Tytułowe określenie ma dość szeroki zakres znaczeniowy powiedzmy: od laickiego po soteriologiczny; od pozytywnego pełnego nadziei po negatywny nierzadko zabarwiony szyderstwem. W tym artykule będą się starał – wypośrodkować te oceny wskazać na pojawiającą się jego aktualność.

ŹRÓDŁOSŁÓW

Etymologicznie mesjanizm, co oczywiste, nawiązuje do zapowiedzianego (ponownego) przyjścia Mesjasza – Jezusa Chrystusa. Źródłowo, tzn. historycznie i kulturowo, mesjanizm wywodzi się z religii judeo – chrześcijańskiej. Natomiast w wersji zlaicyzowanej – odnosi się do za/danej jakiejś grupie, nacji, czy państwu – misji zbawczej, kulturalnej albo cywilizacyjnej.
Najbardziej znany jest „mesjanizm” europejski o wyraźnie uniwersalnym charakterze. Misją, jaką głosił i wcielał przed wszystkim na innych kontynentach, była zarówno chrystianizacja, jak i u-cywilizowanie ludów, które przez Europejczyków uznawane były za barbarzyńskie. Trudno rozstrzygać, czy najpierw docierali tam misjonarze, czy kupcy. Z czasem polityczne, prawne, ekonomiczne i militarne środki, jakimi się posługiwali się Europejczycy w realizacji tego celu, zintegrowane zostały w jedną spójną doktrynę kolonializmu. Wraz z dostrzeżeniem negatywnych następstw kolonializmu, ujawniających się głównie z punktu widzenia kolonizowanych narodów, uzasadnione się stało wprowadzenie dodatkowe i odrębnego pojęcia.

MISJONIZM

Od mesjanizmu o wyraźnie przemieszanych celach (religijnym, kulturowym, społecznym) odróżnia się misjonizm o jednoznacznie chrześcijańskich cechach. Jego podstawowym celem był prozelityzm i inkulturacja narodów/krajów spoza śródziemnomorskiego kręgu cywilizacyjnego. Misje chrześcijańskie (od południowo amerykańskich redukcji prowadzonych przez jezuitów, aż po ekumeniczne aśramy w Indiach), nawracały innowierców tkwiących w politeizmie na monoteizm osadzony na fundamentach kultury śródziemnomorskiej. Nawet w nieposiadającej kolonii Polsce powstały wyspecjalizowane zgromadzania misjonarzy (Chrystusowcy, czy Oblaci MN), którzy odwoływali się do fundamentalnych filarów wiary katolickiej: /a/ Bogoczłowieczeństwa Chrystusa i Jego zbawczej ofiary; /b/ apostolatu Kościoła powszechnego /c/ godność osoby ludzkiej; /d/ miłość bliźniego, jako fundamentu moralności.

SŁOWIANOWFILSTWO

Stwierdzenia pojawiające się poniżej mogą wywołać czytających niemałe zaskoczenie, albowiem obok wprowadzonej wcześniej mondialnej perspektywy pojawiają się teraz rodzime konotacje. To właśnie w naszym kraju (ścigłe biorąc w Wielkopolsce), w połowie XIX wieku rodzi się filozoficzno – religijna koncepcja dziejowej misji Polski, jako reprezentantki Słowiańszczyzny. Mesjanizm Polski miał stać się naszym znakiem rozpoznawczym pośród narodów.

To, co zwykło się nazywać słowianofilstwem powstało z asymilacji przez Słowian idei obu wspomnianych wyżej nurtów nasyconych elementami konfesyjnymi, społecznymi, historycznymi i politycznymi. Pojawia się ono z wyraźnym zamiarem skorygowania uniwersalnie zakrojonego mesjanizmu i wypełnienia go treściami rodzimymi i uznanie polskiego Kościoła – jako przedmurza katolicyzmu. Jednakże poczynić tu trzeba jedno wyraźne zastrzeżenie: uwagę skupiam na słowianofilstwie zachodnim, z którego zacznie czerpać powstałe dopiero pół wieku później jego odpowiednik wschodni nazywany rosyjskim renesansem religino – filozoficznym. Czym oba różnią się między sobą, wykazał w książce T. Herbich przyprowadziwszy analizę porównawczą filozofii religii A. Cieszkowskiego z historiozofią N. Bierdiajewa. Wartą podkreślenia cechą słowianofilstwa wschodniego jest to, że było ono i jest nadal religijno – polityczną ideą łączącą świętą Rusi z caratem; jest unią ołtarza z tronem, w której car jako pomazaniec Boży był uznawany za zwierzchnika cerkwi. Nie powinno więc dziwić, że świadomi swych słowiańskich korzeni, rozdzieleni (i skonfliktowani) przez zaborców Polacy – w tym względzie – wykazywali orientację wschodnią, bądź zachodnią.

Oba pojęcia, zarówno mesjanizm, jak i misjonizm obrysowują kontekst, w jakim pojawiła się w epoce romantyzmu idea mesjanizmu nardu polskiego, uznawanego za głównego reprezentanta Słowiańszczyzny. Wydaje się czymś zrozumiałym, że idea ta zrodzić się mogła najpierw (jedynie?) w umysłach natchnionych wieszczów (A. Mickiewicz, Z. Krasiński, J. Słowacki). Ale ponieważ nie była czystą fantasmagorią, czy rojeniami zniewolonej duszy, podjęta została i intelektualnie rozwijana przez filozofów (K. Libelt. A. Cieszkowski, J. Gołuchowski, B. Trentowski). Przedstawicieli obu profesji połączyło przekonanie, że Polacy to wyróżniona nacja, trojako naznaczona przez dzieje: Słowianie, którzy /po pierwsze/ są częścią zachodniego słowiańskiego ethnosu, ale /po drugie/ dzięki wyznawanej religii katolickiej należą – jak to ujął J. Parandowski – do kultury śródziemnomorskiej; wreszcie /po trzecie/, to naród, który przetrwał pomimo tego, że przez ćwierć tysiąclecia poddawany był systematycznej eksterminacji i wynarodowieniu przez sąsiadów.

Uwzględniając powyższe uwarunkowania geo-historyczno-polityczne, nie jest trudno uzasadnić, dlaczego to właśnie nam przypadła do spełnienia rola „Mesjasza narodów”. Predestynuje nas do tej szczególnej roli fatalizm dziejowy – wobec którego przetrwanie – potwierdza nasze wybraństwo.

Najbardziej oryginalne i przekonujące wydaje się wyjaśnienie tej kwestii podane przez A. Mickiewicza (w wykładach paryskich). Za emblematyczną uznać wypada odpowiedź, jakiej udzielił sięgając po następującą pra-analogię: Jezus swoją soteriologiczną misję głosił nie pośród zblazowanych rzymskich patrycjuszy czy prze-mądrych greckich sofistów, tylko wśród plebsu, wyrobników i niewolników, a więc stanu uciemiężonego i pozbawionego praw. A takim właśnie – etnicznie, kulturowo i politycznie wyodrębnionym – stanem, osiemnaście wieków po Chrystusie, okazał się naród polski:, pokonany, zniewolony, upokorzony, rozproszony… Ale Rzymski katolicyzm go nie tylko ocalił i uodpornił, ale też uwznioślił, więc – pomimo likwidatorskich zapędów sąsiadów – przetrwał. Przetrwał, nie zginął, ponieważ jego duchowi przewodnicy wypracowali filozofię słowiańską, która umocowana została na następujących podstawach:

myśl – słowo – wyobraźnia – wola – czyn

Tyle, jeśli chodzi o niezbędne prolegomena do mesjanizmu polskiego.

Przechodząc do sedna, snutą refleksję historiozoficzną wzmocnić wypada analizą hermeneutyczną. Przyjmuję zatem następujące założenie: przypomnienie służyć powinno aktualizacji.
Przywołanie zapominanego w ojczystych dziejach porywu, przypadającego na okres romantyzmu, pozwala na reinterpretację zapoznanego pojęcia „Słowianie” i na sformułowanie zaktualizowanej misji, jaką my – Słowianie mamy do spełnienia w pierwszej połowie XXI wieku. Wyznaczyła nas do tej roli nasza historia i zajmowane przez nas miejsce w „sercu Europy”.
Zdaję sobie sprawę z tego, że próba to wielce ryzykowna, bo w semantyczny zawrót głowy wprawia synonimiczna konstatacja: Polak – nie dość, że katolik, to jeszcze Słowianin, a Słowianin – niestety, nie brzmi dumnie.

Niechlubna genealogia

Z materiałów historycznych pochodzących ze środkowego średniowiecza wynika, iż jedną z najtrwalszych instytucji, jakie przetrwały po epoce starożytnej było niewolnictwo. To na nim zbudowana została zarówno cywilizacja państw tzw. „żyznego półksiężyca”, jak i potęga Rzymu, nie mówiąc o znaczeniu niewolnictwa w świecie arabskim i w imperium Osmańskim. Od połowy pierwszego tysiąclecia, wytyczony był, bardzo intratny, nowy szlak handlowy; niewolników sprowadzano z północno – wschodniej Europy, czyli z terenów zamieszkanych przez ludność słowiańską. Istniejące tam wówczas struktury rodowe i plemienne nie były jeszcze państwami, nie było więc komu ograniczyć ten proceder. Z czasem, na odległe „hiperborejskie” terytoria, skąd dostarczano niewolników, niejako zwrotnie, nałożona została niewolnicza denominacja. Niewolnik znaczył Słowianin, a Słowacczyzna kojarzyła się z prowincją dostarczającą niewolników. Jakieś pojęcie o opisywanych tu zależnościach etymologiczne – etniczne – geograficzne – gospodarcze dają poniższe słowa:

sclavus/ sklabos/ slave/ slavic/

Powstały dzięki tym słowom kontekst (etymologiczny, semantyczny, frazeologiczny) – niezmiennie – zachowuje pierwotną dwuznaczność. Angielskie the slave – znaczy niewolnik, ale już francuskie le slave – to Słowianin.

Kazimierz Rogoziński