PRACA
[warsztat] pracy stał się miejscem, w którym technika została sprowadzona na „ziemię odmowy” (Cytat z dysertacji).
Wśród wyróżnionych i przytoczonych wyżej pojęć, ‘pracy’ przysługuje osobna uwaga. Jako tytułowe pojęcie rozprawy doktorskiej desygnuje ono najważniejsze punkty/obszary styku filozofii Tischnera z ekonomicznie desygnowaną teorią usług. Z obu perspektyw, zasadnie jest ubolewanie filozofa, że nie etyka, tylko ekonomia zajmuje dziś kluczowa pozycję w debacie o pracy.
Skutek tej dominacji ujawnia powstały rozziew znaczeniowy. Mianowicie dla filozofa praca jest dialogiem, rodzi się z mowy, bowiem w/przy pracy ludzie rozmawiają; a taka „mowa pracy”, roz/mowa przy pracy, jest podstawą rozwoju człowieka. Słowem, praca jest wyrazem „dobrej woli”, środkiem ekspresji i akceptowalną – zadaną – formą rozwoju człowieka.
Ekonomista jednakowoż dostrzeże, iż obraz pracy nakreślony przez filozofa – jest nieadekwatny, ponieważ jest wyidealizowany i być może odnosi się do pracy wykonywanej niegdyś w warsztacie rzemieślniczym, ale już nie w korporacji. Praca, poczynając od pierwszej rewolucji przemysłowej, ulegała gruntownym przeobrażeniom. Można je odtworzyć sięgając po opisany przez H. Arendt proces przekształcający fatio/ herstellen w laboro/arbeiten; można również wykazać, jak praca nie tylko stała się przymusem ekonomicznym, jedynym sposobem zarobkowania, pozyskiwania środków na przeżycie, ale także uznana została za towar – jak każdy inny przedmiot transakcji – co wyczerpująco opisał K. Marks – aż w końcu stała się pracą wyalienowaną.
Zauważalne jest też, ukształtowane w warunkach realnego socjalizmu, Tischnerowskie rozumienie pracy, które obciążone zostało jednym poważnym błędem. Nieprzekonujące jest tłumaczenie filozofa, dlaczego w PRL–u wykonywana praca była nie autentyczna, tylko fikcyjna. Dodać wypada, że paradoksalnie, tym bardziej stawała się fikcyjna, im bardziej wspierana była przez ekonomię polityczną socjalizmu, cybernetykę, ergonomię, prakseologię, teorię „dobrej roboty”. Ale powodem zasadniczym był brak obiektywnej waluacji jej rezultatów, krótko mówiąc: brak rynkowej weryfikacji jej wyników. Jeśli przyjmiemy, że jedynie w swobodnej konfrontacji („grze”) popytu z podażą, finalizowanej transakcją kupna – sprzedaży, określić można realną wartość towaru/wytworu, to wówczas może się okazać, że wykonana praca była nie tylko nieautentyczna, ale zwyczajnie zmarnowana.
Inne jest też podstawowe źródło wyzysku, który jest „chorobą prący” ; dodam – nieuleczalną. Jest nim nie tyle „zakłócenie struktury dialogicznej pracy”, ile przywłaszczanie wartości dodatkowej, która – w większości – zostaje przejęta NIE przez tego, który ją wytworzył.
Stwierdzić należy z uznaniem, że Doktorant dystansuje się od Tischnerowskiej „wykładni” pracy powstałej w innym – utopijnym – systemie gospodarowania. Uwspółcześnia dyskurs. Rekonstruując istniejący stan rzeczy, przytacza przykłady patologii pracy, omawia przerażające wyniki badań instytutu Gallupa (tylko 13 % pracujących widzi sens w tym, co robi). Pomimo dostrzeganej patologii pracy, Doktorant jednak nie traci nadziei na rewitalizację dialogiczno – personalistycznego wymiaru pracy.
Trudno jest mi zdobyć się na podobny optymizm; mam wątpliwości, czy taka korekta jest jeszcze (w ogóle ) możliwa? Przecież zachodzące w finalnym stadium cywilizacji Zachodniej procesy komputeryzacji, automatyzacji, robotyzacji są zaprzeczeniem tego, co zwykło się nazywać humanizacją pracy. A przecież dopiero jesteśmy w początkowej fazie czwartej rewolucji przemysłowej i obserwować możemy jedynie symptomy zjawisk spowodowanych przez AI próbującej wykorzystywać komputery kwantowe.
Niemniej, w całości podziałam pogląd Doktoranta, iż w przełomowym momencie, w jakim się aktualnie znajdujemy, kluczową staje się kwestia: jak zaprojektować system, aby a k t świadczenia pracy usługowej nie został wchłonięty przez zautomatyzowane procesy pracy sterowane przez AI.
Tak oto dochodzimy do rozdziału piątego rozprawy doktorskiej. Jest to część pracy, w której Doktorant – po uprzednim merytorycznym uporządkowaniu pola badań, może teraz poruszać się bardziej swobodnie. Wcześniej starał się bowiem wiernie adaptować filozofię Tischnera do przyjętej w dysertacji tezy, gruntownie uzasadniając znaczenie pracy usługowej w życiu człowieka. Przeprowadzając ową adaptację Doktorant – co zrozumiałe – utożsamiał się ze stanowiskiem filozoficznym Mentora, potwierdzając trafność jego wywodów. Natomiast ja, korzystając z uprawnień przysługujących sprawozdawcy – recenzentowi, skorzystałem z okazji, by zaprezentować swój własny, niekiedy polemiczny punkt widzenia. Powyższe uwagi merytoryczne, odnoszące się do filozofii Tischenra, traktuję nie tyle jako wypowiedź deprecjonującą wywody Doktoranta, ile okazję do przedyskutowania zwłaszcza tych kwestii, które wymagają pewnych uzupełnień, a niekiedy korekty.
Kazimierz Rogoziński