Odium po niewolnictwie
Ponieważ język angielski to współczesna lingua franca, dlatego upowszechnił i utrwalił się pejoratywny kontekst znaczeniowy wynikający ze słowa ‘slave’. /a/ Czasowik: tyrać, harować, mozolić się, wykonywać czynności upokarzające, być uległym… /b/ Rzeczownik: służalczość, obediencja, zniewolenie ( także konwenansom), posłuszeństwo, uległość.
Słowiańskie terytoria poślednie
Piętno drugorzędności, pogaństwa, zacofania… na trwałe przyległo do wszystkiego, co słowiańskie. Dla Germanów, Sasów, a nawet Franków, była ono obiektywnym uzasadnieniem realizowanej nieprzerwanie misji cywilizacyjnej. Nam Wielkopolanom najbardziej utkwiła w pamięci brutalna real politik prowadzona przez Prusaków. Kolonizacją ziem zamieszkałych przez Słowian nie skończyła się nawet po demontażu „żelaznej kurtyny”.
Ekspansja gospodarcza Niemiec stała się środkiem prowadzącym do podobnego celu. Nawet po wstąpieniu II RP do UE, „współpraca gospodarcza” obudowana frazeologią liberalnej gospodarki rynkowej, była konsekwentnym drenażem zasobów i eksploatacją taniej siły roboczej oraz sukcesywnym podbojem (słowiańskich) rynków wschodnich, aby nie stały się konkurencyjnymi „rynkami wschodzącymi”. Ściśle i niezmiennie, ten współczesny neo-kolonializm wynikał z wyższościowego nastawienia o konieczności kontynuowania misji cywilizacyjnej Zachodu, o wyższości jego kultury tudzież z przekonania o nowoczesnej i bez/konkurencyjnej gospodarce, zwłaszcza niemieckiej.
Inny obraz słowiańszczyzny
Na szczęście, chociaż – jak na razie – na niewielką skalę podejmowane są próby wyprowadzenia słowiańszczyzny z cienia, w jakim skryła je historiografia i geopolityka Zachodu. Obiecującym tego przykładem, są slavistics sudies, uruchamiane zwłaszcza na fakultetach humanistycznych amerykańskich uniwersów. Obiecującym – ale do pewnego stopnia… Jak bowiem wynika z biografii Cz. Miłosza, aby pozyskać studentów dla takich stadies był on zmuszony prowadzić wykłada o … Dostojewskim. Co prawda działo się to pół wieku temu, po czym – za sprawą „karnawału ‘Solidarnoąści’ świat na krótko rzeczywiście zainteresował się Polską, ale to zainteresowanie jak rozbłysło, tak też szybko przygasło. Pora najwyższa, by je ponownie rozniecić.
Polska uzurpacja i megalomania?
Bez porównania łatwiej jest zanegować niźli obronić słuszność tezy o wyróżnionej roli Polski pośród innych narodów słowiańskich. Niemniej, taką próbę podejmuję, sięgając – mam nadzieję – po wyważone argumenty. Poczynając od czasów rozbiorów przez kataklizmy wojenne, po ostatnią wojnę Polaków z Polakami, przez ponad ćwierć tysiąclecia byliśmy poddawania bezlitosnej próbie wynarodowienia i wyeliminowania z europejskiej polityki i kultury. Mieliśmy stać się plemieniem Untermensch’ów, albo – jako priwislenskaja strana stać się pół-azjatycką prowincją. Przetrwaliśmy. Ale też bagaż – choćby dwudziestowiecznych zmagań o przetrwanie – jest przeogromny. Najpierw wraz z włączeniem PRL w sferę imperium sowieckiego narzucona nam została podległość wobec obcej władzy, która kapitalistyczny kolonializm zastąpiła forsowanym przez kreml komunistycznym internacjonalizmem. Wskazać można przynajmniej cztery główne środki „cywilizowania” Polaków na modłę sowiecką:
- Materializm. To nie tylko ideologia obrobiona naukowo w warsztatach filozofów, ale brutalna amputacja wymiaru duchowego z życia jednostkowego i całej zbiorowości.
- Urawniłowka. czyli wymuszona rzekomym imperatywem sprawiedliwości społecznej – równość podmiotowa i przedmiotowa; to z/równanie podmiot = przedmiot nie tylko w teorii, ale także w praktyce, w postaci sprawiedliwej dystrybucji towarów rozdzielanych na kartki.
- Walka klas, jako wynikająca z ewolucjonizmu (przyrodniczego i społecznego) walka zarówno o przetrwanie, jak i o władzę. Wróg, sprowadzany do figury: kapitalista, kułak, rewizjonista, ciemny katolik…, był w „nowym świecie” bytem równie niezbędnym, jak niewolnik w świecie starożytnym.
- Industrializacja. Kolejne piatileki były planami forsownej industrializacji. W ekonomii realnego socjalizmu przetwarzanie zasobów materii uznawane było za jedyny sposób gospodarowania. Produkcja „masy towarowej” – przekazywanej do (niby) sprawiedliwego podziału, a następnie do obrotu (bo rynku nie było) była ideologicznym aksjomatem. Dlatego głównym celem gospodarowania było „maksymalne zaspokojenie stale rosnących potrzeb” ( sic !). Nie – do – wiary – wprost, ale tak wyrażona utopia, ba, aporia, była przez dekady nadrzędnym hasłem polityki społeczno – gospodarczej w PRLu. Co równie ważne, równolegle, dzięki produkcji przemysłowej powiększać się mogły proletariackie masy. Dodatkowo, czy też w efekcie, utrwalano afirmację maszyny, kult mechanizacji i postępu technicznego.
Jeśli uwzględni się to, iż świadomość dwu pokoleń Polaków kształtowana była zgodnie z tymi priorytetami, to nie powinny dziwić opcja i poczynania elity politycznej, która doszła do władzy po upadku imperium sowieckiego. Absolwenci polskich uczelni nie byli zdolni podjąć konstruktywnego dialogu między sobą, ani tym bardziej z nasyłanymi nam (z Zachodu) ekspertami, „serwującymi” projekt transformacji systemowej bez alternatywy. Nie było elity, która zaproponowałaby pójście „trzecią drogą” (czyli: ani real – soc, ani wolno-amerykanka rynkowa). Stan zapaści kulturowej, naukowej i politycznej, w jakim utknęliśmy na długie lata potwierdza chociażby to, że po trzydziestu latach pojawiła się partia polityczna – efemeryda o tej samej nazwie, tylko po to, by tamtą ideę definitywnie skompromitować.
A odnośnie do, ukształtowanej w takich warunkach, świadomości Polaków to znalazła się ona w stanie głębokiej zapaści. Wcześniej – politycznie ubezwłasnowolni, odizolowani, doktrynalnie uprofilowani, „wyposzczeni”, w decydującym momencie transformacji ustrojowej – okazało się, że mentalnie zbałamuceni, w radykalnym zwrocie na Zachód i ku liberalnej gospodarce rynkowej widzieliśmy wyłącznie przyszłość naszego kraju. Transformacja ustrojowa, kuracja szokowa, wolta autorytetów naukowych (z dnia na dzień przestawiających się z ekonomii politycznej socjalizmu Marksa na liberalną gospodarkę rynkową von Hayeka) była niczym tsunami druzgocące wszystkie sfery naszego życia. Program Powszechnej Prywatyzacji wraz z emisją „kwitów” nazywanych bonami prywatyzacyjnymi okazał się zasłoną dymną skrywającą systemową prywatyzację ustępującego systemu, NB po niewczasie, dla zmylenia opinii publicznej – nazwaną „dziką”.
Wprawdzie niektórzy domorośli samoucy przedsiębiorczości próbowali otwierać swoje małe biznesy, ale nie mieli żadnych szans z transformującym się układem, z nomenklaturą uwłaszczoną na mieniu społecznym, ani tym bardziej nie mogli konkurować z zachodnioeuropejskimi koncernami, którym NB zapewniano preferencyjne warunki funkcjonowania. Wstąpienie do NATO i akces do UE był dla Polski jedynym celem, spełnieniem marzeń i aspiracji; słowem – „końcem historii”, która wcześniej nie szczędziła nam nieszczęść i upokorzeń. Ale „koniec historii” – jak się okazało – nie kończy dziejowych zmagań. Fatalizm dziejowy nas nie opuścił. Po dwudziestupięciu latach okazało się, że najpierw nasze wyzwolenie, a następnie integracja z bogatą Europą, nastąpiły nie – w – porę, bowiem dokonały się z opóźnieniem; zbiegły się z objawami postępującego zmierzchu cywilizacji Atlantyckiej i symptomami „zwijania się” Europy.
Kazimierz Rogoziński