Motto:

„Każda nauka stawszy się pewnego rodzaju filozofią

 staje się poezją”

Novalis

Jeśli dane empiryczne są podstawą każdej teorii (wyjątki tylko potwierdzają tę regułę), to kwantyfikacja wszystkiego jest założeniem przed-teoretycznym nie wymagającym uzasadnienia. Uzyskujemy tym samym wyjaśnienie, dlaczego przyrodoznawstwo – z jego konwencjonalną metodologią ilościową – stało się wzorcowym paradygmatem teorii dla ( niemal ) wszystkich nauk. Matematyka z królowej, awansowała do rangi cesarzowej wszech-nauk, podporządkowując sobie nie tylko fizykę, statystykę, ekonometrię, ekonomię matematyczną, logikę formalną, ale również nauki niegdyś nazywane humanistycznymi.

Jak większość pośród tych, którzy parają się nauką, byłem przekonany, że współczesne metodologia badań naukowych dlatego jest ilościowa, ponieważ fizyka stała się matematyką stosowaną, a z kolei technika – fizyką praktyczną. A skoro żyjemy w szczytowej (czyli schyłkowej – sic, i nie jest to oksymoron) fazie rozwoju cywilizacji technicznej, więc wszystko musi być zwymiarowane, unormowane, wystandaryzowane… Jakość, z także wartość muszą być przeliczane na mierniki/wskaźniki ilościowe.

Ale A. Cieszkowski, przekonująco wywodzi, że dominacja metodologii ilościowej powstała na skutek błędu samego Hegla, który zignorował dorobek Pitagorasa i jego szkoły w Krotonie.

Z czego wynikała odmienność ich stanowisk w kwestiach zasadniczych?

Matematyka Pitagorasa miała podstawy nie tylko numeryczno – ilościowe, ale jednocześnie ontyczne. Jej fundamentem były liczby będące nośnikami treściowych denominacji, a nie wyłącznie ilościowych odniesień. Jak nauczał, zbiór pierwszych dziesięciu liczb tworzy zestaw predykatów umożliwiających opisać mikro/makro/kosmos i obowiązujące w nich prawa.

Natomiast tyleż logiczny, co metafizyczny system filozoficzny Hegla osadzony był na cyklu następujących przekształceń:

jedność → wielość → ilość → jakość

Zwłaszcza ‘jakość’ jest pojęciem, które uwydatnia różnicę między Pitagorasem a Heglem. Dla pierwszego z nich, jakość była kategorią zapewniającą zachowanie Jedności wszechrzeczy; harmonijnej Jedności mającej matematyczne, co znaczy ontyczne uprawomocnienie. W jego – jakbyśmy dziś powiedzieli – holistycznym teoremacie ilość nie przechodzi w jakość. Między jakością a ilością zachodzi zależność odwrotna: przedmioty, obiekty tworzące wielość uzyskują odrębność (różnorodność, tożsamość…) dopiero dzięki predykatom jakościowym.

Błąd Hegla względem Pitagorasa ma swoje źródło w samej logice Hegla. System logiki bowiem rozpoczyna się u niego od abstrakcyjnego bytu , którego dalszymi kategoriami są nic i stawanie się, czyli płynne przejście z nicości w byt”. Wprawdzie jakość przeciwstawia ilości, /…/ ale w tym się myli, iż uważa kategorię ilości za postęp względem jakości, gdy tymczasem ilość jest daleko niższą, uboższą i abstrakcyjną od jakości kategorią, a zatem w logicznym wywodzie ją poprzedzać powinna. Nie ma bowiem nic bardziej abstrakcyjnego jak ilość sama, w porównaniu z którą jakość, choćby w najogólniejszym swym znaczeniu wzięta, już jest konkretnością, specyficznością, oznaczonością”. I jak podkreśla Cieszkowski: „Ten zaś błąd Hegla, który jak zwykle w szkole musiał się stać przesądem…

Prolegomena” s. 258 -259

Na tym cytacie poprzestaję, ponieważ literatura dotycząca sytemu filozoficznego Hegla jest bogata i łatwo dostępna. Można po nią sięgnąć, gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego niemieckiego „Arystotelesa nowożytności” uznać należy za patrona metod ilościowych w badaniach naukowych. Natomiast uwagę chciałbym skupić na Pitagorasie, który – dla odmiany – wyrasta na prekursora alternatywnej, jakościowej metodologii.

Podstawą jego systemu, w której matematyka łączy się teogonią i kosmologią nie jest abstrakcyjna ilość, tylko liczba. I od razu natrafiamy tu na paradoks, ponieważ posługując się konkretną liczbą Pitagoras tworzy równocześnie matematykę transcendentną:

  • „O” – w układzie liczb/pojęć bezwzględnych oznacza Istotę nieokreśloną, nieskończoność, Absolut
  • „1” – jeden, jedność jest liczbą Boga; wprawdzie Bóg to wielka Monada, ale działająca jako Dwoistość twórcza: jest treścią niepodzielną, a zarazem substancją podzielną niejako dwu-biegunową;
  • „2” – Diada to zdolność twórcza i płodząca Monady, pierwiastek czynny i bierny; męski i żeński; ze zjednoczenia ich mocy rodzi się świat
  • „3” – świat rzeczywisty jest potrójny, a Triada, czyli prawo troistości jest prawem ustrojowym wszechrzeczy i prawdziwym kluczem życia. Oto przykłady potwierdzające: CZŁOWIEK – istota złożona z ciała, duszy i umysłu; WSZECH/ŚWIAT – świat natury, ludzki, boski; triada WARTOŚCI – piękno, prawda, dobro
  • „4” – odsyła do tetragramu Pitagorasa, w którym człowiek potwierdza swoje zespolenie z harmonią wszech/świata

I dalej: z połączenia „3” i „4” powstaje siódemka desygnująca związek człowieka z Bogiem; oznacza ona również siedmiostopniowy proces urzeczywistniania, i tym samym wyobraża dynamikę prawa rozwoju. Z dodania trójki i siódemki powstaje dziesięć – liczba doskonała.

 Filoleos (najwybitniejszy przedstawiciel szkoły Pitagorejskiej, NB prekursor nie-geocentrycznego modelu kosmosu) wyraził sedno nauki swojego mistrza następującym gnomem:

to liczba daje rzeczom ciało, ponieważ czyni rzeczy poznawalnymi.

Wniosek: świat, w jakim żyjemy ukształtowany zastał przez spadkobierców heglizmu. Ale na progu ku nowoczesności był taki moment w naszych dziejach, że bezkrytyczne przyjęcie schedy po Heglu natrafiło na opór. Mieliśmy szansę stać się wyjątkiem, ponieważ nasza filozofia romantyczna – w opozycji do heglizmu – zrodziła się, by wspierać „pracę organiczną”. ORGANICZNOŚĆ miała nadać pracy jej ponad – ergonomiczne znaczenie, a jej wytwory zharmonizować z istniejącym. Wprawdzie owa PRACA trzech pokoleń Wielkopolan to wielkie historyczne dokonanie, jednakże nie znalazło ono kontynuatorów; co więcej, z czasem ich osiągnięcia zostały zdezawuowane przez pozytywistów warszawskich.

Notka biograficzna:

A. Cieszkowski, Prolegomena do historiozofii, Warszawa, 1972

E. Schurè, Wielcy wtajemniczeni, przekład R. Centnerszwerowa, Kraków, 2017

Kazimierz Rogoziński