć sobie na te pytania, przed oczyma pojawił się  przerażający obraz…z olimpiady w Tokio (2020 r.)

Nie będą go odtwarzał ani opisywał, bo to trzeba zobaczyć. Proszę obejrzeć występ złotych medalistek w konkurencji „pływanie ARTYSTYCZNE” (sic).

Swoim przerażającym występem obie zawodniczki: Kolesniczenko + Romaszina wysłały światu atawistyczny przekaz: nie tylko my tańczymy jak zaprogramowane roboty, cały naród rosyjski już został wytresowany; my tylko jesteśmy jego reprezentantkami.

 

Larum melomana
[220] 

MUZAK rozlega się wszędzie. Zalewa sklepy, restauracje, galerie handlowe…

Ale to nic, w porównaniu z torturą, na jaką narażony jest meloman oczekujący w kolejce na połączenie z „doradcą”. Zanim usłyszy: ble, ble (imię nazwisko nie-do zrozumienia)… w czym mogę pomóc ?, niekiedy przez kilkanaście minut musi wysłuchiwać rzępolenia w niewybrednym wydaniu.

O ile na starcie ery zaawansowanej tele/komunikacji, miało się jeszcze wrażenie, że skomponowany został tylko jeden utwór muzyczny („Eine kleine Nachtmusik”), to teraz okazuje się, że muzyka to domena maszyn: komputerów, syntezatorów, amplifikatorów itp. itd.

Wprost nie do wiary, że teoretykom i praktykom marketingu sensorycznego nie przyszło do głowy, że „muzyka” rozbrzmiewająca w słuchawce może być „wizytówką” firmy, tak samo ważną jak grafika strony internetowej.

Po muzyce (w słuchawce, w telefonie…) poznasz z kim masz do czynienia.

Chociaż, skoro muszę, słucham tej powtarzanej w kółko „dźwiękowej waty” tylko jednym uchem, to kiedy wreszcie usłyszę w słuchawce czyjś głos…to mija mi chęć rozmowy z kimś, kto wpisuje się we wrażliwość maszyny.

 

Medycyna – złota żyła
[219]

Zaraza covidowa  niepowątpiewalnie dowiodła, że medycyna, to  „złota żyła”, czyli  biznes o nieograniczonym, świetlanym horyzoncie strategicznym. Uzasadnienie:

LUDZIE JUŻ NIGDY ZDROWSI NIE BĘDĄ !

Wysoki wskaźnik zwrotu z zainwestowanego kapitału (ROI) w tę branżę usług jest więcej niż pewny, bowiem gwarantuje go nowy, kompleksowy sposób świadczenia:

  • medycyna zdalna
  • zaawansowana chemio-terapia (hormonalna, genetyczna)
  • wystandaryzowane procedury
  • ISO – zgoda na ubezwłasnowolnienie przez system
  • RODO kamuflujące dostęp do intymnych danych
  • nieograniczone możliwości zastosowania AI, czyli robotów

Skoro wszyscy będą e/pacjentami, zatem stosowana będzie ich nowa segmentacja, w rodzaju:

  • Vn/pacjent – pacjent zaszczepiony; n – liczbowe oznaczenie wielokrotności
  • ch/pacjent – pacjent oczipowany
  • a/r pacjent – mnie lub bardziej aktywny/receptywny
  • s/ns pacjent – sterowalny/niesterowalny

A oto jakie negatywne skutki tej zmiany dostrzega dr Karolina P. (wierna czytelnicza blogu/a):

/../jednym słowem, profesjonalna branża medyczna zafiksowała się w covidowym obłędzie. 

Niestety, wszystkie metody świadczenia usług medycznych w trakcie swoistego "covibiznesu" spowodowały dodatkowo nasilenie chorób psychicznych. Natłok informacji i codziennie złe doniesienia powodują osłabienie ludzkiej psychiki. Nadeszła zatem era beznadziejności, gdyż ludzie nie potrafią już żyć w zgodzie z naturą i nie potrafią się dystansować…

Medycyna (podobnie jak farmacja), to taki biznes, który tym bardziej prosperuje, im ludzie są bardziej chorzy. To oczywiste i banalne stwierdzenie. Ale czyż nie jest symptomatyczna dla naszych czasów reguła: im bardziej negatywne zdarzenie/zjawisko/fakt/proces… tym korzystniejszy wynik ekonomiczny przysporzyć mogą? Np. Im więcej wycinamy lasów, tym droższa staje się tarcica; im więcej produkujemy plastikowych opakowań zaśmiecających środowisko, tym bardziej rośnie sprzedaż i konsumpcja; im coś smakowitszego, tym bardziej ma podejrzany skład; albo im głupsza rozrywka, tym większe nią zainteresowanie…

Nic więc dziwnego, że cywilizacja stosująca tę negatywną zasadę skazana jest na wymarcie,  wraz z człowiekiem ją  praktykującym.

PS

Koncentrowałem się wyłącznie na usługach medycznych – należących do branży usług profesjonalnych (dawnej obejmującej „wolne zawody”). Ale COVIBIZNES to już gigantyczny sektor gospodarki! Do „złotej żyły” przyssały się bowiem rozliczne przemysły; jedne dziesięciokrotnie inne stukrotnie powiększają  swoje zyski. To też tłumaczy, dlaczego fala – za – falą przelewa się pandemia.

Nie łudźmy się, pandemia  nie tak szybko nas opuści przechodząc w fazę apodemii.

Daje to podstawę do sformułowania wiarygodnej odpowiedzi na „Pytanie roku”, zamieszczone w/na tym blogu nieco wcześniej.

 

Wspomnienie prof. Bohdana Gruchmana
[218]

Wspominam śp. Profesora, nie tylko dlatego, że był moim rektorem. Zachowam Go w pamięci, ponieważ był ostatnim – ze znanych mi profesorów – który w publicznych wystąpieniach stosował tradycyjną tytulaturę. Witając gości, czy też słuchaczy, najpierw wymieniał: Jego excellentio księże biskupie, a następnie, magnificencjo rektorze,  szanowne panie, panowie

Owo zaskakujące uszeregowanie gości można by tłumaczyć nie tyle przejawem znajomości protokołu dyplomatycznego, co odwołaniem do tradycyjnej hierarchii tytułów i stanowisk. Formuła „JEGO excellentia” miała bowiem określać tę szczególną sytuację, kiedy biskup był postrzegany jako osoba reprezentująca nie siebie, ale Jego – czyli ponad osobową moc (tradycyjnie zwaną Bogiem).

Niby drobiazg, ale ujawniał  format intelektualny Profesora.

PS

Jeszcze z drugiego, bo historycznego powodu życzliwie wspominam prof. B. Gruchmana; albowiem jako ówczesny rektor AE, bez zawahania podjął decyzję o powołaniu Katedry Usług na wydziale Zarządzania w 1996 roku.

 

Rozszczepienie
[217]

W nasilającym się amoku wyszczepiania wszystkich, dumam nad stanem roz/szczepienia świadomości, w jaki popadłem:

wymuszona dystansem sanitarnym konieczność autystycznego obrazowania otoczenia odsłania i wchodzi w kolizję z ulegającą degeneracji rzeczywistością.

To, co powinienem uwewnętrznić – odpycha, odrzucam jako zagrożenie.

Z przerażeniem zaczynam postrzegać siebie jako schizoidalną osobowość.

 

Pytanie roku
[216]

POSZLAKA

Jak wiadomo, „hiszpanka” pochłonęła ponad pięćdziesiąt milionów istnień ludzkich. Śmiertelne żniwo było tak obfite, ponieważ okazało się straszliwym finałem Wielkiej Wojny. Patogen – niby trujący gaz – bez trudu uśmiercał wycieńczonych wojną ludzi.

PYTANIE

A czym wytłumaczyć nagły, tak totalny spadek odporności, zwłaszcza mieszkańców najbogatszych krajów świata; czy COVID–19 nie został celowo zmutowany, by (roznosząc pandemię na życzenie) wywołać chorobę c y w i l i z a c y j n ą 2.0, zastępującą wojnę?

 

Proste
[214]

Cudowność  Życia

Sens  Egzystencji

Istota Rzeczy

Od/blask Prawdy

Afirmacja Dobra

Powab Piękna

. . . . . . . . . . . . .

Niewysłowiona Miłość

 

Egipt
[213]

Do dziś zdumiewa TRWAŁOŚĆ cywilizacji egipskiej: trwała pięć tysięcy lat!

CIĄGŁOŚĆ – ponad pięćdziesiąt dynastii panujących, aż do podboju Egiptu przez Imperium Romanum w (30 r. p.n.e.)

Zdumiewa nie tyle sama trwałość i ciągłość, ale i to, że Egipt duchowo zapłodnił Grecję, Fenicję, Judeę i Etrurię…Czyli dał Europie jej kulturowy fundament.

NB również wczesno średniowieczny monastycyzm ma swoje korzenie w egipskich „ojcach pustyni”.

Na pytanie: a skąd wzięła się taka moc oddziaływania kultury powstałej nad Nilem? – pojawia się następująca odpowiedź:

  • symbioza nauki i religii
  • świątynie Izydy i Ozyrysa centrami nauki (niczym dzisiejsze uniwersytety),  kumulujące i strzeżące wiedzę tajemną – uwaga: gromadzoną, jak się szacuje – przez trzydzieści tysięcy lat
  • uczeni kapłani wychowujący i kształtujący przyszłych faraonów
  • władza zstępująca: duchowieństwo/kapłani → sądownictwo → władza wykonawcza

Współczesny erudyta nazwie to zwyczajną teokracją i poda daty jej wygaśnięcia w Europie i innych częściach świata. Nie będę rekonstruował tego, co pomyśli o mnie, autorze powyższego wyjaśnienia. Nadto, swój krytyczny sąd wzmocni argumentem: wszystko przemija…

Politolog – żachnie się i  wzruszy ramionami.

Ale problem pozostaje, nawet wówczas, kiedy dotycząc się do pre/historii – podejmowany jest w erze post/historycznej.

Wywoławszy go, dodam jeszcze jedną uwagę.

W bogatym przekazie naukowym dostarczanym przez badaczy dziejów cywilizacji egipskiej nie dostrzega się tego, co warto  wyartykułować expresis verbis: podstawą jej trwania była ciągle ta sama, przez tysiąclecia nie zmieniana doktryna osadzona na koniunkcji: SŁOWO – ŚWIATŁO – JAKO TCHNIENIE BOGA.

I to właśnie „daje do myślenia”.

No, może, powinno…

 

Uśmiech
[212]

Komunizm panował w ZSSR ponad osiemdziesiąt lat. Wyrosły w nim dwa, jeśli nie trzy pokolenia ateistów, wychowane w doktrynie pogardy dla religii i ducha.

Czy wystarczy siedem lat pierestrojki, aby przekształcić ateuszy w bogobojnych wyznawców prawosławia?

Prawdopodobieństwo jak 7/70.

Putin ze świeczką w dłoniach, bijący pokłony przed ikoną Hodegetrii…

Tłumy pielgrzymów z Rosji zalewające Jerozolimę…

Pytanie: pielgrzymi to, czy turyści ?

W pytaniu tym wyraża się mój sceptycyzm odnośnie do tak masowo dokonanej konwersji. Chociaż motywów ekspiacyjnych (za dekady barbarii) nie można wykluczyć, niemniej nasuwa się podejrzenie o szczerość intencji i manifestowanych zachowań.

Kiedy w Rosji nastał kapitalizm, jego forpocztą stały się placówki globalnych sieci komercyjnych. Pojawiać się więc zaczęły fast-foody McDonald’sów. Problemy z zaopatrzeniem w ziemniaki (frytki) i wołowinę (Big mac) udało się rozwiązać  dzięki importowi. Ale największą trudność, jaką napotkali Amerykanie było nauczyć personel kontaktowy NIEWYMUSZONEGO UŚMIECHU. Okazało się, że w zniewolonym społeczeństwie uśmiech stawał się sarkastycznym grymasem. Co gorsza, widok innego, nieznajomego człowieka wywoływał paraliżujący odruch warunkowy: wycofanie i niepewności.

A przecież….

Już od starożytności wiadomym było, że TYLKO uśmiech  emanuje spontanicznością. Po rodzaju uśmiechu (Pitagoras – sic! – i mistrzowie jego Szkoły) rozpoznawali charakter człowieka w przekonaniu, że żadne udawanie nie może upiększyć uśmiechu złego człowieka.

Niezdolny do szczerego uśmiechu, z wypaloną dogłębnie duszą – homo sovieticus –  mógł stać się człowiekiem wierzącym z dnia na dzień ?

W to wątpię.

 

Szacunek – werbunek
[211]

Szanowni Państwo!

Szanujące się państwo przesyła pełne szacunku uszanowania, przypominając o możliwości całkowicie bezpłatnego zaszczepienia się.

Z wyrazami szacunku

Prezes RM                              I. sekr. KPRM                         Prezes ZUS

 

Listopady
[215]

Dawno temu, kiedy byłem jeszcze rolnikiem, moim ulubionym zajęciem gospodarskim były sianokosy, a wraz z nimi: zanurzenie w aromatach łąki, inhalacja bukietami ziół… Owszem, brutalna „kośba”, ale wykonywana po to, by kobierzec łąki pobudzić do jeszcze bardziej intensywnego wzrostu.

Teraz, u kresu aktywności, wraz z błogosławieństwem wszystkich świętych, oddaję się prozaicznej czynności – grabieniu liści: orgia kolorów pod stopami, złośliwe igraszki wiatru; już nie zmysłowe upojnie, tylko zaduma i zmaganie się z nieuchronnością przemijania, z opadaniem…

Listopady – liścia/spady.

Sezon puryfikacji drzew trwa prawie dwa miesiące, bo kolejka do grudniowej „szatni” jest dość długa.

A liście mrą uroczyście.

Zaczynają kasztany i klany, po nich wiązy, orzech, dęby, lipy – wreszcie na końcu: akacje, bzy i buki. Oczyszczoną z listowia ziemię modrzew posypuje okruchami złota. Drobna rekompensata, ale radość dla wyblakłych oczu.

Mgliście, szaro, smętnie…

Aż tu niespodzianie zjawia się szron. Co za odmiana, wszystko nagle zostaje wysrebrzone. Można zapalić świece adwentowe. Nadeszła pora wyczekiwania, vigilo.

 

Nekrolog – wspomnienie
[210]

Do mojego Kuligowaskiego refugium dotarła z opóźnieniem wiadomość, że zmarł prof. Ryszard Domański – wybitny polski geograf, profesor WSE/AE/UEP. Był mi nie tylko rektorem, ale i recenzentem rozprawy doktorskiej.

Jej obrona odbyła się w 1973 roku, tuż po Jego powrocie z USA, po odbytym stażu u W. Isarda. Był to ważny moment dla polskiej geografii gospodarczej. Nowe metody analizy regionalnej umożliwiły  przekształcenie tradycyjnej geografii (jej przedstawicielem był np. prof. F. Barciński) w gospodarkę przestrzenną. W tym przeobrażeniu, powiedzmy  to tak: od W. Christallera do A. Einsteina; od historycznie pojmowanego regionu do matematycznie modelowanej czaso-przestrzeni gospodarczej, prof. R. Domański miał czynny i znaczący udział.

Poznawszy nowe metody stosowane w światowej regionalistyce i zainspirowany otwierającymi się perspektywami modelowania przestrzeni, musiał recenzować doktorat („Zagospodarowanie regionów turystycznych”), w którym turystyka traktowana była bardziej jako sposób reaktywacji lokalnych toposów, niż zewnętrzy strumień dochodów alokowany z uwzględnieniem kryterium optymalizacji. Z wyrozumiałością odniósł się do tezy młodego (dwudziestopięcioletniego doktoranta), co przesądziło o moim dalszym curriculum vitae.

Powinienem mu być za to wdzięczny (!?).

 

Spuścizna rewolucji
[209]

Wiekopomne zdobycze Rewolucji Francuskiej można dziś ocenić, sprawdzając aktualność haseł, które niosła na sztandarach:

Wolność → swawola powodująca zanik tożsamości
Równość → egalitaryzm kamuflujący przepastne podziały klasowe
Braterstwo → konkurencyjność

Zaszłości historycznych nie da się odwrócić, ale przynajmniej – w ćwierć tysiąclecia od tamtego wydarzenia – rewolucję francuską można pozbawić przywileju pisania z dużej litery.

 

Psalm 23
[208]

Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach…”

Czyta skonfundowany pasibrzuch i dziwi się, że już w czasach biblijnych veganie mieli takie kontakty? Co za pomysły, leżeć na pastwisku i zajadać trawę?

Dopiero kolejny wers łagodzi jego oburzenie:

Stół dla mnie zastawiasz …”
No, to co innego, to rozumiem – stwierdza zadowolony pasibrzuch:

Pan mym kelnerem…nie brak mi niczego…”

I tak to powinno być. To ma przyszłość.

 

Przesłanie Bronisława Malinowskiego
[207]

Mam tu na myśli przesłanie wybrzmiewające z jego książki „Argonauci Zachodniego Pacyfiku” (wydanej w 1922 roku), która stała się kamieniem milowym współczesnej antropologii.

PRZESŁANIE

„Prawdziwa definicja takiej instytucji (ekonomicznej – dopisek K.R) jak międzyplemienna wymiana towarów dokoła wschodniej Nowej Gwinei, nie polega na opisaniu tej czy innej czynności, lecz na ustaleniu stosunku pomiędzy magią, mitologią, organizacją społeczną, interesami czysto  ekonomicznymi i ceremonialno – estetycznym systemem wartości, rozbudowanym dookoła przedmiotów, których zasadniczą funkcją było zdobienie, lecz które stały się potem ośrodkami tradycyjnej i opartej na współzawodnictwie zasady wartości”.

Bronisław Malinowski

AKTUALIZACJA

Czytane wiek później wyjaśnienia wybitnego antropologa wywołują – przynajmniej u mnie –  skojarzenia, że być może odnoszą się one  również do  cywilizacji Zachodniej. Dlaczego?

Argonautami zachodniej cywilizacji nazwać wypada tych, którzy zapatrzeni w usługi –  nośniki prawdziwej wartości –  nie zauważyli, że wyruszyli w drogę po „złote runo nicości”… trzy ostatnie słowa to już Z. Herbert.

 

Dylematy Kuligowskie
[205]

I co ja TU robię ?
Dlaczego jestem właśnie TU, gdzie jestem?
Zwyczajny zbieg okoliczności, czy też wyrok konieczności ?

Przecież to, kim się stałem,
jest następstwem tego,
dokąd wracałem i  gdzie bywałem…

 

Odległość
[204]

Jak się okazje, można wykonywać pracę zdalną – można równocześnie współpracować z innymi nie wychodząc z domu… Jednakże w czasie pandemii, dawna oczywista opozycja: odległość advers. bliskość, nabrała jednoznacznie f i z y k a l n e g o  znaczenia.

Na szczęście, jeszcze c z a s ocala i przechowuje psych-emocjonalne znaczenie bliskości (pytanie, jak długo?).

Bliscy (bo łatwo dostępni on-line), wcale nie muszą być bliżsi. Śmiem twierdzić, że jest wprost przeciwnie, im bardziej odlegli w czasie, tym bardziej stają się (mi) bliżsi.

[203]

Nie daje  mi spokoju myśl:
ONtOLOGIA – ONkOLOGIA

Czy napotykamy tu li-tylko na przypadkowe podobieństwo?
Czy o zasadniczo odmiennym znaczeniu pojęć przesądzić może tylko jedna literka?

A jeśli byt to (taka), zrakowaciała tkanka ?

 

Anty- PiS
[202]

Wprawdzie unikam tematów politycznych jak winniczek słońca, ale od kiedy rządząca koalicja (z którą sympatyzowałem) wpadła na pomysł, by do ministerstwa kultury „dokleić” sport, czyli „kulturę fizyczną” (a więc wf. patrz blog), stałem się prawicowym anty-PiS-owcem.

Przecież, już od stu lat wiadomo, że „sport to zdrowie”, więc powinien  podlegać ministerstwu zdrowia. Logiczne, no nie?

 

[201]
Nie mogę się uwolnić od skojarzenia:
ONtOLOGIA <=> ONkOLOGIA

 

Mijanka
[200]

odchodzi –  (a jednak) owo, tamto
przechodzi –  (chyba właśnie) TO
nadchodzi – (wreszcie) coś
. . . . . . . . . . . . . .
‘Ja’ w kręgu niedookreśloności
(wieczna mijanka)

 

Autorytet
[199]

Można  wykreować, bądź wypromować się na znanego specjalistę w danej dziedzinie i dzięki temu zdobyć szacunek i uznanie. Ale taka auto-kreacja nie ma nic wspólnego z autorytetem.

Autorytetem nie można się obwołać, ani go sobie fundować, nie można go też uzyskać podszywając się szyld nobliwej instytucji.

Autorytet można jedynie uzyskać; zasłużyć sobie taki prestiżowy status. W jaki sposób go zdobyć? To podpowiada czasownik – zasłużyć, dobrym świecąc przykładem. Owo światło, jak wykazał K. Jaspers –  nie jest lustrzanym blaskiem odbitym, tylko wynikiem interferencji między Prawdą a Wyjątkiem. W usługach autorytet wyraża się zdolnością godzenia napięć między obiektywną wiedzą naukową a intuicyjnym doznaniem; między rutynową praktyką a kazusem.

Wspomniany K. Jaspers ( „Filozofia egzystencji” , Warszawa, 1990) podaje najważniejsze przyczyny upadku autorytetu, więc warto skorzystać i je przytoczyć in extenso:

– przestaje być prawdziwy, gdy rozpada się na to, co przynależy do siebie; gdy poszczególne rodzaje prawdy: istnienie, nieodparta pewność, duch – usamodzielniają się i chcą uchodzić za autorytet.

– gdy autorytet staje się tylko władzą nad istnieniem, odciętą od żywotnej siły płynącej ze wszystkich źródeł prawdy.

– gdy swoje trwanie chce utrzymać dzięki randze poszczególnych jednostek, które nie mają władzy w świecie, nie ponoszą ofiar, ani ryzyka dla jego zdobycia i utwierdzenia.

Nie-do-przyjęcia dla współczesnego człowieka staje się to, że prawdziwy autorytet nie chce być bezmyślnie naśladowany, tylko  stawia wymagania. Internalizacja treści zaczerpniętych z autorytetu musi prowadzić nie tylko do ich przyswojenia, ale uznania za własne. Temu sprzeciwia się wybujałe poczucie wolności osobniczej, która „dopuszcza tylko to, co zostaje przemienione w  m o j e – b y c i e – s o b ą”.

Kiedy wolność staje się dowolnością, autorytet kojarzy się już tylko z autorytaryzmem.

 

Życie
[198]

Jak dotąd nie udało się uzgodnić jednej i obowiązującej definicji życia. Ponieważ w jej formułowanie ostatnio włączył się astrobiologia, można oczekiwać, że nie stanie się to szybko. Konieczność uwzględnienia perspektywy poza-ziemskiej wszystko jeszcze bardziej komplikuje.

Nie dziwi, że podejście astrobiologów jest zbieżne z tokiem myślenia fizyków, które za C. Saganem wyrazić można mniej więcej tak:

Przesłanka 1.
Wszechświat jest niewyobrażalnie wielki. Gdyby życie miało istnieć jedynie na planecie Ziemia, byłoby to gigantyczne marnotrawstwo energii i materii.

Przesłanka 2.
Prawa fizyki są uniwersalne i niezmienne; obowiązują od „wielkiego wybuchu”. Skoro mamy miriady gwiazd, wokół których krążą miliardy planet (to już pewne), to logiczne, że na  tych planetach – te same prawa fizyki – muszą doprowadzić do powstania życia.

Wniosek.
Jest więc  oczywiste, że na egzoplanetach musi istnieć j a k i e ś  życie.

Konkluzja
Logicznej poprawności wnioskowania indukcyjnego niepodobna przeczyć.

Jak również podważyć hipotezę, że na egzopantach i ich księżycach istnieją oceany płynnego metanu lub helu, a w nich „żyją” jakieś krzemowe ekstremofile. Dlatego, mając na myśli świadome ziemskie Życie (chciałoby się dodać: cudowne), piszę je z dużej litery.

 

Cud prawdziwy

Wystarczy kropla wody, promyk słońca i wszczyna się niepohamowany rozród.

 

Ostrzeżenie
[197] 

Pojawiła się nowa grupa społeczna, przekonana, że „kasa” określa „klasę”.

 

O wyższości świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia
[196]

O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy” – to z pewnością najdłuższy tytuł, jaki pojawił się w/na tym blogu. Ale też dosłownie w takiej wersji utrwalił się w zbiorowej pamięci, jako przykład snucia bezsensownych porównań. Jeśli więc ktoś chciał zakpić z dociekliwości naukowców (a zwłaszcza teologów) przytaczał ten spór jako jałowe quaestio disputate.
Obśmiewany przez lata pseudo-problem wszedł nawet na trwałe do zestawu kabaretowych gagów.
Dziś jednak powraca; niby komunikuje to samo, ale znaczy już coś zupełnie innego.
Dyskusja „O wyższości świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia” stała się rzeczywiście bez-przedmiotowa, ponieważ zwycięstwo świat Bożego Narodzenia jest już nie-do-zakwestionowania.
O wszystkim przesądziła k o m e r c j a pospołu ze szczytowymi  osiągnięciami rozumu ery post/human.

Oto argumentacja, najpierw odnośnie do komercji:
Celebrowanie „Gwiazdki” zaczyna się wraz z początkiem listopada, czyli po „Wszystkich-świętych”, a kończy kulminacją po/noworocznych przecen. Tej erupcji konsumpcjonizmu pojawiającej się każdorazowo na przełomie roku nie muszę opisywać.

Po drugie, przytaczam zestaw racjonalnych argumentów uzasadniających przegraną Wielkanocy:

  • Święto „Paschy” jest obrzędowością nie-do-utrzymania, albowiem poza kultywowaniem pogańskiej, czyli mitycznej tradycji będącej świętowaniem powrotu wiosny i narodzin życia, nie ma w nim nic, co miałoby racjonalne wytłumaczenie.
  • Śmierć oznacza definitywne skasowanie funkcji życia i jakieś życie wieczne jest wymysłem nie/oświeconego umysłu.
  • Po śmierci jednostki, nie żadna dusza, tylko skan zawartości mózgu ulokowany w „chmurze” ma szansę trwać wiecznie.
  • Zmartwychwstający mesjasz przynoszący człowiekowi ZBAWIENIE/ODKUPIENIE to jakiś archaiczny wymysł nie dotyczący współczesnego człowieka, który kieruje się tyleż racjonalnymi, co optymalnymi wyborami. Wspomagany różnymi „aplikacjami” nie może przecież pobłądzić, dlatego jest bez/grzeszny.

Zatem, primo, ta dysproporcja między „Gwiazdkowym” szałem zakupowym a zwartością koszyczka wielkanocnego (zwierającego: jajka, białą kiełbasę i „babę” wielkanocną) jest tu pierwszym rozstrzygającym argumentem.

Secundo, ewidentna przewaga „Gwiazdki” ma również racjonalne i ekonomiczne podstawy, ich empirycznym potwierdzeniem jest  wyciąg z  karty kredytowej.

* * *

Skoro dowiedzione zostało, że konsumpcja jest racjonalna a religia – irracjonalna, szala zwycięstwa nieodwracalnie przechyliła się na stronę najbardziej konsumenckich świąt.

To wielkie osiągnięcie współczesnych społeczeństw wiedzy.

Więcej, można mieć pewność, że ledowa „Gwiazdka” już nigdy nie zgaśnie.

q.e.d.

 

DDM – Instrukcja przetrwania
[Instruction of surviving]
[195]

Instrukcja gwarantująca przetrwanie na obszarze pandemonium:

DYSTANS – unikaj spotkań
Zachowuj dystans zarówno przestrzenny, jak i emocjonalny; korzystaj wyłącznie z elektronicznych komunikatorów; nie angażuj się w to, co robisz.

DEZYNFEKCJA – dbaj o czyste ręce
Stosuj sprawdzoną zasadę Poncjusza Piłata – „umywaj ręce” w każdej wątpliwej sytuacji; unikaj brania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności.

MASKA – maskuj się!
Ukryj prawdziwą twarz, nie patrz rozmówcy prosto w oczy; nigdy nie pokazuj swojego prawdziwego oblicza; jeśli już musisz – ujawnij swój nick.

 

Profesura
[194]

Prof. Cz. Miłosz, prof. K. Penderecki, prof. K. Zanussi, prof. J. Nowosielski…

Wygląda na to, że Witold Lutosławski był ostatnim z artystów (zapewne nie tylko polskich), którego wielkość nie wymagała wsparcia tytułem profesorskim.

O czym to świadczy?

Z pewnością o kulcie nauki, ale jeszcze bardziej o upadku sztuki.

Formalnym, ale i obiektywnym tego potwierdzeniem jest jednolita ustawa z marca 2003 roku o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (i oczywiście, jej późniejsze nowelizacje)

 

Nowoczesność
[193]

W innowacyjnym amoku, goniąc za nowościami, warto czasami się zatrzymać i wsłuchać w to, co zwykł mawiać Ferruccio Busoni: coś, np. dzieło „staje się nowoczesne dzięki swym przejściowym cechom, a przed dyskwalifikującą staromodnością chronią je cechy niezmienne”. Istota postępu, jak twierdził, polega na stałym wzbogacaniu istniejącego stanu rzeczy, a nie na ustawicznej zmianie środków.

 

Prima-vera
[190]

Z upływem lat, jak tego doświadczam, radykalnej zmianie ulega perspektywa czasowa: punktowa teraźniejszość już tylko dokleja się do wydłużającego się pasma przeszłości, natomiast przyszłość ulega radykalnemu obkurczeniu…

Jest jednak jakaś korzyść wynikająca z tej jawnej dysproporcji w postrzeganiu upływającego czasu. Dominująca retrospektywa pozwala dostrzec zachodzące zmiany w obyczajach wspólnoty.

Jedną z takich zmian jest wyraźny zanik prima – aprilisowych witzów” (jak się mówiło niegdyś w gwarze poznańskiej), które, tego właśnie dnia, jeszcze pod koniec   minionego wieku, rozbieliliśmy sobie nagminnie i nawzajem.

Bowiem zgodnie z rzymską tradycją, w tym jednym/jedynym dniu w roku, można było kłamać do woli, wymyślając niestworzone rzeczy.

Jak się wydaje, powodem zaniku prima – aprilisowych dowcipów polegających na wprowadzaniu w błąd, jest uwiąd fantazji spowodowany działaniem medialnej sztampy na umysły, ale nade wszystko fakt, że kłamiemy przez cały rok. Z tego powodu, pierwszy dzień kwietnia nie jest żadną szczególną ku temu okazją.

Wniosek jako przesłanka propozycji

Ponieważ nagminnie kłamiąc, stale mijamy się z prawdą, czyż nie wypadałoby zanikający PRIMA APRILIS zastąpić DNIEM PRAWDY ?  Jest nawet gotowa nazwa takiego dnia: PRIMA – VERA.

Jak wiadomo, to włoskie słowo oznacza wiosnę, ale już  tłumaczę, dlaczego właśnie po nie sięgam.

Pomijam dość zawiłą etymologię sanskrycko – bałkańską, że nazwa dotyczy rzekomo okresu poprzedzającego nastanie letnich upałów.  Mniej ufam Wikipedii, a bardziej analogii ze słowem VERA – ICON, które oznacza prawdziwy (vera) obraz/oblicze; wszakże łacińskie słowo verus – znaczy prawdziwy.
Tym samym, zostaje przesądzone, że „Prima-vera”, jako określenie dla „Dnia Prawdy” wypadałaby 21 marca. Byłoby to prawdziwe „święto Prawdy”, okazja – by powiedzieć komuś prawdę „prosto – w – oczy” bez posądzenia o posługiwanie się „mową nienawiści”.

Oczywiście wiem, że pierwszy dzień wiosny jest od dawna obchodzony jako „dzień wagarowicza”, ale nie widzę tu żadnej kolizji. Nawet dobrze się składa. Dlaczego obchody PRIMA-VERY nie miałaby się zaczynać w szkole od powiedzenia nauczycielom prawdy o nich?

PS
A skoro pojawiają się takie werystyczne konotacje, to wypada na koniec się zastanowić: czy jest jakaś prima-veritas, jakaś „Prawda najpierwsza”?
Pewnie jest, tyle że nie jedna – jedyna, bo dla każdego może być inna. A dla mnie? Żadna tajemnica, więc powiem:
Życie zamiera, ale nie obumiera; a jego duchowy ekstrakt nawet ma szansę ocalenia…

 

Pytanie
[189]

Czy coś (bo z pewnością już nikt) jest w stanie przywrócić polityce utraconą wiarygodność, a politykom pohańbione cnoty?

 

Wielka narracja (fragment)
[188]

Kreacja czy ewolucja ? Nie ma to aż tak wielkiego znaczenia.

Po tym, jak wyłoniło się Stworzenie – idylla nie trwała długo. Wkrótce rozgrał się dramat, a jego odziedziczonym następstwem –  grzech pierworodny. Zaiste, trwale skażona została dusza człowieka.

Już na zawsze „straciliśmy całą poezję wszechświata”.

 

Piorunujący wydźwięk
[187]

Pod koniec pandemicznego 2020 roku, w oknach i na balkonach domów, w witrynach wielu sklepów, tam gdzie wcześniej mogliśmy oglądać symbole religijne (w wśród nich, przez ćwierć wieku błogosławiącego papieża) pojawiły się złowieszcze…czerwone błyskawice.

Czyżby wśród neopogan zaczął się szerzyć kult Dzeusa gromowładnego?

W każdym razie, wymalowane na plakatach symboliczne pioruny skłaniają, by się zastanowić: a właściwie czego symbolem jest błyskawica?

Simone Weil, powołująca się na Zenona stoika, tak tę symbolikę objaśnia:

„/P/iorun jest związkiem miłosnym między Niebem a Ziemią. Ogniste nasienie zwierzęce jest tchnieniem życia i podobnie piorun jest identyfikowany z Duchem Świętym”

Czy o tym myślały organizatorki ‘strajku kobiet’ wybierając ten właśnie, a nie inny symbol, jako znak rozpoznawczy? Pewnie nie.

Możliwe są dwa wyjaśnienia.

Pierwsze, to zwyczajny „anglikalizm ” – lightning bolt strikes/struk!

Ale nie można wykluczyć, że to nieświadomość zbiorowa, korzystając z zamieszania, „przebiła się” i przypomniała o mitologicznej prawdzie.

 

Wersja – kontra – wersja
[186]

Napotykaną codziennie rozbieżność ocen, kiedy odnosi się do spraw trzeciorzędnych, kwitujemy zwykle sentencjonalnie: de gustibus non disputandum… Ale nierzadko się zdarza, że ów rozziew dotyczy kwestii ważnych, a napotkawszy je, pytamy zaskoczeni: dlaczego taka niezgodność?

Dla mnie, przykładem takiej skrajnej polaryzacji jest ocena całokształtu „dzieła i życia” J.S. Bacha, pojawiająca się w książkach dwóch najwybitniejszych znawców twórczości lipskiego kantor.

Christopher Wolf – muzykolog, wybitny znawca ( ), swej książce nadaje podtytuł: muzyk i uczony (ed. polska, 2011). W tej bardzo solidnie przygotowanej pracy naukowej koncentruje się on „przede wszystkim na  atmosferze nauki i duchu wynalazczości, czyli tym, co w największym stopniu określiło muzyczną filozofię Bacha /…/.

Dosadnym słowem zamiar Wolfa wyrażając: badacz – naukowiec robi z Bacha uczonego!

Albert Schweitzer (ed. polska, 1972), organista, artysta-muzyk, teolog, lekarz, pisze:

„  …kiedy prawdziwie wielcy artyści jaśnieją pośród innych gwiazd, których blask, mimo iż nie tak silny, także nie gaśnie – Bach kroczy pośród błędnych ogników, które epoka jego – i on sam wraz z epoką – uważała za gwiazdy. Spośród niezliczonych kantat, jakie w tych czasach napisano i podziwiano, jedynie jego kantaty przetrwały, nosząc zarówno w formie, jaki i w tekście ślady przemijania, którego uniknęły. Nic tak dobitnie nie świadczy o wielkości Bacha jak właśnie to, że w tej błądzącej epoce, sam w te błędy uwikłany, tworzył dzieła nieśmiertelne”

W tej wypowiedzi warte podkreślenia jest to sformułowanie: „ślady przemijania, którego uniknęły”, a które wyrazić można i tak:  ślady przemijania, które ocaleją przed wtrąceniem w nie-byt.  Czyż w tych słowach nie zawiera się definicja genialności ?

Ot, i wspomniana kontrowersja!
Ale, czy nie jest tak, że prawda, jak zwykle, leży po środku?
Otóż nieprawda! Jeśli się tyczy geniusza, prawda leży ponad…  

PS

Ironia historii nadaje słowom Schweitzera dodatkowy wydźwięk: za życia kompozytora ukazała się drukiem tylko jedna jego (wczesna) kantata. Chociaż stworzył aż pięć roczników kantat, wydrukowano tylko jedną, i wcale nie dlatego, by ocalić dzieło od zapomnienia, ale by uczcić wybór rady Mühlhausen – wolnego miast Rzeszy (dokonany 4. lutego 1708)

 

Życzymy, życzymy…
[185]

W sytuacji, kiedy w dowolnej chwili można sobie wy-googlować życzenia na każdą okazję, zaniknęło rozróżnienie życzeń na dwa podstawowe rodzaje. Chciałbym więc uzmysłowić, z czego ta różnica wynika.

„Życzmy sobie”

Do sformułowania życzeń tego (pierwszego) rodzaju dochodzimy wykorzystując interpretację hermeneutyczną, odwołującą się do symboliki i bogactwa znaczeń, danego święta. Życzenia mają nakierować ich adresata przede wszystkim na samodzielne wypełnienie – zasugerowanych  skojarzeń i znaczeń – zindywidualizowaną treścią. Formuła: „życzmy sobie, aby…” jest więc zachętą, by kolejny raz, albo zupełnie na nowo odczytać znaczenie tego, co wydarzyło się niegdyś, czyli illo tempore.

Nie trzeba dodawać, że tego rodzaju życzenia składane są z przede wszystkim z okazji świat kościelnych/religijnych, niekiedy państwowych.

„Życzę Tobie”

W drugiej wersji, życzenia – dla odmiany – są jednoznacznie kierowane do konkretnego adresata, jako Da/sein. Owo precyzyjne dedykowanie wymaga wprowadzenia „wysokiego kontekstu” sprawiającego, że intencja nadawcy spotkając się z myślą odbiorcy nie wymaga już żadnego  rozszyfrowania. Życzenia, ich treść tym bardziej trafiają w oczekiwania odbiorcy, im mniej oficjalny jest to przekaz.

O trafności tudzież o osobistym charakterze składanych życzeń przesądza ich „prywatność” oznaczająca zdolność wczucia (się) nadawcy, ale także poziom zażyłości z adresatem.

Jest chyba jasne, że takie życzenia składamy z okazji indywidualnie obchodzonych uroczystości takich, jak: imieniny, urodziny tudzież ważnych wydarzeń życiowych (ślub, promocja doktorska itp.)

PS

Przestaje być czczym zajęciem dociekać, czy google – ze swoją ofertą życzeń są w stanie stanąć na wysokości zadania? Kiedy zamiast życzeń pisanych „na okrągło”, zaczniemy otrzymywać spersonalizowane życzenia?

Odpowiedź nie jest trudno sformułować. Operatorzy sieci wiedzą o nas wszystko. Jeśli zaczną nam wysyłać życzenia „osobiste” – te, drugiego rodzaju, będzie to oznaczało odrzucenie hipokryzji i uznanie cyber/przestrzeni za „naturalne” środowisko życia „człowieka”.

Doprecyzować jeszcze powinienem znaczenie wyrazów ujętych w cudzysłów: „człowiek” – czyli homo electronicus; a „naturalne” – znaczy sztuczne.

 

Diagnoza
[184]

Zwięzła diagnoza stanu późnej nowoczesności:
Deprawacja z powodu deprywacji

Komentarz:

Ten aforyzm, aby nie został potraktowany jak malapropism, wymaga dopowiedzenia, a najlepiej-  przykładu.

Jak każda, tak i ta dia/gnoza (rozdzielam to słowo, by wskazać na ciekawą etymologię) wskazuje objawy i źródło choroby. Skoro człowiek późnej nowoczesności to konsument zaprogramowany na zaspokajanie swoich potrzeb, głównie przez nabywanie/posiadanie, więc skutkiem takiego przedefiniowania są zmiany jego morale. Przekształcenia te (będące, niestety, obsuwaniem) najlepiej zilustrować sięgając po przykład z pop-kultury. Przytaczam więc dwa przykłady, pochodzące z dwu różnych piosenek, których słowa wyrażają najszlachetniejsze z uczuć, jakie doznaje człowiek:

Cytat 1 (lata siedemdziesiąte XX w.)

…Jesteś moją miłością
Kiedy marzę wiatr powtarza słowa te
Że jesteś moją miłością niekłamaną, ukrywaną
Jak najdroższy w życiu skarb…
 

Cytat 2. (pół wieku później)

„rozgrzany jak cegła
czerwony jak miedź
Musze ją mieć
Musze ją mieć”

 

A post ?
[183]

– „Biedronka” zapełniona pączkami
– no tak, dzisiaj „tłusty czwartek
– dobrze, że jeszcze ktoś pamięta…
– o konsumpcji ?
– tak, kapitalizm spłaca chrześcijaństwu ostatnią ratę długu wdzięczności

 

π
[182]

Tajemnicza, zagadkowa liczba π…

Jej wartość uwzględnili i docenili już projektanci egipskich piramid, a obliczali ją niestrudzenie uczeni przez następne tysiąclecia.

W USA obchodzone jest jej święto. Nasza noblistka napisała wiersz na jej cześć…Zagadkowa liczba – zwana też pieszczotliwie ludolfiną.

Ostatnio przypomniałem sobie o jej istnieniu, kiedy natrafiłem na ciekawą wiadomość. Otóż komputery google’a obliczyły wartość liczby π z dokładnością do 31 bilonów miejsc po przecinku, potwierdzając jej niewymierność. Zajęło im to – bagatela – 112 dni.

Tym większy jest mój podziw dla … Archimedesa.

 

Szwejk i gry językowe
[182]

Dla Mirka H.

„Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”
Prosto, po żołniersku (Szwejk)
Nic ująć, tylko dodać:
…jeszcze nigdy tak nie było, żeby za czymś, coś się nie kryło

 

Szkoda
[180]

Szkoda, że:
– religia w szkolnym rankingu przegrała z informatyką
– z EORO-WIZJI  wykrystalizowały się tylko: euro  i euro/palety
ze starożytnej spuścizny przejęliśmy tylko populistyczne hasło: panem et circenses (chleba & igrzysk!)
– wysiłek i inwencja Zamenhofa poszyły na marne. W angielskim (lingua franca nova współczesności), niestety, nie wybrzmiewają odgłosy MARE NOSTRUM
– Narodowego Programu Szczepień  nie można zastąpić Narodowym Testem  IQ przeprowadzonym na wyróżnionych grupach zawodowych
– pandemonia utrwali się w pamięci jako DDM i kojarzyć się będzie raczej z DDT, a nie ze słowem podstawowym: PANDEMONIUM

 

Samotrzeć
[179] 

Moje wypisy – w większości para/naukowe – pojawiające się w/na tym blogu, podpadają pod znaną formułę 3xS,czyli są:

Samosprawcze

Samostaraczalne

Samopłatne

 

Pomyłka czy zagadka?
[178]

Swietłana Allilujewa – myślałem, że to imię i nazwisko jakiejś rosyjskiej mistyczki. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy wyszło na jaw, że tak nazywa się (po swojej matce) córka zatwardziałego bezbożnika: Stalina.

Iście diaboliczna zagwozdka.

 

Uwikłanie
[177]

Zanik refleksji metafizycznej spowodował radykalne ograniczenie perspektywy temporalnej. Wraz z tą redukcją zaniknęło pojęcie Wieczności; jednocześnie  c z a s  został wyparty przez p r z e s t r z e ń – którą zagarnęła  sieć. I tak, w końcu, w miejsce ESCHATONU pojawiało się UWIKŁANIE.
Oka sieci łowią/widzą już tylko teraźniejszość.

 

Google
[176]

Google = schmuggeln
Ponieważ wraz z przekazywaną informacją szmugluje „trefny towar” oznaczony kodem jednoznaczności.

 

Symptom
[175]

Przecież to widać gołym okiem: im bardziej celebryt/k/a wykazuje
większą niesprawność cerebralną, tym większą cieszy się popularnością.
I czyż nie jest to symptom regresu? A może degrengolady?

 

W oparach absurdu
[174]

Liberalni, oświeceni i pewni swego  polscy Europejczycy ogłosili stan totalnej nietolerancji wobec tych, którzy (jak oni) uznają jakieś pewniki, tyle że innego rodzaju.

 

Architektura
[173]

Rzadko która budowla funkcjonalna jest architekturą, więc też nie każdy budynek kościelny to dzieło sztuki. Dobra architektura – pisze L. Wittgenstein – wywiera takie wrażenie,  jakby wyrażała jakąś myśl; wręcz chciałoby się odpowiedzieć jej gestem i… konkluduje: ARCHITEKTURA JEST GESTEM.

Do takiego właśnie gestu, złożenia rąk (jak do modlitwy) – skłania nas kościół w Sękowej. Niby gest naturalny, ale ten kościół nie jest przykładem „architektury organicznej”. Zachwyca, ponieważ wyraża heroiczną ideę, którą odczytuję tak:

Na przekór żywiołom Ziemi i obezwładniającej sile ciążenia wyrazić WZNIOSŁOŚĆ zdolną poderwać duszę do wzlotu.

 

Bukszpan
[162]

Wycinając w ogrodzie okazałą „kulę” bukszpanu zżartego przez azjatyckie (chińskie?) gąsienice, myślę o zubożonym wystroju wielkanocnego stołu. Nawet jeśli Wielkanoc przypadała w ośnieżonym  marcu, zimozielone listki bukszpanu były niezwodną zapowiedzią nadejścia wiosny.

Igiełki świerku – to Wigilia; lśniący owal listków bukszpanu – to Wielkanoc. Taki drobiazg, nic nie znaczący?

 

Natomiast
[172]

Mądrość napotyka i uznaje granice;
natomiast głupota prze nieokiełznana

 

Sens
[171]

Im częściej napotykam nonsens,
Tym łatwiej jest mi pojąć Nadsens

 

Konsekwencja
[170]

Odkąd sensualny znaczy- seksualny, a kulturalny, tyle co – kulinarny, niemożliwe jest odróżnienie animizmu od animalizmu.

 

Północ – południe
[169]

JAK plebejskie podniebienie smakoszy piwa do wyrafinowanych doznań koneserów wina, TAK uboga w podniety północy do bogatego w ekscytacje południa.

 

Co słychać ?
[168]

Monteverdi – a słowo dźwiękiem wybrzmiało
Mozart – melos  jako descendencja Ducha
Beethoven – heroizm
Schubert – melancholia w ogrodach Grinzigu
Chopin – rozdarcie szukające ukojenia
Moniuszko – kresowy zaśpiew
Bruckner – motyw/temat muzyczny jak pasmo górskie
Brahms – perfekcja przechodzenia od brzmienia w abstrakcję
Mahler – Narcyz, który daremnie rozpoznawał w sobie Orfeusza
Rachmaninow – dźwięki fortepianu wybrzmiewające nad stepem
Lutosławski – wysublimowanie
– – – – – – – – – – – – – – – –
Bach: b – a – c – h, interwał tercji ogarniający Kosmos, uwieczniony w trzech słowach: Soli Deo Gloria   

 

Megaloman chowa się za cytatem
albo
Megaloman podszywa się pod autorytet
[167]

 „To, co tutaj piszę, jest może kiepskie; tak więc nie jestem teraz w stanie wydobyć na jaw nic wielkiego, ważnego. Lecz te słabowite uwagi kryją w sobie wielkie perspektywy”.

Późny L. Wittgenstein

 

Grecy
[166]

o. Andrzejowi B.

Ich największy poeta był aojdą
Zwycięzcy olimpiad nie byli sportowcami
Filozofowie nie byli uczonymi profesorami
Genialni rzeźbiarze byli tylko kamieniarzami
Finezyjni malarze waz – to tylko garncarze
Archontów – zarządzających ateńską polis – wybierano spośród wolnych obywateli miasta
. . . . . . . . . . . . . .
Zwyczajność.
Pomyśleć, że z ci zwyczajni ludzie stworzyli rzeczy wiecznotrwałe.

 

Korzyść z pandemii
[164]

To, co  wyniosłem z pandemii 2020 roku, to przekonanie, które wyraziłbym tak:

bliskie – znaczy poszczególne i oryginalne
zdalne – znaczy sformatowane przez przekaz, uśrednione i anonimowe 

 zatem

bliski kontakt na dystans pozbawia każdego z nas „twarzy” (Levinasa) i przyprawia „gębę” (Gombrowicza).

 

Hagia Sophia
[163]

Islam ponownie w ekspansji. Od półwiecza podbija koleje kraje Europy Zachodniej. Czy można się dziwić, że cierniem wbitym w serce islamu była Hagia Sophia, przekształcona za rządów Ataturka (w 1934r.) w  – powszechnie dostępne – muzeum. Dla muzułmanina – zdobywcy było to coś upokarzającego, bo przecież nie po to ją odbijał z rąk chrześcijan, by pięć wieków później miały ją profanować tłumy niewiernych turystów.

Wreszcie ta „zadra” została usunięta. Hagia Sophia – dekretem prezydenta Erdogana – ponownie stała się meczetem.  24 lipca 2020 odbyły się w niej nabożeństwo, w którym uczestniczyło ponad trzysta tysięcy osób, w tym prominentni politycy.

Ale okazuje się, że Allahowi (chyba) nie spodobała się ta rekonkwista, bo zesłał zarazę na uczestników modłów; co dziesiąty z nich został zarażony „chińskim wirusem”.

Dlaczego? Jak to wyjaśnić ?

Może to nie jest jeszcze „kara boska”, tylko „zagadka”; albowiem  Mądrość Boża uznała, iż będzie ona skuteczniejsza niż brutalne ostrzeżenie ?

 

W góry
[160]

Zauważyłem, że już nie wyprawiasz się w góry
– nie wyjeżdżam, wystarczą mi chmury
– domorosły wierszokleta…
– za to z bractwa Parakleta

 

Plazma
[159]

Wybitny polski naukowiec, kosmolog, laureat prestiżowej nagrody Templetona  (2008) ks. prof. Michał HELLER w książce „Ostateczne wyjaśnienie wszechświata” (Kraków 2008) pisze: „Wszechświat, w którym żyjemy, jest ewolucyjnym procesem, którego jedno z włókien wiedzie od pierwotnej plazmy poprzez syntezę pierwiastków chemicznych, powstanie galaktyk, gwiazd i planet aż do zawiązania się ewolucji biologicznej i rozbłysku świadomości”.
Ponieważ nie jestem kosmologiem, tylko ekonomistą, dostrzegam zamiast  kosmicznego rozbłysku świadomości – finalny rozbłysk plazmy, i to niemal w każdym domu.
(Błędne) koło ewolucji się domknęło: od plazmy do plazmy.

PS
I co na to ewolucjonizm?

 

Niedziela
[158]

Rano budzi mnie dobiegający z sąsiedniej posesji  uporczywy warkot kosiarki.
No tak, dziś niedziela.

 

Głębia
[157]

E. Cioran, którego czytam z oporami popadając w skrajne nastroje, od irytacji (obsesja śmierci) po zachwyt (kiedy pisze o muzyce), tenże zauważa rzecz ciekawą: „Słowo głębia ma sens jedynie w odniesieniu do epok, gdy za najszlachetniejszego przedstawiciela  rodzaju ludzkiego uważano mnicha. /…/ kiedy nad prawdami medytowały tysięczne rzesze  pustelników” ( E. Cioran, Zły demiurg, Kraków, 2001).

Zgoda, głębia myśli – dostępna kontemplującym mnichom, a nie generującym łatwe generalizacje naukowcom.
A co z innymi jej  rodzajami aktualizującymi się w przeżyciach i doznaniach?
Na szczęście są dostępne pozarozumowo:
Głębia dźwiękowa – viola da gamba ( Monsieur de Sainte-Colombe’a)
Głębia koloru – jednak Rembrandt
Głębią smaku – czerwone wino
I ta wyjątkowa: głębia wewnętrznych poruszeń…
Wszystko w otoczce niewyrażalnej głębi: skupienia, ciszy i nocy – otwierającej nas na nicość? A może wprost przeciwnie, z tej głębi wyłania się to, co prawdziwe, realne, byt/ujące ?

 

Życie przedśmiertne
[156]

Wieszcz to ktoś znaczniejszy niż poeta, to wiemy ze spuścizny po Romantyzmie (mniejsza o to, czy wówczas mieliśmy ich dwu, czy trzech).
Osławioną transformację systemową, czyli ponowne wchodzenie w normalność, czyli  kapitalizm, obserwowało dwóch naszych współczesnych wieszczów [NB – kresowiaków].
Wierzymy, że wieszcz ma zdolność wieszczenia – sprawiedliwego osądu pogmatwanej rzeczywistości tudzież jasnego widzenia niezmąconego ułudą codzienności.
Co i jak wówczas widzieli?

MIŁOSZ ( + 2005)

Noblista, światowiec – w ostatniej fazie życia osiadły w Krakowie, podpisywał wszystkie listy protestacyjne, które podsuwali mu pretorianie establishmentu.

Herbert (+ 1995)

Nieprzejednany opozycjonista – rozszyfrował i bezceremonialnie opisywał na czym polegał – iście diabelski – pomysł właścicieli PRL: skoro nie sprawdziły się naukowo uzasadnione  rojenia Marxa – Lenina, trzeba kraj podbić za pomocą kapitału… powstałego z uwłaszczenia nomenklatury.
Wieszcz starszy – wybrał Kraków, by w nim spędzić ostatnie lata swojego życia,  ale fundację swojego imienia osadził w USA.
Wieszcz młodszy – sporo lat spędził poza Polską, ale powtarzał: wiele podróżowałem, ale Polski nigdy nie opuściłem”.
Dwie różne perspektywy postrzegania kraju, powiedzmy: światowa i rodzima.
Czy ( zakresem i tematem) odnoszą się  tylko do Polski ?
I która z nich prawdziwsza ?

 

Nietzsche – Harari
[154]

Podczas lektury bestsellera autorstwa Harariego, towarzyszyło mi nasilające się wrażenie jego pokrewieństwa z Nietzschem. Wprawdzie F. N. – jako filolog klasyczny – obficie czerpie z mitologii greckiej, a Y.H. zauroczony jest przez high-tech, ale jest to różnica czysto zewnętrzna. Obu autorów zaliczyć wypada do przedstawicieli witalistycznego nurtu w humanistyce. Wspólny im obu jest tok, kierunek tudzież rezultat myślenia. U niemieckiego filozofa (NB polskiego pochodzenia) dionizyjski żywioł życia – ewoluując – prowadzi do wyłonienia się Nad/człowieka. Natomiast  izraelski autor wykazuje, jak wykorzystując technologię do manipulacji życiowym potencjałem, człowiek jest zdolny do samo/kreacji – stając się  (niczym) Homo deus.

Stwierdzone podobieństwo wywołuje uzasadnione obawy.

F.N. nazwać można złowieszczym prorokiem, bowiem jego szokujące wizje spełniły się w XX wieku.  Ich potwierdzeniem było chociażby przełożenie  ideologii Ṻbermensch’a  na doktrynę polityczną, i nietrudno wykazać, jakie katastroficzne skutki przyniosło to Europie.  Jaką katastrofą (apokalipsą ?) zakończy się w XXI wieku realizacja globalnej strategii „będziecie jako bogowie” ?

Bogowie:

nie znający różnicy
między dobrem a złem,
ani żadnej granicy

 

Samopoznanie
[153]

Gnothi seauton
Dwanaście kroków wiodących ku samopoznaniu:

  • Otaczający mnie świat jest skończony; stanowi dla mnie zestaw uwarunkowań, które powinienem uwzględniać
  • Jednak, a nawet – pomimo tego, moje decyzji/wybory/ reakcje na owo „domknięcie” pozostają …b e z w a r u n k o w e, wynikają bowiem z przeświadczenia pochodzącego spoza skończonego świata
  • Ta niezależność upewnia mnie w/o moim udziale w tym, co nieograniczone
  • Do autentycznego bycia sobą dochodzę dzięki odkryciu wewnętrznej wolności i opowiedzeniu się po stronie tego, co niekonieczne
  • Wielkość i granice mojej wolności potwierdzam w działaniu
  • Czynem, życiowym wysiłkiem jest wytyczanie i przemierzanie ścieżki wytyczonej przez transcendowanie
  • Meta/fizyczne rozbłyski transcendencji pozwalają mi ujrzeć moją ograniczoność w innym świetle: Mogę stać się tym, kim pragnę być !
  • To wszystko i tak wiele, mogę osiągnąć, ponieważ moje „ja” – jako //istnienie – świadomość – egzystencja // doświadcza tego, iż zostałem samemu sobie – w mojej wolności – podarowany przez transcendencję
  • Moje dojrzałe „Ja” kształtuje się w spotykaniu z innym niezgłębionym „Ty”
  • Z transcendowania i spotkania wyłania się Nieskończone jako Wieczność, Absolut i Logos
  • Religia, sztuka, kultura pomagają mi w ich roz/poznawaniu
  • Tak oto staję się w pełni uformowanym Człowiekiem

 

Komunikacja
[152]

Komunikacja – co ujawnił czas pandemii – to o wiele mniej niż przekaz językowy, to zaledwie mem-ikonka, albo jakiś szczątek interpunkcji…
Na tym poziomie „porozumiewania się” – bez trudu –  mogą już nas zastąpić maszyny.
I pewnie o to chodzi.

 

Udręka autora
[151]

Chcąc wyrazić jedną myśl, napisałem kilka książek,
i ciągle nie wiem, czy zostałem właściwie zrozumiany.

 

Po trzykroć stracony
[150]

I. Utrata biblijnego Raju, jako kara za grzech nieposłuszeństwa wobec Stwórcy
II. Bezmyślna utrata „raju wtajemniczenia”, jako następstwo trwałego okaleczania języka rozmowy przez informatyczną nowomowę
III. Dobrowolna zatrata – użyczonej przez Naturę –  symbiotycznej niszy, jako skutek obłędnej pogoni za nienasyceniem

***

Zamiast Raju – już tylko „Ziemia jałowa” –  wystawiona na pastwę: Google, Apple, Microsoft, Huawei, Amazon, Walmart… oraz setek gigantów naftowych,  farmaceutycznych, koncernów samochodowych; tysięcy banków i korporacji finansowych…

 

Vita activa
[149]

Produkujemy – by przeżyć
Rozwijamy naukę – by fałszu nie nazywać prawdą
Kultywujemy kulturę – by wydostać się z zaklętego kręgu tego samego (tego, co jedynie przyziemne, przyrodnicze, przyrodzone)
Świadczymy (sobie) usługi – potwierdzając, że jeszcze ciągle jesteśmy ludźmi. Sporadycznie.

 

SMS/SOS
[148]

„Wellcome to Global – Coronavirus – World !”
                                                                           Sat. 20.02.2020

 

Betalgeza
[147]

Zapatrzeni w niebo astronomowie, uwaga, ogłaszają: już wkrótce rozbłyśnie na niebie nowa gwiazda, nie tylko jaśniejsza od pozostałych, ale święcić będzie jaśniej niż księżyc w pełni. Będzie widoczna zarówno w nocy, jak i za dnia. BETALGEZA! Ten płożony w konstelacji Oriona czerwony nad/olbrzym niebawem eksploduje jako supernowa. Nastąpi to już wkrótce, bo w przeciągu najbliższych stu tysięcy lat !

Dzięki informacji takiej jak ta, mamy rzadką okazję, by uświadomić sobie, że domknięciem naszej miary czaso-przestrzeni jest nieskończoność.

 

Cud
[146] 

Zamieszczone w słowniku [tenże blog] hasło ma postać:
Cud – zdarzenie/zjawisko/przypadek – pozwalające doświadczyć granicy rozumu, jaka wytyczona zostaje od strony empirii. (197)
Zatem cud – to przekroczenie granicy obrysowującej „imperium empirii”, czyli faktów potwierdzonych doświadczalnie; to wkroczenie na inny obszar.
No właśnie – jaki?
Z „imperium empirii” w Empireum (sic!)
Nie kto inny, jak Dante  – zgodnie z  ptolemejskim „Amalgestem” – dziesiąty krąg nieba, czyli siedzibę Boga, nazywa Empireum.
Czyżbyśmy zostali zamknięci w świecie odwróconych znaczeń?
A może cuda wydarzają się po to, aby potwierdzić istnienie JEDNI ?

 

Politycy
[145]

Po wielu latach przerwy, oglądam  telewizję, a w niej dziennik.
Z niemałym zaskoczeniem obserwuję jak wszyscy wstępujący przed kamerami politycy, a zwłaszcza polityczki, wymachują rękoma, jakby odpędzali muchy.
A może myśli?

 

Wykład
[144]

 

                                                                                                                                Dla   prof. M.D.

10 – 9 – 8 – 7  – 6 – 5 – 4  – 3 – 2 – 1 – 0
Odliczam w oczekiwaniu na ciszę.
Dziękuję.
Między Państwem, a mną  – zaległa cisza.
Jest niezbędna, by mogło wybrzmieć słowo.
Jako przedstawiciel wymierającego pokolenia doceniającego wymowę słowa, jestem nieskory przeceniać  znacznie obrazu.
Zatem, traktuję wykład jako przekaz werbalny, a nie pikturalny.

Między państwem a mną zaległa cisza – a nie tylko przestrzeń; ta druga – rozdziela. Owszem, przestrzeń wypełniają obrazy, ale obraz to ma do siebie, że pojawia się i znika.
Natomiast w ciszę można nie tylko się zanurzyć, ale zabrać ją ze sobą wychodząc z wykładu; więcej, ciszę można zachować w sobie pozwalając, by rezonowało w niej zapamiętane słowo.
Już starożytni myśliciele (od Konfucjusza po Sokratesa i jego sławnego ucznia) zasadę prawdy widzieli w tym, że słowo sprawdza się tylko w przekazywaniu go innym ludziom. Mam świadomość tego, że kiedy je wypowiadam moje przemyślenia – wystawiane na próbę odbioru i akceptacji – jakby się obiektywizowały. Jeśli będziecie Państwo podążać za moją myślą, to wykład przestanie być tylko monologiem. Więcej, z tej równoległości myślenia wynika również siła i zdolność przekonywania.
Może więc warto chodzić na wykłady?

PS
Być może ktoś z moich byłych studentek/studentów trafi na ten blog. Chociaż prawdopodobieństwo jest znikome, niemniej, po niewczasie, chciałbym wyrazić coś w rodzaju usprawiedliwienia.
Zanim pojawiła się minister Kudrycka i KRK (mam nadzieję, że nikt już nie pamięta tamtej pani, ani tamtego skrótu), wykładowca miał dość dużą swobodę w kształtowaniu treści programowych przedmiotu. Sowicie korzystałem z tej możliwości, co teraz po latach, skłania mnie to tego przykrego wyznania: przygotowywałem wykłady powodowany egoistycznymi motywami. A to oznaczy, że wykładałem to, co sam (będąc studentem) chciałbym usłyszeć. I za to moich dawnych słuchaczy  przepraszam.
Przy okazji chciałbym przekazać wyrazy współczucia aktualnie studiującym, że muszą wysłuchiwać wykładów wtłoczonych w formatkę syllabusa, opracowaną przez administratora uczelnianej sieci.
Ale cóż, dzisiejsi studenci to już „dzieci sieci”…

 

Anima
[143]

Ryby są nieme, myślano kiedyś
Któż wiedzieć zdoła ?
Lecz czy nie ma miejsca
Gdzie to, co byłoby rybią mową
I bez nich wybrzmiewa ?
[z wiersza  R.M. Rilkego]

*
*    *

„Łabędzi śpiew” – choć  łabędź niemy
[dodano mu jeszcze  olor – czyżby pachnący ?]
Więc metafora, jako wyzwanie:
u kresu życia wyśpiewać prawdę Życia.
Zwabiona tym zaśpiewem Sowa Minerwy
otwiera szeroko oczy
wzlatuje coraz wyżej

*
*    *

Człowieku winliczku (sic)
Nieś swój garb
(Omnia mea mecum porto)
znojnie i godnie
aż po grób

 

To
[141]

Homo sum, humani nihil alienum a me esse puto
Nic, co ludzkie nie jest mi obce
Ale TO, co ludzkie nie zostało mi podarowane
Wszystko TO, co ludzkie musi zostać zdobyte
(dlatego, tym bliższe, im trudniej uzyskane)

 

Doktorantom do sztambucha
[140]

Wraz z wejściem na trzeci poziom studiów zaczyna się najważniejszy okres w rozwoju intelektualnym młodego człowieka. Jestem o tym przekonany, bo podpowiada mi to autopsja. Wiem, że na przyszłych naukowców czyhają pułapki, które nie rozpoznane w porę – akumulują trujące złogi. Sprawa jest poważna. Zmarnowane życia może okazać się tego przykrym i nieodwracalnym efektem.

Trzy najniebezpieczniejsze zagrożenia mogę wymienić: /1/ schematyzm Metody oferujący komfort poznania za cenę prześlizgnięcia się po powierzchni zjawisk; /2/ koniunkturalna interpretacja prawdy, przeprowadzona „pod” recenzentów; /3/ tyleż złudne, co zgubne poczucie wyższości, z jakim jeden specjalista traktuje badaczy innych dyscyplin naukowych.

Oczywiście,  zdaję sobie sprawę, że prowadzenie sztambucha dawno wyszło z mody, więc to, co poniżej, czyli odtworzona ścieżka wnikania w arkana poznania naukowego, niechaj świadczy o mojej bezinteresowności i życzliwości. Nie miałbym nic przeciwko temu, aby potraktować ją jako alternatywny szlak oczekujący na samodzielne wytyczenie – w stronę niekoniunkturalnej Prawdy.

 Metoda
Inspiracja
Imaginacja
Inwencja

 Dzieło

 Temat
Treść
Teoria
Życie

To ono jest najważniejsze, pewnie dlatego jego predykaty są nie/wyrażalne jednym słowem.
Próbowanie – niezliczone próby sprawdzania, co leży w granicach moich możliwości
Transcendowanie – tylko z pokonywania przeciwieństw i wykraczania poza uwarunkowania/ograniczenia wyłania się szansa na rozwój
U-sensowienie – życie człowieka nabiera sensu, jeśli ten (homo agilis) przyczynia się do pomnożenia dobrostanu, przeciw nicestwieniu i entropii
Tropizm – nie zaniedbuj wspomagać tropizm ku pięknu, bowiem tylko ono jest godnym zwieńczeniem ludzkich dokonań.

 

Shoah
[139]

Jeśli nowoczesność staje się humanistyczna za prawą technologii
Jeśli kultura może być już tylko techniczna, a „środek” uznany zostaje za „cel”
Jeśli fabryka śmierci to organizacyjno-techniczne zwieńczenie jednego z etapów industrializmu
Jeśli losy narodu wybranego to antycypacja tego, co czeka ludzkość nieuchronnie
To…

 

Goethe
[138]

Autor „Fausta” był  nie tylko dramaturgiem, poetą, prozaikiem, ale także weimarskim ministrem do spraw kopalń (o czym przypomina I. Swedenborga), mineralogiem, geologiem, glacjologiem, a także filozofem przyrody i fizykiem-optykiem. Goethe miał w swoim życiu takie okres, kiedy bardziej mu zależało na tym, by zyskać opinię wiarygodnego badacza zjawisk natury, niż uznanego literata. Jego morfologia roślin (Urpflanze), jak i teoria kolorów (Farbenlehre) – głownie za sprawą  R. Steinera – są jeszcze dziś traktowane filary (wzgl. filtry), dające możliwość odróżnienia Natury od przyrody  (materii mniej lub bardziej ożywionej).

Geniusz.

Duchowy tytan, jeden z tych gigantów intelektu, którzy stworzyli nowożytną kulturę europejską. Wydawałoby się, że w spotkaniu z innym geniuszem potwierdzi swą wielkość, zachowując się nie tyle godnie, co wspaniałomyślnie.

Ale oto mamy luty 1823 roku. Goethe na szczycie  sławy, jest większą atrakcją Weimary niż miejscowy udzielny książę; natomiast w Wiedniu głuchy, osamotniony i schorowany Beethoven pisze list do ekscelencji artysty z prośbą o wstawiennictwo u księcia weimarskiego, by ten wspomógł kompozytora nabywając subskrypcję Missa solemnis.

„ Wiem, że nie omieszka Pan wstawić się za artystą…/-/ ufam, że Wasza Ekscelencja prośby mej nie odrzuci. Wystarczyłoby kilka słów z Pana ust, aby mnie uszczęśliwić…”.

 Dramatyczny w swej wymowie list, którego okruch cytuję,  nie spowodował żadnej reakcji ze strony adresata.

Ten epizod epistolarny sprawia, że czuję, jak  mój podziw dla Księcia poetów słabnie. Rozpływa się unoszący nad nim nimb apollińskiej doskonałości… Weimarski minister i radca dworu  odsłania swą drugą twarz pyszałkowatego pięknoducha, może tę prawdziwszą ?

No bo przecież piękno Ducha nie daje się pogodzić z brakiem elementarnej wrażliwości na ludzkie cierpienie.

 

Zmiana proporcji
[137]

Z kręgu moralistów, ulegających stoickim wpływom, pochodzi znana obserwacja wyrażająca typowe zachowania ludzkie. Pozwala ona dokonać podziału  populacji ludzkiej na trzy proporcjonalne podzbiory.
Przypisanie danemu podzbiorowi określonej – w miarę jednoznacznej – charakterystyki staje się możliwe dzięki „testowi Samarytanina”.
Otóż widząc leżącego na drodze/ulicy, oczekującego pomocy człowieka, ludzie zachowywać się będą w następujący sposób:

1/3 przejdzie obojętnie
1/3 najchętniej by mu jeszcze „przyłożyła”
1/3 zachowa się jak ewangeliczny Samarytanin

Keyes ( Czas postprawdy. Nieszczerość i oszustwa w życiu codziennym, Warszawa, 2018), przytacza inne dane liczbowe, zaktualizowane, empirycznie zweryfikowane i tematycznie zbieżne. Wskazują one na dokonującą się dość istotną zmianę zachowań. Proporcje układają się w uszczegółowioną wersję „zasady Pareto”, a więc:

10% – ludzi postępuje z natury etycznie, są empatyczni, altruistyczni i współczujący
10% – to ludzie kompletnie „wyzwoleni”, niewrażliwi, żyjący poza etyką
80% – czyli dominująca większość, to ludzie neutralni, obojętni, nie mający zdania

A może o tej zdecydowanie przeważającej większości wypadałoby powiedzieć: obojętni – bo tolerancyjni?

 

Strukturyzacja jako hierarchizacja stosowana
[135]

Hierarchizacja
użytkowe
racjonalne
estetyczne
etyczne
metafizyczne

Strukturyzacja
/ α / Hedonistyczna:
potrzeby
dobra
wartości
argumenty
– – – – – – – – – – – – – – –
uczucia – wola – rozum*

/β/ Ekonomiczna:
potrzeby
argumenty
rzeczy/”dobra”
wartość
– – – – – – – – – – – –
wola – rozum – odczucia*

/γ/ Metafizyczna:
wartość
argumenty
Dobro/”rzecz”
potrzeba
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
rozum – wola – uczucia*

Przypis: /*/ uczynniona konfiguracja fundamentalnych władz człowieka

 

Golem – albo ponad historią
[134]

W legendzie o Golemie znaleźć można wiele wątków, od obrazoburczej pychy człowieka przez prometejskie ambicje po tworzenie „klona” niewolniczo podłużnego twórcy. Legenda ma bogatą historię, a bez wątpienia, kabalistyczny korzeń, wnosi nie tyle tajemniczy, co mistyczny kontekst. Literacko najpełniejsza wersja pradawnej legendy pojawia w dramacie H. Lejwika, dziele, który ma dwóch głównych bohaterów: rabbiego Maharala z Pragi oraz Golema.

Ten pierwszy, to urodzony w 1512 roku w Poznaniu rabi Jehuda Lȍw Becalal, zwany Maharalem, osiadły i zmarły w Pradze. Natomiast stworzony przez niego Golem to postać – jak jej wcześniejsze wcielania – wieloznaczna, ale nadto wyposażona nie tylko w nadludzką siłę, ale mająca stać się „mesjaszem”, który pomści zniewagę, krzywdy i prześladowania Żydów.

Przypomniałem sobie miejsce urodzin twórcy praskiego Golema czytając (R. Calasso, Nienazwana teraźniejszość, Gdańsk, 2019), że 6 października 1943 roku, właśnie w Poznaniu, H. Himmler zorganizował spotkanie- szkolenie gaulajterów, na końcu którego – formułuje priorytetowe zadanie: wyeliminowanie z ciała narodu niemieckiego tej zarazy, jaką byli Żydzi.

Przyjąć należy, że Himmler wyznaczając miejsce tego historycznego wydarzenia nie znał napisanego w jidysz dramatu Lejwika. O tym, że miało ono miejsce w Poznaniu zadecydował więc czysty przypadek, tak nieprawdopodobny, że aż wiarygodny.

 

Tęcza
[133]

Tęcza, wszędzie tęcze, zrobiło się kolorowo…

Studiujący Leibniza pewnie pamiętają, że zjawisko tęczy było dla niego  przykładem wykorzystywanym dla dwojakiego rodzaju uzasadniania prawdziwości postrzeżeń.

W pierwszy sposób wyjaśnia się, że tęcza jest zjawiskiem naturalnym, zachodzącym niezależnie, poza polem apercepcji człowieka. Zatem, tęcza pojawiała się na niebie zanim dostrzegł ją biblijny Noe i pojawiać się będzie dopóty, dopóki Ziemia otulać będzie jej atmosfera.

Drugiego rodzaju ujęcie nazwać można racjonalnym; bowiem dostrzeganie zjawisk w otaczającym nas świecie/kosmosie, jest możliwe dzięki racjonalnemu poznaniu. Zatem, na lekcji fizyki dowiadujesz się, że tęcza to zjawisko optyczne, powstałe w wyniku polaryzacja światła przechodzącego przez cząsteczki pary wodnej. To umysł człowieka postrzega/odkrywa „fenomeny” nazywając, opisując, nadając znaczenie. Tęcza staje tylko jednym z przykładów rozpoznanych właściwości światła.

Oba ujęcia pozwalają dostrzec, na czym polega różnica, między powstawaniem symbolu, a definicją. Warto o tym pamiętać w sytuacji, kiedy stary symbol pojawia się w zupełnie innym kontekście i ma określać obcy mu desygnat. Zostaje zawłaszczony i potraktowany czysto instrumentalnie w celu kontestacji utrwalonego znaczenia: tęcza jako biblijny symbol przymierza człowieka z Bogiem.

Tym samym,  sposób potraktowania tęczy (jako symbolu) przez wojującą mniejszość, dostarcza dowodu na potwierdzenie następującej tezy: „czysty rozum”, pozostawiony sam sobie, rozpaczliwie broniąc się przed ostatecznym sformatowaniem przez AI, postrzega już tylko „nagie ciało” i na nim buduje tożsamość.

 

Muzyka – rzecz/pospolita
[132]

Res-publica – nieporównywalny z innymi formacjami społecznymi – wymysł europejskiego demosu, wraz z wbudowaną w nią nierozwiązywalną kwestią równości… równych i równiejszych.

Jeśli jednak, jak to poświadcza historia, demokracja bezpośrednia się nie sprawdza, to jaki status powinni mieć wybrani – wybrańcy, piastujący (niekiedy dożywotnio) przyznane im funkcje władze?

Historia myśli politycznej dostarcza przykłady wielu różnych rozwiązań, ale Republika Wenecka jest tu – przynajmniej dla mnie – wyjątkiem. Dlaczego?

Wystarczy odtworzyć hierarchię jej najważniejszych urzędów:

  1. Doża
  2. Dziewięciu prokuratorów
  3. Maestro di cappella

Zauważmy, poza dożą, w wyróżnionej grupie TOP – ten znalazł się kapelmistrz odpowiedzialny za oprawę muzyczną liturgii celebrowanej w katedrze San Marco (czterdzieści świąt w ciągu roku) tudzież za oprawę muzyczną uroczystości publicznych.

Można powiedzieć: no cóż Serenissima… bo tylko demokracja wenecka zdobyła się na to, by przyznać artyście takie wyróżnione miejsce w hierarchii społecznej (E. Obniska, Claudio Moteverdi, Kraków 2019). Pewnie dlatego, i tylko w Wenecji, około połowy XVII w. dramma in musica przestała być egalitarną dworską rozrywką. Powstające teatry operowe (w większości prywatne) otwarły swoje podoje dla – szeroko rozumianej – publiczności. Odtąd to właśnie ona – „publika” – decydować będzie, jaki repertuar operowy pojawi się na scenie.

No tak, Wenecja…

Pokonując podsuwany przez wątpliwości  sceptycyzm, wypada się zastanowić, czy właśnie nie z powodu tych artystycznych upodobań tam kultywowanych, cały świat chce dziś oglądać Wenecję?

PS

Dodatkowego wyjaśnienia, jak sądzę, wymagają wspomniane wyżej funkcje prokuratorskie sprawowane przez reprezentantów najznamienitszych rodów. Ówczesny pro curator wenecki ma niewiele wspólnego z urzędem prokuratora w naszym systemie władzy sądowniczej, ale z  powiązań natury czysto etymologicznej można wysnuć ciekawy wniosek. Pro-curator (od łacińskiego czasownika pro-curo, czyli troszczę – opiekuję się) to urząd i obsadzona na nim osoba publiczna sprawująca pieczę nad dobrem publicznym. Oczywiście jednemu z dziewięciu prokuratorów Wenecji przydzielono troskę o ład prawny i bezpieczeństwo Republiki, tak jak współczesnemu prokuratorowi. Zrównanie stanowiska maestro di cappella z tak rozumianym urzędem  prokuratorskim zaświadcza o trudnej do wyobrażenia instytucjonalizacji kategorii piękna.

Ta dygresja etymologiczna nasuwa jeszcze jedno skojarzanie  pro-curo, z brzmiącym podobnie słowem con-curro. Wprawdzie partykuła con- sugerować może współdziałanie, tak cenne w gospodarowaniu dobrem wspólnym, ale początkowa współ-bieżność, współ-zbieżność przekształca się z czasem w wyścig czyli konkurs, a ten w konkurencję.

Finał już znamy.

Myślenie kategoriami pro publico bono coraz częściej pojawia się jako korekta wynaturzeń spowodowanych osiągnięciami głównego nurtu rozwoju. Skwitować wypada: w najlepszym razie – bowiem zawłaszczanie sfery publicznej przez biznes ( pod szyldem PPP) stało się dominującym trendem.

 

Tren
[131]

Różano wyniosła, cierniem zdystansowana,
Robinio,
Kaskady twych  miododajnych kwiatów
Akordy w kadencji kwitnienia
Roztaczające woal wieczornych zapachów
Nad kuligowskimi ogrodami
I twe wielopalczaste liście
Tabulatura zaklęć: kocha, lubi, szanuje …….
Wróżko dla wiosną rozkołatanych serc

Poeta nie zdążył napisać hymnu –
Ubiegła cię zdesperowana tarnina
Wybiła twoja ostatnia godzina
Dla barbarzyńcy jesteś tylko
Słup i polano
Żegnaj akacjo
Do zobaczenia w rajskich ogrodach

 

Olimpijczyk
[130]

Być pierwszym, nie znaczy być najlepszym.
Być mistrzem – kiedy mistrzostwo oznacza już tylko jedno – stronność, jedno – czynność…to żadna sztuka.

Takie refleksje nasuwają się wraz z wakacyjną lekturą wspomnień Adama Tomaszewskiego (Młodość została nad Obrą, Kościan, 1996), a dokładniej w tym fragmencie, kiedy pojawia się Mieczysław Balcer. Kim był ? Pewnie najbardziej znanym mieszańcem przedwojennego Kościana, jedynym Polakiem (europejczykiem?), który poziom mistrzowski osiągnął w wielu dyscyplinach sporu: lewoskrzydłowy krakowskiej „Wisły” i reprezentacji Polski; mistrz Polski w dziesięcioboju; koszykarz „Wisły”, gimnastyk, pływak, strzelec, hokeista, łyżwiarz, narciarz, siatkarz…. I jak stwierdza A. Tomaszewski: Nie było już nigdy w Polsce tak wszechstronnego atlety.

Nie było i już nigdy nie będzie, bo też w latach trzydziestych XX w. definitywnie obumiera sport amatorski, a wraz z nim – sięgająca starożytnej Grecji IDEA olimpijska, bowiem  takie określenie powinno się pojawić; bowiem nie popis siły czy determinacja ustanawiania kolejnych rekordów były sprawą najważniejszą. Chcąc określić to, czym była Olimpiada trzeba powiedzieć: Wielkie Święto (podczas jej trwania zawieszano działania wojenne), a więc oceniać i opisywać ją w kategoriach etycznych, estetycznych i religijnych. Powszechne uznanie, jakim cieszyli uczestnicy olimpiad wynikał nie z popisu sprawności czy wyczynu fizycznego. Podziw, by nie powiedzieć kult, jakim darzono zwycięzców wynikał z podziwu dla  dostrzeżonej i uosobionej doskonałości, będącej spektakularnym przejawem tego, co nazywano kalokagathia  – gdzie kalos oznacza ów szczególny rodzaj piękna, którego nośnikiem jest ciało sportowca.  To, że z dążenia do piękna zrodziła się idea olimpijska, wydaje się niewiarygodne, zwłaszcza w czasach, kiedy olimpijskie świętowanie wyparta została przez cyrk i komercję.

Mieczysław Balcer – polski ostatni prawdziwy „olimpijczyk”, który podążał unieśmiertelniającą drogą herosów ćwiczących swoje ciało na drodze do doskonałości….

Gdyby żył w czasach klasycznej Grecji, jego postać utrwalali by rzeźbiarze, imię wysławiali poeci…Na google maps sprawdzam, czy w Kościanie znajduje się choćby ulica jego imienia…..Na szczęście, jest !

 

Głupoto, pokaż swe imię!
[129]

Lenin Moreno – Ekwador
Paris Mariott – USA
Terra Zielińska – Polska

 

Nie-do-informowany
[128]

Druga wyprawa J. Haydna do Londynu okazała się spektakularnym sukcesem, nie tylko artystycznym (symfonie londyńskie), ale także finansowym. Wracając w sierpniu 1795 roku do Esterhazy/ch, Haydn postanowił zatrzymać się w Hamburgu, by złożyć wizytę „staremu Bachowi”, którego darzył wielkim uznaniem. Oczywiście zamierzał odwiedzić  Carla Philippa Emanuela – syna, bo o ojcu –  Johanie Sebastianie muzyczna Europa niemal zupełnie zapomniała.
Kiedy zapukał do domu Bachów – syn lipskiego kantora nie żył już od siedmiu lat, a jego żona zmarła dokładnie na miesiąc przed przybyciem kompozytora do Hamburga. Drzwi domostwa otworzyła mu ich córka, od której nabył dwa ostatnie – niepublikowane – rękopisy ojca.
Okazuje się, że dzięki niewiedzy i nie-do-informowaniu „papa” Haydn nie zmarnował jedynej okazji, by poznać Annę Karolinę Philippinę, wnuczkę Jana Sebastiana, przedstawicielkę najsławniejszego – i wymierającego już –  rodu muzyków.
Wraz z opisem tego epizodu biograficznego dotyczącego  wiedeńskiego klasyka   nachodzi mnie myśl: być może jest tak, że dobrze poinformowani ograniczają swoje marzenia i pragnienia, przez co stają się ubożsi w ważne – znaczące przeżycia? Jak to ujmuje K. Kawafis w znanym wierszu (Itaka) samo dążenie do czegoś, nawet zakończone niepowodzeniem, może być  cennym, ważnym i dobrym.
Czy łatwy dostęp do informacji rzeczywiście nas wzbogaca, jeśli tak, to w co? O co ? A może również ogranicza? Bowiem najpierw wyszukiwarki dokonują „przesiewu” danych, a następnie aplikacje narzucają gotowe algorytmy postepowania.

Chciałoby się rzec: komfortowa sytuacja!

Ale reflektując dalej wraz z rozszerzeniem kontekstu, pojawiają się wątpliwości….
Informacje dostępne w sieci, raczej narzucają wybory, które płytko i bezzasadnie nazywamy „optymalnym”, rzadziej (albo wyjątkowo) ukierunkowują naszą wrażliwość na subtelne oddziaływanie duchowych imponderabiliów.

Skutki rewolucji informacyjno – informatycznej możemy prześledzić na przykładzie oddziaływania symboli.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że posiadamy ogromną wiedzę na temat symboli; osobny dział leksykografii dotyczy mitologicznego symbolizmu. Wystarczy kliknąć i już wiemy, co to takiego Itaka, gdzie leży i jakie atrakcje turystyczne zapewnia niejeden hotel o nazwie „Ulisses”. Podobnie hasło: Maraton  wywołuje/odnajduje dziesiątki imprez biegowych pośród, których ginie symbol – historia, które stały się mitem założycielskim dumy Greków (Hellada dająca odpór azjatyckiej barbarii).

Ale jak to trafnie zauważył C.G.Jung (Człowiek i jego symbole, Katowice, 2019) pokolenia żyjące przed nami nie zastanawiały się nad symbolami, żyły nimi oraz nieświadomie były animowane ich znaczeniami. Wiedza o symbolach – jeśli nawet istniała w postaci szczątkowej – była wiedzą ezoteryczną, ale za to przemawiającą wprost, ukierunkowującą myśli, poranienia i działania.

A jakie symbole, „ikonki”  tudzież „idole” animują nas dziś do działania ?
Nas dobrze poinformowanych, jak nigdy wcześniej –  mieszkańców Kukanii ?

 

Uczniowie – następcy – epigoni
[127]

Trzeba najpierw zbudować szkołę, aby wykształcić uczniów.
Aby zostawić następców należy wcześniej zapłodnić ich intelekt.
Ariergarda epigonów utworzy się sama – z mentalnych  niedobitków.

 

Punkt spotkania
[126]

1.XI.2019

Posłuchaj, co opowiada śmierć:

„Żył kiedyś w Bagdadzie pewien kupiec. Któregoś ranka posłał swojego sługę na bazar, by tam kupił potrzebną żywność.
Po chwili wraca sługa blady i drżącym z przerażenia głosem mówi:
– O panie, posłuchaj, kiedy już dochodziłem do targowiska, potrąciła mnie w tłumie jakaś kobieta. Kiedy się ku niej odwróciłem, z przerażeniem rozpoznałem, że była to śmierć. Spojrzała na mnie nie kryjąc zdziwienia i uniósłszy w gorę rękę – pogroziła mi.
– Użycz mi panie swojego konia, muszę czym prędzej opuścić nasze miasto, by uciec przed przeznaczeniem. Pojadę do Samarry – to duże miasto – tam śmierć mnie nie znajdzie.
Kupiec przystał na prośbę, użyczył mu konia. Sługa dosiadłszy go wyjechał z Bagdadu tak szybko, jak tylko koń mógł to zdzierżyć.
Wkrótce po tym zdarzeniu sam kupiec udał się na bazar. A kiedy mnie rozpoznał stojącą między ludźmi, zwrócił się do mnie z pytaniem pełnym wyrzutu:
– Dlaczego pogroziłaś memu słudze, kiedy dziś rano spotkał cię na targowisku?
Odpowiedziałam na to:
– Ależ to nie był żaden gest groźby! Był  to raczej gest zdumienia i  zaskoczenia. Byłam zdziwiona widząc go tu w Bagdadzie, ponieważ nasz punkt spotkania wyznaczony został dzisiejszego wieczoru w Samarrze”.

Fragment z: O’Harra, The Appointment in Samarra

Bez pardonu
[123]

Nigdy nie wybaczę polskim humanistom – filologom klasycznym, braku słownika etymologicznego języka łacińskiego (by o jego greckim odpowiedniku nie wspomnieć).

4 x B
[122]
 

W tych dniach obiegła Karków sensacyjna wiadomość: maestro profesor Krzysztof Penderecki zamierza zmienić nazwisko, ściśle: pierwszą literę swojego nazwiska na Benderecki. Kiedy to się dokona – wówczas uczniowie Mieczysława Tomaszewskiego napiszą nową historię muzyki pod intrygującym tytułem: „Historia muzyki – 4 x B”. Jak nietrudno się domyślić jej bohaterami będą: Bach – Beethoven – Brahms – Bendercki.
Światową promocją książki zajmie się żona, przedsiębiorcza p. Elżbieta; powodzenie gwarantowane.
Dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na budowę mauzoleum kompozytora w Lusławicach.

1.04.2019 r.

Klepsydra naszych czasów
[121]


Akceptowalna redukcja
[120]

Przedstawianie (czyli Weltbild als die Vorstellung)
Ogląd ( jako Weltanschauung)
Wnikanie ( in Lebenswelt)
Scalenie ( Jaźń jako das Selbst)
Zakotwiczenie w szczelinie istnienia
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jednia

Nie godzi się
[119]

Nie godzi się:

  • Zapalać świeczkę zapalniczką, ani ogniska podpałką
  • Rozcieńczać, ani tym bardziej dosładzać wino
  • Wyrzucać chleba do zsypu
  • Wyznać dżenderystce, że jest bezpłciowa
  • Prowadzić wykład na siedząco
  • Własną gnuśność usprawiedliwiać czynnikami zewnętrznymi
  • Słuchać Bacha „jednym uchem”
  • Pierwszą lepszą fetę nazywać świętem
  • Kapłaństwo i jego misję oceniać przez pryzmat kleszych dewiacji
  • Samopas wytyczać ścieżkę kariery
  • Sprzedajność eksperta przedkładać ponad etos profesjonalisty

Ćwierć wieku, nie dłużej
[118]

1953 – aresztowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego przez UB.
1979 – Warszawa, pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny, jej niespodziewana kulminacja, kiedy padają owe pamiętne słowa:
Niech zstąpi  Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”
Musiało minąć ćwierć wieku, aby Polacy – zdobywszy się na odwagę – poddźwignęli się z kolan. Na moment.
P.S.
Dumam nad tym, czym były wypowiedziane wówczas do rodaków słowa:
modlitwą, prośbą, profetyczną proklamacją, wezwaniem, poleceniem…..

Sztuka
[117]
 

I żeby nie było już żadnych wątpliwości:
Sztuka jest dla mnie wyróżnionym „medium” poznania, oczywiście, nie praw przyrody, ani też procesów społecznych, tylko tajemnic: Boga, Życia i  Człowieka.

Odzysk
[116]
robota
krzątanina
czas dyspozycyjny
czas wolny
w c z a s
(die Muβe, a leisure):
od/pocznienia
jako
do/pełnienie

Zwodnicza alternatywa
[115]  
Przywykliśmy (przyzwyczajono nas), by temu, co rzeczywiste przeciwstawiać to, co wirtualne.
A przecież pomiędzy  takim „albo – albo” powinno się znaleźć jeszcze miejsce na to, co pozorne.

Fazy
[114]
Raczkowanie
Wzloty górne i chmurne
Smuga cienia
Szaniec otchłani
Wyczekiwanie
I/stoczenie

Tao, za mało
[113]
Ziemia – żeńskie yin
Niebo – męskie yang
Obowiązuje zasada wzajemnych dopełnień:
Ogień – woda
Wdech – wydech
Pchnięcie – przyciąganie
. . . . . . . . . . . .
Harmonia powstaje z jedności przeciwieństw.
Ale dopiero judaizm i chrześcijaństwo odkrywają i nadają podstawowe znaczenie innemu rozbieżnemu kierunkowi: wznoszenia i opadania.
Ruch wstępujący i zstępujący to znak rozpoznawczy duchowości europejskiej. Dotychczas wykreślająca go trajektoria była sinusoidą, ale ta, wraz z przełomem tysiącleci, przekształciła  się w równię pochyłą.  Untergang des Abendlandes  wyraźnie przyspiesza…

12 listopada 2018
[112]
Wyzłocona lipa
Co trzy sekundy opada liść
Można regulować zegarek

Magia liczb
[111]
0
nihil
1
Absolut
2
antropiczna diada
3
Trójca św. ; aksjologiczna TRIADA
4
Quaternio, Czwórnia (Hȍlderlina i Heideggera)
5
Quinta essentia
6
szósty zmysł
7
granica percepcji
8
octava, octavarium
9
dziewięć kręgów piekła (Dante)
10
Pitagorejski TETRAKTYS,  czyli 1

Jahwistyczna TOP lista
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
PS
„Liczbą zarządza Książę Tego Świata,
Pojedynczością ukryty Bóg włada”
Cz. Miłosz, Jeden i wiele, z tomu: „TO”

Wiedza owocna
[110]
Kto ma media, ten ma wiedzę
Kto ma wiedzę,  ten ma władzę

Periodyzacja mitologiczna
[109]
Aurea prima satas aetas…

  1. wiek złoty,
  2. wiek srebrny,
  3. wiek miedziany,
  4. wiek żelazny,
  5. wiek krzemowy.

Ponieważ Ovidiusz w swoich „Metamorfozach” podał charakterystykę pierwszych eonów, więc dodaję to, co ostatnio historia XXI wieku dopisała do charakterystyk wieku przedostatniego.
Żadne „żelazne prawa rynku”, tylko żelazny uścisk monopolistów rynku; bezkarny dyktat agencji ratingowych; samowola systemów finansowych; kamuflaż graczy rynkowych, utrzymywany dzięki powoływaniu się na ekspertów (będących ich klientami).
Żyjemy w fazie przejściowej, między wiekiem żelaza a wiekiem krzemowym.  R. Kurzweil, T. Walsh. W.Celary  et consortes w swoich publikacjach już prezentują to, ku czemu ludzkość zmierza.
PS.
Patrz poniżej: U s i e c i o w i e n i (106)

Las, taki los
[108]
Wyrąb – to zagłada lasu, choć nie dla wszystkich, bo dla leśników – las, to działka produkcyjna.
Przecinka – to już nie zabieg higieniczny. Od kiedy do naszych sosnowych lasów wkroczyły kombajny (skonstruowane, by trzebić lasy Amazonii), przecinka stała się masakrą lasu.
Do dramatu A. Casony „Drzewa umierają stojąc”, dopisać trzeba polski tren:
„Drzewa dogorywają płacząc”.

Drzewo
[108a]
„Jedynie światło padające ciągle z nieba dostarcza drzewu energii, która pozwoli zapuścić mu w ziemi potężne korzenie. Drzewo tak naprawdę zakorzenione jest w niebie.
Jedynie to, co pochodzi z nieba, zdolne jest odcisnąć swój ślad na ziemi.” (Simone Weil)

Rymowanka
[107]
Zasługa Baumana:
zrobił z człowieka bałwana
(później ponowoczesności)
któremu myśl się plącze
bo pod nogami ma kłącze
a nad głową z każdej strony – drony
(zamiast nieskończoności)

U- sieciowieni
[106]
YouTybe – tu konkurencja jest maksymalnie wyśrubowana, mogę się przebić, mogę zaistnieć, tylko szokując obrazem lub filmikiem.
Facebook – ja jako ogniwo w łańcuchu: podaj dalej. Wysyłam, ponieważ otrzymałem, odbieram, by przekierować i  odesłać.
Tweeter – czyli „ręka na pulsie” wydarzeń. Posty jako riposty. Muszę być czujny, nawet jeśli nie mam nic do powiedzenia, muszę zabrać głos, aby – przypadkiem –  ktoś nie pomyślał, że wypadłem z tej gry.
Instagram – choć już nie myślę, ani nawet nie piszę,  b y w a m rozpoznawalny dzięki wysyłanym selficom.
Sieć została szeroko rozpięta, rozgrzana inferfejsami nabrzmiewa, pęcznieje.
Niebawem wszystkie te aktywności wykonywać będzie za mnie chat-bot,  moje cyfrowe ego.
Ergo:  usieciowione Ja, to narcystyczne ego,  pozbawione Jaźni.
Paradoks : ego urobione na modłę s p o ł e c z n o ś c i o w y c h portali, bez Super-ego.
Wniosek:  Usieciowienie – jako uspołecznienie pozbawione in/kulturacji
Końcowa refleksja. Opinie wyrażone w języku sub/kultury forum internetowego są następnie obficie cytowane w prasie, a więc również w tygodnikach zwanych niegdyś kulturalnymi. Koło się zamyka, kręci, a nawet przyspiesza. Progres !

Amazon – i – ja
[105]
Jeff Bezos – to najbogatszy człowiek świata, zarabiający każdego dnia 11,5 ml USD, założyciel i właściciel AMAZON.com. Jego niewyobrażalny majątek wyceniony na 150 mld USD – z czym porównać ? – do czego odnieść? Do PKB kraju o średniej wielkości ?
Kiedy zawodzi wyobraźnia, ważniejszy wydaje się namysł nad tym, czym właściwie jest AMAZON.com
Otóż przeciętny konsument, żyjący w dowolnym miejscu, nie ruszając się z fotela, może zamówić wszystko, czego tylko dusza zapragnie, z natychmiastową dostawą. Ten ostatni wyśrubowany wymóg zapewni użycie dronów, zamiast kurierów.
Niebywały sukces – iście w stylu amerykańskim. EKSTREMUM konsumpcjonizmu, które zmieni oblicze świata.
I jakem ekonomista, nie potrafię podzielać zachwytów, bowiem wraz ze słowem AMAZON.com nasuwa się mi jeden natarczywy obraz. Widzę jak AMAZONIA w SAHARĘ  się przemienia.

Klepsydra przedsiębiorcy
[104] 
inkubator przedsiębiorczości
start up
gry rynkowe
płynność finansowa
bilans zamknięcia
upadłość
– – – – – – – –
De profundis clamavi ad te…

Post
[103]

Większość określeń, jakie stosujemy chcąc opisać czasy, w jakich żyjemy, poprzedza przedrostek post. Mamy więc post/modernizm, erę post/industrialną, post/human era, a w niej  post/prawdę.
Jakby tego było mało, nawet w blogu mam do czynienia z postami.
Z odmętów pamięci z trudem przebija się myśl, że kiedyś –  polszczyzna – też znała to słowo, które znaczyło coś zupełnie innego. No tak, język polski nie jest językiem międzynarodowym/kongresowym, nadto, nasz „post” – w erze rozpasanego konsumpcjonizmu – stał się trefnym słowem.

Altruizm
[102]
”Człowieczeństwo oznacza zupełną obcość wśród galaktyk, bowiem wnosi altruizm”. Tyle Cz. Miłosz.
Mam problem z tym ważnym słowem. Oczywiste, „wysokie”  skojarzenia z łacińskim altus /wysoki, ale też dogłębny, wewnętrzny/, czy niemieckim alt /zwłaszcza Uralt – stary, szacowny/ zgrzytają zestawione z truizmem.
Jedyne wyjście z tej pułapki [gry] słownej, to uznać: truizmem jest to, że altruizm definiuje i afirmuje człowieka.

Dobrodziejstwa high-tech
[101]
korekta genomu
nowa gospodarka hormonalna
poprawa IC
bogatsze CV
wielopoziomowy styl życia
preferencje jako perwersje
wszystko on line
wszystko OK
. . . . . . . . .
do czasu

Cisza
[100]
Wymęczone oko – kapituluje, dzięki czemu odkrywam ucho.
„Ani oko nie widziało,
ani ucho nie słyszało …”
Jest coś takiego?
Zaświadcza wielu.
Ale nikt tak wyraźnie jak Bo Yin Ra – guru z Himavatu – nie mówi, iż spokój ducha osiąga się dzięki ciszy – wyciszeniu.
Cisza jako wstępne stadium najbardziej zaawansowanego poznania.
Tak trudna do osiągnięcia, ponieważ
silentium wybrzmiewać powinno razem z serenitas.

Blog
[99]
Prowadzić blog, to jakby….
Wkładam zapisane karteczki w baloniki, PPN wypełnia baloniki powietrzem, by mogły wzbić się w przestwór…
Dokąd dolecą?
Do kogo trafią?

Recykling
[98]
Nieprzerwanie mielą gigantyczne żarna przyrody.
Trwa wielki recykling.
Co pomyślawszy,  zwalniam, by nieco  wydłużyć czas przejścia do kompostownika.

Miliarderzy
[97]
W ciągu przeciętnie trwającego życia, serce uderza ok. 1,5 mld razy, więc każdy staje się miliarderem.
Ale możesz być bogatszy od Kulczyka, jeśli z kardiologicznej „pompy” uczynisz bijące źródło wrażliwości.

Pomiędzy
[96]
Zwykło się mówić o szklanym suficie,  ale dlaczego nikt nie dostrzega wibrującej podłogi ? Dopiero wtedy może pojawić się to, co najważniejsze: wypełniona zmaganiami przestrzeń  „pomiędzy” ?

Obie ręce
[95]
Niewidzialna ręka rynku
Namacalna ręka komornika

Naraz
[94]
Lipa rozkwita w maju
Wszystko kwitnie naraz
naRaz
nie-do-udźwignięcia
Toniemy

Gdyby
[93]
Gdyby sensacje dnia obwieszczane były przez publikatory dziesięć dni później – byłoby ich sto razy mniej.

Miłosz
[92]
Czesław Miłosz, Polak? Litwin?
Jakie to ma znaczenie, skoro w jednym z wierszy rozpoznaję go (jako) medytującego nad pojęciem concupiscientia, razem z Jakubem Bȍhme.

Strzęp dialogu
[91]
– A co tam na blogu ?
– Chwała Bogu, jakoś…

Klawiatura
[90]
Już przestaliśmy ją kojarzyć z fortepianem, ale wśród niezliczonej liczby wypisywanych słów, jedno układa się w dźwięczny pasaż: w e r t y k a l

Finał
[89]
Zima 2018, ponieważ jej nie było, nie może się skończyć

Zależność
[88]
Kto się zwierza
Ten się powierza

Cytomania
[87]
Zmarły niedawno Tomasz Burek, wybitny krytyk literacki, wyraził kiedyś opinię, iż wartość utworu literackiego nijak się ma do jego miejsca na listach bestsellerów.
Analogon podpowiada mi, że podobna sytuacja może zachodzić odnośnie do dzieła naukowego.
Więc może cytomania, to jedynie gra, w którą wciągnęli nas właściciele wyszukiwarek internetowych?

W zamian
[86]
Roboty uwalniają nasze ręce powodując (w zamian) uwiąd myśli

Usługowy hologram jakości
[85]
Miała pani urwany wieszak przy kurtce, więc go przyszyłam –  powiedziała szatniarka do studentki.
Śniłem.

Trójskok
[84]
I:  Babimost -> Wolsztyn
II: Wolsztyn -> Poznań
III: Poznań -> …… ”spalony”

Sieć
[83]
Sieć – czyli kłącza.
Na kłączowisku nie wyrośnie żadne drzewo.
Jeśli nie zapuści korzeni, nie będzie wzrostu, czyli odzyskiwania pionu.

Etyka zastępcza
[82]
Erupcję różnego rodzaju kodeksów etycznych w usługach można odczytać jako deklaruję niezdolności sprostania moralnej zasadzie, iż „dobre działanie czyni dobrym podmiot, który je spełnia” (J.Maritain)

Trzej Królowie
[81]
Z synoptyków, tylko u św Mateusz odnotowuje pokłon Trzech Króli.
Ściśle, chodzi o pokłon mędrców, magów (septuaginta: magoi z „Anatolii”, a wulgata: Magi ab oriente ). W komentarzu do uwspółcześnionego przekładu ks. J.Wujka można przeczytać, że w późniejszej tradycji mędrcy ci występują jako królowie. NB tym monarchistycznym skłonnością nie ulegli Włosi ani Francuzi, dla których jest to święto Epiphanie; ale Polacy ulegli? Dlaczego? W kontekście podejmowanej ostatnio re-kultywacji kultu Trzech Króli może warto o to spytać, bo nie jest to retoryczne pytanie.
Bo gdyby wydobyć z ewangelii Mateuszowej prawdziwe przesłanie, to przecież mędrcom, magom, astrologom… objawił się Mesjasz. Objawił się, ponieważ wiedzieli, że się narodził, wiedzieli więc go szukali.
Mądrość dostępująca epifanii.
Można by z tej konstatacji wyprowadzić ciekawy program edukacyjny, na poły ewangelizacyjny. Mógłby mu patronować, zapomniany przez Kościół, Kanonik z Fromborka.
A tak, zamiast wskazywanie na mądrość zdolną rozpoznawać znaki czasu, mamy jednodniowy festyn uliczny. Owszem, wymagający mobilizacji, ale doraźnej, raz na rok.
A kolorowy orszak Trzech Króli mógłby – w stolicy – przemierzać trasę od Centrum Nauki Kopernik do katedry św. Jana – symbolicznie wytyczając właściwy mędrcom kierunek.  

Spoiwo
[80]
Konsumpcjonizm czyli – atomizacja
Sieć – bliski dystans
Koncentracja bogactwa – separuje
Zaczyna brakować spoiwa.
Kiedyś, było takie, nazywało się religia (od łać. religare – spajać).
Powinna być jeszcze „sfera publiczna” – gdzie kultywowane było „dobro wspólne”, ale umarła już za komuny,  po jej ”uspołecznieniu”.

Anihilacja kultury
[79]
W wielu miejscach w tym bogu daję wyraz przerażeniu obserwując, jak cywilizacja techniczna pożera Geistkultur,  jednak myliłby się ten, kto by sądził, iż proces ten dotyczy wyłącznie konsumpcji napędzanej przez publikatory. Także nauka ma w tym swój nie/chlubny udział. Oto, teza sformułowana w doktoracie, obronionym na Wydziale Zarządzania UEP (wierny cytat):
Kultura nie może być generatorem wartości marki narodowej ponieważ nie spełnia elementarnego warunku aby można ją uznać za zasób posiadający funkcję generatora wartości w ogóle.”
Cytat – kuriozum, którego nawet nie wypada komentować, ale…
No właśnie, ale czy jednocześnie nie został dostarczony przekonujący dowód na to, jak głęboki jest upadek kultury osobistej naukowców, promotorów, recenzentów….

Usługi
[78]
– U s ł u g i ? Odpowiedź gotowa:
– szewc i krawcowa !
Tę definicję – fraszkę, dedykuję teoretykom ekonomii

Człowiek
[77]
Pajęczyna nerwów w kropli wody
Skórzany wór
chcący pochwycić
fantom światła

Ręka twórcy
[76]
Cz. Miłosz, we wstępie do przekładów biblijnych (Megilot) pisze o mediumicznej naturze każdego dzieła literackiego, zwłaszcza poetyckiego: „twórca zależy od sił posługujących się jego ręką.”
Zgłaszam wątpliwość, bo czy owa mediumiczność nie zanika, kiedy się kładzie ręce na klawiaturze komputera? Jakim siłom ulega twórca, który między siebie a dzieło wprowadza komputerowe medium? Wątpliwości uzasadnione, zwłaszcza kiedy program „Word” dokonuje arbitralnej korekty poprawiając np. sensualny na seksualny, albo atraktor na traktor, a do słowa dzięki, dodaje: za wszysto….

Uroki zawodu
[75]
Dać sobie przykleić „profesorską gębę”, dyżurnego eksperta, zapraszanego chętnie do „telewizji śniadaniowych”.
Pozwolić się sformatować zgodnie z obowiązującą tytułomanią.
Wyrugować  przejawy jakiejkolwiek spontaniczności.
Pokornie uprawiać nauko-metrię.
Wypełniać tabelki sylabusów , by pozorować kształcenie
Powtarzać za studentami: módl się do Moodl
Publish or perish
Pointa jako antidotum:
„Pisać tak, by zdanie było przekazem nie tylko jasnej i swobodnej myśli, lecz nieustannego napięcia moralnego, by w słowie żył całym sobą, kto wypowiada je jako swoją, długo odważaną, cierpianą prawdę.”
(G-H Grudziński o N.Chiaromonte)

E/W
[74]
Zawsze wydawała mi się nieprzekonująca teza tuzów amerykańskiej, tzn. światowej politologii (F.Fukujamy i S.P.Huntingtona), że cywilizacja Wschodu osiągnie barierę wzrostu, jeśli się nie „zwesternizuje”. Praktycznie, oznacza to przyjęcie zachodniego systemu wartości, a najbardziej zachodnie, są oczywiście USA. Podstawową przesłanką tak sformułowanej tezy jest to, że jednie cywilizacja Atlantycka wymyśliła takie gospodarcze perpetuum mobile, które może również napędzać zglobalizowaną gospodarkę światową. Wystarczy tylko „postęp” zastąpić słowem „innowacyjność”. W powyższej tezie znajduje wyraz zadziwiający optymizm dziejowy, bo jeśli Europa Zachodnia – koleba cywilizacji – chyli się  ku upadkowi, to czyż forsowanie powyższej tezy nie  jest katastrofizmem,  albo (co na jedno wychodzi) podsuwaniem „czarnego” scenariusza niby rozwoju?

Ciało
[73]
Cytat z otrzymanego do recenzji artykułu naukowego (a jakże):
„W cywilizacjach rozwiniętych, człowiek nie tylko ma ciało, ale jest ciałem”
No comments.

Big Bang
[72]

To zbytnie uproszczenie, tłumaczyć Big Bang  jako wielki wybuch. Tor Heyerdahl słusznie je koryguje stwierdziwszy, iż to najlepsze z imion, jakie uczeni wybrali na nazwę dla odwiecznego WIELKIEGO DUCHA

Ograniczenie
[71]
Nic na to nie mogę poradzić: słucham Ravela Renoirem; oglądam Renoira Ravelem.

Retro/spekcja
[70]
Gdzieś w drobiazgach u M.Prousta napotykam myśl o innym odczytywaniu upływającego czasu. Przeszłość nie ginie ! Każda godzina naszego życia, naznaczona doświadczeniem, zanim odejdzie w przeszłość – wciela się w jakiś materialny przedmiot i tam, tkwiąc w ukryciu, czeka uwięziona, aż nie pojawi się na czyjejś drodze, aż nie sięgnie po nią ponownie czyjaś ręka.  Gdy napotykający potrafi ją rozpoznać – może ją uwolnić.
Zastanawiające: chwile, momenty z naszego życia „zmartwychwstają” w napotykanych przedmiotach, trzeba tylko umieć je/to dojrzeć.
Zatrważające:  w wirtualu  nie ma rzeczy,  jest tylko nieokreślone teraz.

Apoteoza
[69]
Umrzeć za to, co niewidzialne – oto metafizyka (E.Levinas)

Kuligowo
[68]
Wystarczy pokonać sto kilometrów, by zanurzyć się w inny świat.
Kim byłbym bez Kuligowa?
Jest jak kula u nogi
Jak kula w serce

Oh, Ameryka!
[67]
Te tłumy, jak pielgrzymi,  ciągnący do „Hameryki za chlebem”
I Amerykanin w Paryżu. Po co?
Żeby sprawdzić, czy sytość trwale tuszuje braki. 

Tak/Nie
[66]
– Tak, ale dlaczego by nie?
– Mogę, ale nie muszę
– Jeśli już muszę, to z dystansem, jaki tworzy Gelassenheit

Piekło
[65]
Piekło straciło znaczenie, i słusznie, że księża przestali nim straszyć.
Bo czyż może być większa kara, jak zamknąć człowieka w bloku i kazać mu wybierać spośród dwustu kanałów telewizyjnych. I to w sytuacji, kiedy „gorsze” już dawno wyparło „lepsze” ?

Demoniczność
[64]
Demoniczność komunizmu: wabił, przyciągał również tych lepszych, by wydobyć z nich, to co najgorsze

GOW
[63]
Innowacyjna utylitaryzacja teorii kończy się utylizacją na (występującym z brzegów) gminnym śmietnisku 

Remanent 2017
[62]
Religia – zalegający i przeterminowany zapas
Sztuka – kłopotliwy zbytek
Wiedza i technologia – konieczny zasób

Przerażenie
[61]
Najbardziej przeraża „Obiektywny bezsens projektowanych przez człowieka sensów

Sztuka
[60]
Dlatego tak cenna, ponieważ zawsze: pomiędzy, ponad, powyżej….

Kalibracja
[59]
Wszystko na nim było za duże,
Wszystko wokół niego jakby – za małe

Pewnik
[58]
Rozum – zawodzi
Wiedza – się dezaktualizuje
Tylko na rozdygotanemu sercu można polegać

Obrzędowość
[57]
Połowa lutego. Zmierzcha się około szóstej. Rozpalam ogień, szykuję wieczerzę,
jak sto, jak tysiąc lat temu…..

Paradoks czasu
[56]
Niby czytelny, konwencjonalny trójpodział, ale granice  zewnętrzne zupełnie rozmyte.

Z szafy do kotła
[55]
Herbert w liście do swojego mistrza pisze: „W Warszawie będę wydany na łup zaszaffowanej filozofii”. Na co H. Elzenberg odpowiada mu kalamburem o młodych adeptach filozofii marksistowskiej, którzy nic nie widzą, bo „siedzą w Szafie”
Uzupełniam ten kalambur myśląc o współczesnych  adeptach marketingu, którzy nie widzą usług, bo siedzą w kotle (Kotlera).
PS
Kim był Adam Schaff, można się dowiedzieć googlując, kim jest Ph.Kotler, każdy wie. 

CV
[54]
Nie Lwów, Wino, czy Kraków. Nawet nie Poznań.
Przyznanie się do miejsca pochodzenia jest swego rodzaju epiteton ornans.
(Herbert – Leopolita, brzmi jakże dostojnie)
A tu: Babimost, co już powinno być powodem wykluczenia ze słowika bibliograficznego. Kojarzyć się może tylko z banalnym mostem, albo babskimi przyrządami, jak np. miotłą Baby-Jagi. Ale, okazuje się, że zarówno most, jak i miotła  czarownicy, są nieodzowne w przeprawie zum Jenseits, co poświadcza  Jakob Taubes:
Jesteśmy tylko pielgrzymami. Nasz prawdziwy dom znajduje się nie na tym świecie.
Most, po którym będziemy musieli przejść na tamtą stronę jest mostem zwodzonym, musi zostać spuszczony nie z naszej, ale z tamtej strony.

Tysiąc lat później
[53]
A może duchowością cystersów zajmowała mnie dlatego, ponieważ próbowałem uporać się ze skierowanym do mnie przez św. Bernarda pytaniem: Gdybym żył dziś, kim byłbym?

Toumai
[52]
Z powodu znalezienia kolejnej czaszki Sahelanthropus’a, wśród paleontologów pojawił się nowy problem. Otóż małpolud z Sahelu, nie tylko przesuwa granicę czasu pojawienia się homonidów na 7 ml lat. Największym zaskoczeniem było to, że Taumai  (czyli „nadzieja życia”) wygląda bardziej współcześnie, niż jego młodsza o 3,5 ml lat „siostra” Lucy.
Kolejny punkt dla kreacjonistów.

Odpowiedź
[51]
A kim jest dla ciebie Bóg?
Odpowiadając na to pytanie, najchętniej sięgałem po wzięte z Z. Herberta określenie NIEPOJĘTY i byłem gotowy dodać jeszcze inne apofatyczne określenia.
Dziś odpowiedziałbym w pozytywnym tonie: PRO/VOCATOR ludzkiego Ducha, by ten mógł górować ponad sprzecznościami.

Cnota
[50]
Non habere sed esse
„Nie chodzi o to, żeby mieć,
tylko, żeby być”
Zaratustra powiada, że to fałszywy dylemat, albowiem tylko nie posiadając można uczynić z dawania cel życia i kultywować cnotę darzącą.

Chybiona transformacja
[49]
Z tego, że:
co nie jest zakazane, jest dozwolone
wcale nie wynika:
to, co nie jest zabronione przez prawo
jest moralnie dopuszczalne”

Rytuał
[48]
Cóż wart byłby dzień, bez tych kilu chwil skupienia przy lekturze duchowej i filiżance herbaty, zielonej, naturalmente.

Różnica
[47]
Ograniczenie nieograniczonego zwie się pełnia
Nieograniczenie ograniczonego zwie się pustka

Z innej perspektywy
[46]
Motyl wzbijający się ze stoku w Himalajach, poruszeniem skrzydeł może wywołać huragan w Ameryce. Szczur, który w Tokio nauczył się nowej sztuczki – zgodnie z zasadą „ rezonansu morficznego” (R.Sheldrake’a) – spowoduje wzrost możliwości adaptacyjnych szczura na Brooklynie, który opanuje tę sztuczkę z większą łatwością.
Więc i osoba, która przeszła metanoję, czyż samą obecnością nie powoduje uleczenia innych z miopii ?

Znaczone
[45]
Tao znaczy:
pełne
powszechne
całkowite

Imperatyw
[44]
Jeśli tego nie zrobię, to nigdy nie powstanie.
Jeśli nie ja- to nikt inny tego nie zrobi.
Jestem tylko pośrednikiem, pomocnikiem, ale pomocnikiem niezbędnym w urzeczywistnianiu tego, co być powinno.
Gdybym uchylił się od owej powinności – opadam.
I co wtedy?
Odpowiada Simone Weil:
„Wówczas za sprawą siły ciążenia
Staję się częścią materii świata”

Nauczyciel
[43]
Nauczyciel – , zwłaszcza akademicki, nie może być zwyczajnym dystrybutorem wiedzy, ani, tym bardziej, jako ekspert, wiedzy wyrobnikiem. Powinien przede wszystkim, o pól kroku, wyprzedzać ucznia wskazując właściwą drogę.
Ideał greckiej paidei  ciągle obowiązuje,  to przecież dzięki niej Europa jest tym, czym jest.
Samoudręką staje się przypomnienie łacińskiej sentencji:
Ars artum regimen animarum
Sztuką nad sztukami jest kierownictwo duchowe

Signum
[42]
Każdy posługujący się językiem polskim z łatwością zauważy, jak niewiele jest słów piszemy z dużej litery, chociaż nie są to imiona własne. Najbardziej znany wyraz to Kościół, do którego dołączył ostatnio Internet (oczywiście, program Word automatycznie ingeruje, gdyby to ostatnie słowo napisał z małej litery)
Signum temporis.

Przesłanie
[41]
Umniejszaj cierpienie
Wspomagaj istniejące
Przezwyciężaj nicestwienie
Twórz
O tak, twórz – jeśliś z rodu pneumatikoi

Wyliczanka
[40]
Raz, dwa, trzy
jaśmin, osty, bzy
byłeś dobry
umrzesz Ty

Jesień
[39]
Zaiste, jesień, to czas poetów.

Życie nocne
[38]
Głęboką nocą (Kuligowskiej zaćmy) przemierzam pokoje: nie-po-omacku, jak dwadzieścia lat temu, jak za pięćdziesiąt lat

Książki
[37]
Porozkładane wszędzie książki
nie tworzą bałaganu

Tajemnica
[36]
Unde malum ?
Quoniam
deprivatio boni

Samotność
[35]
Jeżeli – jak wierzymy – Bóg stworzył człowieka „ na obraz i podobieństwo swoje”, to upodabnianie się człowieka do Stwórcy, jako wyraz hołdu i afirmacji – jest niczym innym, niż pogłębiającym się osamotnieniem w świecie wypełnionym rzeczami, maszynami, automatami….tudzież w świecie rządzonym przez normy technologiczne (wyprowadzone z praw materii).

Finał
[34]
Na początku było Słowo, czyli Światło
w kulminacji  – chaos
kollaps na końcu

Dotyk
[33]
Otrzesz się o duchowość,
jeśli pierwej
napełniłeś egzystencję
sensem

Wygasły Wezuwiusz
[32]
Walter Benjamin (oczywiście w Pasażach) nazywa Paryż Wezuwiuszem Europy, na stokach którego zakwitały, raz po raz, (między kolejnymi erupcjami) nowe kultury, dające pożywkę duchową dla całego kontynentu.
Dziś, najbliższe  krateru poletko to „Centre Pompidou”. Obowiązkowe zwiedzanie.
Na przed ostatnim piętrze wystawa obrazów Lucien Freuda, a nad nią, wielka ekspozycja zatytułowana Dreamlands, będąca potwierdzeniem tezy, iż sztuka współczesna stara się – jak tylko może – unikać konfrontacji z rzeczywistością.  

Znaczy teraz
[31]
Tyle znaczy teraźniejszość
na ile
wieczność
jest w niej obiecana

Co wiesz?
[30]
Widzisz tyle, ile wiesz.
A naprawdę wiesz to, co zreflektowałeś z:  symboli, kodów, dookolnych znaków pozostawionych przez innych na skrzyżowaniu najważniejszych dróg. Tyle wiesz, ile była w stanie odfiltrować/odszyfrować twoja świadomość. Reszta to „słoma” jak stwierdził Aquinata.

Konkret
[29]
Jeśli zaczynam od przedmiotu, tzn. konkretu, by stworzyć „dzieło”, to wcale nie oznacza, że mam mniej wyrobioną wyobraźnię. Przezwyciężanie ograniczeń jednoznaczności jest większym wyzwaniem niż uprawianie fantasie-stȕcke  przy pustym blejtramie.

Życie
[28]
Tam, gdzie pojawia się Życie [bios] podstawową kategorią opisową i analityczną nie jest efekt, tylko ofiara, czyli poświęcenie.

Zwycięzca
[27]
Nie Dionizos,
jak wieszczono,
tylko Galileusz
pokonał
Galilejczyka.

Dwa bieguny
[26]
Cała rzeczywistość ludzka poddana jest działaniu sił rozpiętych między dwoma biegunami:
biegun „pozytywny”
ograniczanie
formowanie
ofiara
służba

Biegun „negatywne”
elan vital
nieokiełznanie
władztwo
przywłaszczanie

Biały
[25]
W symbolice kolorów, biały oznacza: trwanie, cykliczną regenerację, światło, ale też życie przeżyte. Skały w Hadesie mają kolor biały.
Trudno się z tym oswoić, ale dlatego w rozbudowanej symbolice Wschodu, kolor biały przypisany został zmarłym.

Kuchnia
[24]
W większości, zresztą nie tylko polskich rodzin, kuchnia była najważniejszym pomieszczeniem, z powodu paleniska, wyniosłości stołu, stałej obecności kobiety…
Dziś, aneks kuchenny już tylko aneksem do plazmy.

Nierównowaga
[23]
Więcej
gadających
patrzących
oglądających
Niż
myślących
czytających
widzących

Korelacja
[22]
Dynamiczny wzrost liczby celebrytów oznacza nasilenie procesów de/cerebracji.

Za/sobność
[21]
Zanurzenie w Naturę umożliwiał człowiekowi samo zrozumienie. Droga do wnętrza człowieka prowadziła (jako) via Naturae. W XVIII w. (I. Swedenborg, datuje dokładnie: 1757) nastąpiło definitywne zerwanie tych więzi. Natura, jako przyroda, stał się już tylko składem, magazynem surowców zużywanych przez produkcyjne perpetuum mobile (oczywiście. w celu zaspokojenia rosnących potrzeb).

Przemysł
[20]
Przemysł:
prze zmysł ….i wypiera Ducha

Na/lot
[19]
Pewnie już nigdy nie pojawią się ponownie w Kuligowie bociany. Z żalem odnotowuję, że pomimo bardzo deszczowego lata [2017], ani razu nie dobiegł mnie fletowy głos wilgi. Pewnie niebawem umilknie kukułka („majowa wariatka”).
Oczywiście niebo nie opustoszało. W każdej chwili mogę dostrzec smugę pozostawioną po samolocie, albo usłyszeć jego odgłos nad głową (mój rekord: jednocześnie siedem samolotów przecinających niebo).  

Wzniosłość
[18]
Ptak śpiewający podczas burzy

Odkrycie
[17]
„Sęk w tym…..”
Ależ nie, TO w sęku!
Sęk bowiem przewodzi światło. Patrz uważnie, a przekonasz się, że w starej desce zamieszkać może szechina.

Symbol/znak
[16]
Symbol – łączy z istniejącym
Znak – zastępuje nieobecne

Ekspansja
[15]
SANTANDER, to anagram słowa satan. Rozumiem, bankowość w ekspansji.

Cyborg esteta
[14]
Nasz mózg, będący już mózgiem nie-biologicznym (jak to obwieścił R.Kurzweil), będzie zdolny odbierać jakieś treści emocjonalne tylko dzięki pięknu. Z przerażeniem myślę o nowym kanonie piękna wypracowanym dla cyborga (cyborg: ludzkie ciało wersja W.3)

Nadmiar bitów
[13]
Coraz to większa mnogość bitów pomniejsza i zubaża esencję bytu.

Rolowanie
[12]
Palcami
w dół i w górę
powyżej oczu
roluję opadającą skórę

Marzenie
[11]
Zestarzeć się szlachetnie, tak jak starzeje się srebro, mosiądz, marmur, pergamin….

Rada
[10]
Zostaniesz prawdziwym twórcą, jeśli twój daimonion będzie na przemian to demonem, to aniołem. 

Przemiana
[9]
Nawet w erze permanentnej innowacyjności nie uda się tego zmienić: wieczna jest i pozostanie  tylko przemiana.

Śmierć Boga
[8]
Przyszło mi żyć w czasach napiętnowanych podwójną śmiercią Boga. W Auschwitz – wraz ze swoim ludem wybranym – umarł Jahwe; na moich oczach umiera Bóg chrześcijan (który przyszedł na ziemię nie po to, by mu służono, ale po to, by służyć) wraz ze swym Kościołem. Z Trójcy św. pozostał już tylko Duch.

Witamy w świecie W.3
[7]
Naiwnie sądziłem, że szczytem innowacyjności spod znaku high-tech  na dłużej pozostanie to, co wymyślili koreańscy inżynierowie [nie muszę chyba dodawać, że z południa], specjaliści od robotyzacji. Otóż wpadli na pomysł, by w restauracji, kelnera – człowieka  zastąpił kelner – robot przyjmujący zamówienia. Ale ten gastronomiczny hit  został zdystansowany przez niemieckich technologów. Otóż z okazji okrągłej rocznicy Reformacji [500 lat] zainstalowali oni, oczywiście w Wittenberdze, robot o nazwie Bless U-2. Otóż automat udziela błogosławieństw w pięciu językach [o dziwo, w tym również w polskim – choć niekongresowym], a błogosławiony może jeszcze wybrać, by sentencja błogosławieństwa została wypowiedzenia głosem kobiecym, a nie męskim.

Osiągnięcie wprost niebywałe, trzy w jednym: zanurzamy się, czyli opadamy na dno [U-2]; uznajmy osiągnięcia gender, otrzymujemy mocne potwierdzenia, że nastała era post/human. Maszyna błogosławi człowieka.

Permanentna inwazja
[6]
Po okresie  totalitaryzmów, będącej inwazją zła absolutnego, nastała era inwazji totalnej, w postaci miękkich technologii.  Zła w wersji soft już nie uda się przezwyciężyć, zwłaszcza, że maszyna, automat, robot, komputer…uwalniają nasze ręce, ale zniewalają umysły.

Człowieku, winliczku, weź swoją skorupę, jak grób, i spełznij z drogi

Bezkrólewie
[5]
Gdyby nie spięcie spowodowane przez nie-do-kształconego elektryka, mogło się wydarzyć, że suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej przestawiłaby historię Polski na inne tory.

Wszechwiedza
[4]
Wskutek internetowej wszechwiedzy, wiemy coraz więcej, a rozumiemy coraz mniej

Obecność
[3]
Skryta obecność tego, co nadchodzi (św. Paweł)
Ukryta obecność tego, co przeminęło (B.Walter)
Dla tkwiącego pomiędzy – jedyne punkty oparcia

Muzykologia dyletanta
[2]
MUZYKA:
Renesansu – oczyściła słowo z pyłu ziemi
Baroku – wybrzmiewa pełnią [ pleno ]
Romantyzmu – rozdygotany śpiew „ja” kompozytora
Współczesna …… są wyjątki!

Nowa poczta
[1]
Po wakacjach przeglądam pocztę. Uniwersytet uruchomił nową pocztę internetową dla pracowników. W okienku nazwa użytkownika: wyświetla się pięć cyfr: 21 730. To niby ja.
Zapaliło się czerwone światło. Mój czas się skończył; pora przejść na emeryturę