Spirala dziejów

Przyjęta w tym opracowaniu millenaryjna opcja wytycza perspektywę liniowego przebiegu czasu historycznego, w którym – będzie jeszcze o tym mowa – jednakowoż kwestie teleologiczne mieszają się z teologicznymi. Teraz jednak (a pozwala na to przyjęty kontekst) chciałbym wykazać, że trajektoria wyznaczona przez dzieje może mieć nie- liniowy, tylko kolisty przebieg.

Opisywane procesy kulturowo – cywilizacyjne osiągają jakiś punkt krytyczny, albo jakiś obszar zwrotny; wyłania się nowy paradygmat. Dyskurs ulega zmianie, chociaż operuje się znanymi pojęciami zostają one nasycony nowymi treściami, podanymi w zmodyfikowanej oprawie semantycznej. W obu obszarach (empirii i teorii) odnotować można pojawienie się stanów „terminalnych”, które rozpoznać można zadając pytanie:

A czym jest usługa?

Czym właściwie jest usługobiorca?

Odnotujmy, iż pytamy o to, czym, a nie kim jest usługobiorca ? Już nie jako człowiek tylko użytkownik – abonent – dysponent.

W miarę jednoznaczna odpowiedź pozwala uchwycić różnicę:

  • To anonimowy usługodawca – uprzedzając świadczenie – dokuje uprzedmiotowienia nabywcy przez włączenie go w swój system obsługi. Anonimowy, ponieważ jeśli nawet się przedstawia: Jan Kowalski – w czym mogę pomóc? To taka samo-prezentacja niczym nie różni się od powitania: „Jestem Max, głos sztucznej inteligencji, w czym mogę ci pomóc?”. Taki inter/lokutor jest tylko ogniwem pośrednim wprowadzającym nabywcę w wystandaryzowane tryby systemu obsługi.
  • Wchodzący w „system” usługobiorca staje się – jednym z wielu – rekordów w DB; jego tożsamość ma podwójną postać: cyfrową i modelową. Ta druga kształtowana jest przez dopasowanie do „profilu konsumenta” – niby obywatela. „Profil” jest behawioralno – marketingowym tworem, modelowanym po to, by wyprowadzić z niego (opracować) określone funkcje, zadane usługobiorcy do spełnienia. Funkcjonalizm, utylitaryzm, optymalizacja napędzają i utrwalają proces reifikacji, który – zatoczywszy koło – dobiega kresu. Osoba staje się rzeczą – pomiędzy – rzeczami.

Odzyskiwanie niepowetowanej straty

Całkowicie odmienną sytuację – od wyżej opisanej – napotykamy w typowej relacji usługowej, w której niejako a priori wymagane jest „otwarcie się” uczestników, skierowanie uwagi na inne Ty. W spreparowanej utylitarnie przestrzeni społecznej usługi tworzą wydzieloną enklawę, w której obowiązuje odwieczna zasada: do ut des – daję, abyś i ty dał; daję, byś i Ty – będąc obdarowanym – się odwzajemnił. Ta fundująca wspólnotę zasada sprawia, że świadczenie usługi przemienia rotującego klienta w rozpoznawalnego usługobiorcę. Wydarzająca się między nimi ( Ug D a Ug B) usługa sprawia, że orzecznikowe treści nadają nowe znaczenie zaimkom, albowiem zanim pojawi się liczba mnoga (My) wyłania się liczba podwójna. Wyjaśniając jej znaczenie i tym samym pogłębiając charakterystykę tego, co specyficznie usługowe, raz jeszcze korzystał będę ze sformułowań F. Rosenzweiga – mistrza słowa.

Zamiast liczby mnogiej, która zawiera rzeczy jako poszczególnych przedstawicieli swojego rodzaju, i zamiast liczby pojedynczej, w której dusza przeżywa swoje narodziny, panuje tutaj liczba podwójna. W mowie nie jest ona trwała, lecz w toku rozwoju zostaje pochłonięta przez liczbę mnogą. Gdyż rzeczywiście nigdzie nie przylega ona trwale, poza niewieloma rzeczami, które występują w parach. Ponadto posuwa się od jednego nosiciela do drugiego i dalej do następnego. Od jednego bliźniego do następnego i nie zaznaje spoczynku, zanim nie przemierzy całego stworzenia. /…/

My nie jest liczba mnogą. Liczba mnoga powstaje w trzeciej osobie liczby pojedynczej, która nieprzypadkowo wskazuje na podział rodzajów. W rodzajach ( on, ona, ono – wtrącenie K.R.), w mitycznej prostocie, zostaje wprowadzony pierwszy pojęciowy porządek w świecie rzeczy; uwidocznia on wielość jako taką. Natomiast MY jest wspólnotą wszystkich, rozwiniętą z liczby podwójnej, która – inaczej niż dająca się tylko rozszerzyć liczba pojedyncza Ja i towarzyszącego mu Ty – nie może być rozwinięta, tylko zawężona” ( i tylko wzmocniona – dodatek K.R.). op.cit. s. 380, 383.

Jeśli do tej esencjonalnej analizy można coś dodać, to – po pierwsze – byłoby to przypomnienie Buberowego pierwszego słowa Ja – Ty, albowiem z tej archetypowej relacji wywodzi się liczba podwójna. A po drugie, skonstatować wypada, że – jak ujął to F. Rosenzweig – liczba podwójna „posuwa się od jednego nosiciela do drugiego i dalej do następnego” – niejako po drodze dołączając do innych i tworząc My – rodzaj więzi międzyludzkiej. Tego właśnie najbardziej obawia się narcystyczne ego, widząc w tym jedynie rodzaj uwikłania, zniewolenia, które skutkują ograniczeniami i utratą wolności.

Ujemny bilans epoki

Nie liczba podwójna, tylko cyfra ‘zero’ (a w jej cieniu 1) stały się znakiem rozpoznawczym naszych czasów; nie siła scalająca, tylko siła izolująca kształtuje, czytaj – polaryzuje relacje międzyludzkie. ‘My’ nie wyodrębnia się przez promieniowanie z-dwojenia, tylko dzięki przeciwstawieniu My – oni.

Operatorzy medialni utworzyli już taką zwartą cyber-przetrzeń, po/w której poruszać się może tylko użytkownik umysłowo dostoswany do jej formatu. Zanika osobowe ‘Ja’, zamiast niego pojawia się – rozpoznany już przez Z. Freuda – rozdarty podmiot, złożony z instynktoidalnego id oraz zewnętrznego/powierzchownego Super ego, natomiast inne Ty zostaje sprowadzone do Ja, stając się projekcją ego. W efekcie opisane procesy wewnętrznych, osobowościowych przekształceń wpływają w sposób znaczący na relacje usługowe powodując ich wynaturzenie i obumieranie.

Dygresja 2

Ja/ego – w terminologii psychologiczno – dialogicznej, dopóty jawiło się jako Ens – czyli, byt jako przypadłość, dopóki człowiek postrzegał siebie jako integralny element Natury. Natomiast stało się id, od kiedy człowiek w popartym racjonalnymi argumentami wyborze, animizm pomylił z animalizmem. Od kiedy źródłem jego od-wewnetrznego pobudzania stał się przede wszystkim instynkt i popęd. Dzięki mass – mediom ukształtowała się nowa koincydencja ‘Super-ego z id’. Wtłaczany w sieć przekaz kierowany jest poza domenę świadomości i krytycznego myślenia. Pod taki rodzaj nowoczesnego („podprogowego”) bodźcowania psyche podpina się neuro – marketing, jawiąc się jako przeciwieństwo marketingu relacji (Relationship marketing).

Zatem, powracając do relacji usługowej można stwierdzić, iż dotychczasową podstawą dochodzenia do jednostkowej tożsamości przestała już być relacja Ja – Ty. Zewnątrzsterowalne egoistyczne ego samookreśla się dzięki kumulacji polubień dostarczanych przez – podobnie jak on sformatowanych – internautów ? awatary ?.

Konsekwencje

Tym samym, jak nigdy wcześniej, uniwersum fundamentalnych dla tożsamości znaczeń pozbawione zostało najpierw psychologicznych, a następnie kulturowych określników. Ich odczytywanie i aktualizacja, doświadczanie i interpretowanie było – od niepamiętnych czasów – warunkiem formowania niepowtarzalnych osobowości. Przez całe stulecia, swego rodzaju ‘szaniec” tworzyły usługi, broniąc nabywców przed przekształceniem ich w zhomogenizowaną masę. Ten „szaniec” został już zdobyty przez Mechanomachię. Sieć wypełniona została treściami wyselekcjonowanymi przez „sterników świadomości” i komercjalizowanymi przez globalnych operatorów.

W świecie współczesnym, w którym operatorzy medialni formatują użytkowników zgodnie z wypracowaną ‘sztancą’ – usługi, w ich klasycznym rozumieniu, stają się zbędne. W schyłkowej kulturowo, ale szczytowej cywilizacyjnie fazie hiper/industralizacji wszystko może być usługą. Role usługodawcy oraz usługobiorcy nie pasują do aktualnie realizowanego scenariusza, pisanego przez menedżerów – technokratów. Opisując współczesny nam świat posługujemy się określeniami: obieg, cyrkulacja, przepustowość, dostępność, transparentność… Słowa – liczmany, jakimi się posługujemy, tylko kamuflują sterowaną dystrybucję wszystkiego; podtrzymują wrażenie nieprzerwanego wzrostu i ukrywając to, co najważniejsze: postępującą degrengoladę.

Dygresja 3

Staje się bardziej zrozumiałe dlaczego z polszczyzny zniknęło określnie: DOBRODZIEJ. Zniknęło, ponieważ przestało być przydatne, a było ono nośnikiem dwojakich znaczeń: po pierwsze, dobrodziejstwa – zdolności urzeczywistniania Dobra, a po wtóre, współ-udzielania się nim.

Końcowe pytanie nawiązujące do początku

Tak więc zbliżając się do końca tych rozważań, wypada zadać to tyleż wstępne, co najważniejsze pytanie: dlaczego więc nie powstała cywilizacja usługowa ? Nasuwa się następująca odpowiedź:

Cywilizacja usługowa nie mogła powstać w wyniku postępu technicznego i wzrostu dobrobytu materialnego, ponieważ mogłaby się wyłonić tylko w odmiennych okolicznościach. Mogła zaistnieć dzięki emanacji i ekspresji sił duchowych człowieka, pobudzanych przyciągającym oddziaływaniem Wartości transcendentnych. Mechanomachia, niestety, przeforsowała realizację innej trajektorii rozwoju.

Konsumpcjonizm stał się „gwiazdą zbawienia”

Końcowa refleksja

Coż pozostaje? Co nas czeka? Odpowiadając, wypada wziąć pod uwagę dwa zarysy/ kształty przyszłości: sybilliański i chiliazm Joachimowy

Dawna, prehistoryczna, co do zasady – cykliczna wizja dziejów została wzbogacona (skorygowana?) perspektywą eschatologiczną, zapowiadającą nadejście końca czasów. Liniowy wymiar czasu i finał końca historii ludzkości w religii i teologii judeo – chrześcijańskiej został mocno osadzony: w Starym Testamencie (ks. Daniela) oraz w Nowym Testamencie (Apokalipsa św. Jana rozdz. 20), a następnie podjęty przez św. Augustyna („Państwo Boże”), a także przez św. Hieronima (komentarz do ks. Daniela). Nieuchronna wizja końca świata odcisnęła trwale piętno zwłaszcza na myśli eschatologicznej i teologicznej średniowiecza. O ile ponowne przyjście Chrystusa zapowiedzenia zostało już w Piśmie św., to przedmiotem dyskusji była jednie kwestia, czy Antychrysta uda się pokonać za pierwszym razem, czy też konieczna będzie powtórna ingerencja Boska. Z ponownym przyjściem Zbawiciela wiązano nadzieje radykalnej odmiany i zapowiedź mającego trwać tysiąc lat szczęścia. Tenże szczęśliwy eon zakończyć się powinien Sądem Ostatecznym, poprzedzającym definitywny koniec świata. I właśnie tę optymistyczną wizję burzyły obawy, że szczęście będzie nietrwałe, że zostanie zburzone ponownym przerażającym pojawieniem się Antychrysta.

Jednak, mimo te zwątpinia, niezłomna była wiara, że dzięki ingerencji Boskiej uda się skutecznie pokonać zło i sprawiedliwie osądzić tych, którzy je spowodowali. Ostateczne zwycięstwo Dobra i Sprawiedliwości mające dokonać się przed apoteozą historii i Sądem Ostatecznym – co trzeba podkreślić – było fundamentem hiliazmu.

Nieocenioną zasługą Joachima z Fiore było dokonanie synkretycznej syntezy obejmującej dzieje ludzkości, historii Kościoła i wizji świata spisanej w księgach objawionych. Jak to przedstawia R.E. Lerner:

  • -dzieje świata, to siedem epok: etates
  • siedem czasów: tempora, to historia Kościoła
  • trzy status: to fazy rozwoju duchowego, charakteryzowane przez Osoby Trójcy świętej

W rezultacie – odwołując się do Trójcy Świętej – opat z Fiore zaproponował podział na trzy epoki: epokę Ojca, epokę Syna, epokę Ducha. W jego interpretacji to właśnie epoka Ducha miała być tym trzecim – finalnym eonem; a ponieważ był on utożsamiany z okresem szczęśliwości, jego trwanie było więc stale wydłużane.

Ludzie przekują miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy, nastąpi cudowny rozwój duchowy ludzkości, a „wylanie się” Ducha świetnego sprawi, że niewierzący się nawrócą; a blask Kościoła objawi się w całe jego świętości; zarówno wielcy tego świata, jak i mali pojmą mądrość Bożą i sens podstawowego przykazania miłości. Napawające nadzieją były też opisy trzeciego eonu – epoki Ducha.

 Joachimową trójfazową wizję dziejów ludzkości można przedstawić jeszcze w odmienny sposób:

  1. Faza zniewolenia, w której ludzkość poddana jest najpierw wszechogarniającym ograniczeniom, by następnie zdobywszy wiedzę
    Signum temporis: Strach
  2. Ujawnia się oddziaływanie mądrości Bożej, pozwalającej rozwijać wszelakie aktywności
    Faza wyzwalania się, działania Łaski
    Signum temporis: Wiara
  3. Faza wolności, pełnia panowania na ziemi, osiągania doskonałości dzięki poznaniu mądrości Bożej, Aktywność przeobraża się w kontemplację
    Signum temporis: Miłość

Trzeci status wyznaczony przyjęciem Duch św. poprzedzony zostanie okresem nieszczęść, klęsk i katastrof. Ten prawdziwy ‘Armagedon’ oznaczający panowanie Antychrysta będzie zapowiedzią nadejścia fazy ostatniej i wypełnienia się czasów.

Joachimicka wizja – zapowiadająca nadejście epoki Ducha zapłodniła myśl średniowieczną. Rozwijana była i utrwalona przez wielu uczonych mnichów. I chociaż powołana przez papieża specjalna komisja potępiła ‘futurologiczne’ wizje Joachima (Anagni, 1255 r.). Ale hiliazm opata z Fiore nawet uznany za herezję ciągle zyskiwał nowych zwolenników. Należeli do nich husyccy Taboryci; północnoeuropejski ruch beginki i begardów… wreszcie ojcowie Reformacji.

Uznanie, jakim Christanitas obdarzyła dzieło Joachima sprawiło, iż w zapomnienie poszła wcześniejsza, alternatywna, sybillińska wizja przyszłości. Odróżniało ją to, iż Antychryst, owszem, się pojawi, ale jego panowanie będzie ‘terminalne’, władał będzie ziemią, kształtował jej dzieje – nieprzerwanie, aż do końca czasów. Jego klęska nastąpi dopiero bezpośrednio przed ponownym przyjściem Chrystusa ( i Sądem Ostatecznym). Ziemia wydana na łup Złemu, nie zazna spokoju, ani żadnego okresu szczęśliwości. Ludzkość nie zasłużyła (sobie) na drugi raj.

Paruzja ostatecznie przesądzi o końcu czasu i dziejów ludzkości.

Kazimierz Rogoziński