Mówisz Niemcy, lecz nie wiadomo, czy masz na myśli państwo/kraj, czy też zamieszkujących w nim ludzi. I ta niejednoznaczność pojawiać się będzie w każdym pytaniu o to, kim tak naprawdę są Niemcy ?
Co można pewnego o nich powiedzieć? Chyba tylko to jedno, że są naszymi sąsiadami zza Odry i Nysy. Ale to – wydawałoby się bezdyskusyjne stwierdzenie – nie rezonuje symetryczną odpowiedzią drugiej strony. W styczniu 2026 roku, kanclerz Merz publicznie obwieścił: „Rosja jest krajem europejskim, naszym największym sąsiadem”. Expresis verbis wyraził to, co Kanzlerin Merkel powtarzała przez całe swoje wieloletnie kanclerskie urzędowanie.
Ta geopolityczna amnezja nie powinna dziwić. Jak bowiem można przeczytać w „Notatkach i szkicach” A. Cieszkowskiego: „Słowiańszczyzna zapoznana, zignorowana i zaniedbana nawet w porównaniu z Chinami zaczyna Niemców interesować”, czyli zostaje odkryta dopiero w połowie XIX wieku, kiedy wytyczali granice Mitteleuropy.
Przytoczonych wyżej słów kanclerzy Rzeszy nie można traktować jako przejęzyczenie, raczej jako zapowiedź – uprawdopodobnienie tezy, formułowanej w tym artykule: im większa, im dokładniejsza znajomość Niemców, tym trudniejsza staje się ich charakterystyka. Na taką trudność – co postaram się wykazać – poza Polakami, natrafiali również Francuzi (odwieczni sąsiedzi Germanów). Dotyczy to zwłaszcza Wielkopolan, zmuszonych w XIX wieku do studiowania na niemieckich uniwersytetach i niejako od środka poznających duchową i materialną specyfikę Niemiec.
Ale zacznijmy od wieszcza.
Adam Mickiewicz przebywał (chociaż bez złośliwości powiedzieć wypada: bawił) w Wielkim Księstwie Poznańskim przez kilka miesięcy na przełomie 1831/1832 roku. Miał więc okazję niejako z autopsji zetknąć się nie tylko z administracją, ale też i kulturą prusko – niemiecką. Za szczytowy wytwór tej ostatniej uznawał – jak większość Europejczyków – filozofię Hegla. Poeta – jakim go widział M. Zdziechowski – „duszą całą szukał prawdy i Boga i duszą całą trzymał się powszechnego katolickiego Kościoła”, więc całkowicie odrzucał filozofię Hegla uznając ją za chorobliwy wykwit spekulatywnego racjonalizmu niemieckiego. Jednoznacznie opowiadał się za polską i francuską intuicją uczuciową. Odnotujmy zatem, według Mickiewicza, wyrozumowany i praktyczny stosunek Niemców do rzeczywistości (owych mieszczan zamkniętych w swoich miastach), miał być tą cechą, która przesądzała o różnicy między Germanami a nami Słowianami.
Również do tych zasadniczych odrębności między obu narodami – polskim i niemieckim, odwoływali się przedstawiciele romantycznej filozofii polskiej.
Wspomniany August Cieszkowski („Prolegomena do historiozofii”) widział Niemców jako naród miotający się między skrajnościami: z jednej strony, życie rozpływające się w drobiazgowej skrupulatności, a z drugiej – czysta i wyniosła abstrakcja, obciążona jednostronnością oglądu. Poddane dyktatowi rozumu praktyczne życie zabija ducha w tym narodzie; zamiast ducha emanującego autentycznym życiem, pojawiły skostniałe normy prawne. W końcu pojawia się heglizm i Duch absolutny (idea Boga) kulminuje w państwie, które wchłonęło także Kościół.
Te trafne spostrzeżenia pozwalają stwierdzić, iż granica między sacrum a profanum ulegała systematycznemu zatarciu, ponieważ siła formująca rzeczywistość spłynęła z Boga na człowieka. Skutkiem tego była sakralizacja profanum, a kulminacją tego procesu – ubóstwianie Führera.
Ale wcześniej wybuchła pierwsza wojna światowa.
Dopiero hekatomba lat 1914 – 1918 (w której tylko Rzesza Niemiecka straciła ponad dwa miliony żołnierzy), spowodowała radykalne odwrócenie opinii Europejczyków o Niemcach. Odtąd trzeźwy i jasny rozum, racjonalny osąd prezentują Francuzi i Włosi, natomiast Niemców znamionuje sentymentalizm tudzież nieobliczalna uczuciowość wzmocniona opętańczą ideologią.
Niemcy jako naród przede wszystkim sentymentalny, przeistaczają podszepty uczucia i namiętności w aksjomaty, nie dopuszczając żadnej dyskusji. Oni nie dowodzą, lecz wieszczą, nie widzą konieczności nie tylko uzasadnienia, ale nawet jasnego określenia tego, co myślą, czują i chcą.
Ernest Denis
Inny Francuz uzupełnia tę charakterystykę podkreślając, że miraż wojenny spowodował powstanie swoistego niemieckiego mistycyzmu. Jest nim
Mistyczna wiara we własną wyższość, dzięki której mają oni niepodzielne prawo „wyzyskać świat cały dla własnej korzyści, zdobywszy go wprzódy”.
Gustaw Le Bone
W podobnym tonie utrzymana była opinia włoskiego intelektualisty, że mianowicie, w Europie nieprzerwanie toczy się walka między germańskim zmysłem nieskończoności a łacińskim zmysłem miary. (Wilhelm Ferrero)
Wraz z dociekaniem przyczyn wybuchu pierwszej wojny światowej „zdetonowane” zostały ładunki na antyniemieckich stanowiskach rozsianych we Francji i Italii. Zarzucano Niemcom że – jak pisze M. Zdziechowski – romantyzm przenieśli ze sfery poezji i filozofii w sferę brutalnej potęgi woli, że dopuścili do „militaryzacji intelektualnej” swojej kultury. Ich niepowściągnięty romantyzm skojarzony z jedyną w swoim rodzaju dyscypliną polityczną wyzwolił ową Wille zur Macht.
Wyważony głos rektora Uniwersytetu Wileńskiego pozwala stonować kontrowersje.
M. Zdziechowskiego, którego artykuł (pisany w 1917 roku) tu wykorzystuję, uznać należy za reprezentanta wypośrodkowanej opcji. Przytoczone wyżej zarzuty zachodnich Europejczyków wobec Niemców uznaje on za tendencyjne, a nawet nieuzasadnione. Podstawę tych skrajnie negatywnych ocen upatruje w nieporozumieniu wynikającym ze stereotypowej antynomii: romantyzm advers. klasycyzm; uczucie advers. rozum. To właśnie postać i skrajne stanowisko naszego największego wieszcza pozwoliły Zdziechowskiemu przeprowadzić wywód wyjaśniający, zbudowany na bardziej wyważonej argumentacji.
Wskazując na ideową postawę wieszcza można stwierdzić, że jest on wybitnym przykładem twórcy romantycznego, a więc tym samym, A. Mickiewicz reprezentuje romantyzm wysoki, rzec można podniebny, o wyraźnie religijnych, mesjańsko – mistycznych, inspiracjach. Natomiast na przeciwległym biegunie sytuuje się romantyzm przyziemny, ale nie pozbawiony porywów ducha, tylko starający się inaczej je spożytkować.
Poeta dając wyraz swej profetycznej wizji obwieszczał, że wreszcie czas się wypełnił i pora obwieścić nastanie nadziemskiego ideału – Królestwa Bożego na ziemi. Zrządzeniem Opatrzności, obu narodom – Polakom i Francusom – przypada do spełnienia odpowiedzialna misja dziejowa, bo też przede wszystkim my – Słowianie – zostaliśmy wyróżnieni i posłani. Polacy bowiem to naród, który ową misję okupił bezmiarem ofiar; nadto jako reprezentanci zachodniej słowiańszczyzny do dziejów Europy możemy wnieść doświadczenie autentycznej demokracji, fundowanej na gminowładztwie, jest nam też obcy azjatycko – mongolsko – rosyjski autorytaryzm. Bratnim narodem są dla nas Francuzi – reprezentanci racjonalizmu entuzjastycznego, są oni też nacją zdolną do rewolucyjnych przeobrażeń. Ale to dzięki polskim katolikom moralność prawdziwie ewangeliczna przeniknie narody europejskie i zapanuje między nimi pokój.
Ale czy kiedykolwiek uda się zaprowadzić Królestwo Boże na ziemi ? Zastanawia się Marian Zdziechowski i wskazuje na odmienne drogi realizacji tej millenarystycznej wizji. Rektor tonuje wizje Mickiewicza dozą sceptycyzmu.
Odnośnie do przypisanego zachodnim (Francja) i wschodnim (Polska) sąsiadom Niemiec mesjańskiego posłannictwa, to raczej Germanie wykazują się większym rozsądkiem, to raczej ich cechuje realizm. Nie na szczytach abstrakcyjnej duchowości kształtowała się ich umysłowość; a raczej wprost przeciwnie, ich świadomość podlegała jakby oddolnemu formowaniu. Odrzucali radykalizm ideowych rozstrzygnięć uznając, że można być romantykiem, posiadać zmysł nieskończoności a jednocześnie dowodzić, iż przeszkody rzeczy ziemskich są możliwe do usunięcia; można podrywać się do walki z ograniczeniami zniewalającymi człowieka, ale też można intensywną pracą przemieniać ten świat zgodnie z wolą człowieka.
Można bez trudu wymienić plejadę najwybitniejszych filozofów niemieckich (od I. Kanta poczynając, a na F. Nietzsche kończąc), których dzieła dowodzą, do jak wielkich czynów zdolny jest człowiek.
I dopiero w takim pogłębionym ujęciu odsłania się to, co nadaje Niemcom wyraźnie odrębne cechy charakteru.
Zauważmy zatem, iż religijna zasada głosząca, że człowiek jest imago Dei została przez nich odwrócona; człowiek zapragnął być równy Bogu. I tak stał się Übermenschem. Naród skupiający nad-ludzi dokonał samowywyższenia ponad inne narody, poczucie woli mocy (Wille zur Macht) – zwłaszcza w wyniku zapalczywości pruskiej – stało się podstawą Realpolityk, zarzewiem siłowych rozwiązań i podboju krajów sąsiedzkich.
Podkreślić trzeba, że to samoupojenie swoją potęgą ugruntowane zostało na solidnym ethosie (z dostrzegalnym rysem pietystycznym) tudzież na mocnych gospodarczych podstawach. Niemcy okazały się tym pierwszym europejskim krajem, w którym idea postępu ziściła się realnym kształtem industrializmu, a tenże – już jako ideologia postępu – przeniknął wszystkie sfery życia.
Po pierwszej przegranej wojnie, Niemcy w wyniku forsownej industrializacji poczuli ponowny przypływ mocy i nabrawszy pewności siebie, rozpętali drugą wojnę światową. I chociaż zakończyła się ona dla nich kolejną klęską, pomimo tego, niezmiennie tkwią w przekonaniu, że są najważniejszym państwem w UE. Przekonanie to wynika z oczywistej konstatacji, iż Republika Federalna jest dodatkiem do niemieckiego przemysłu, że na tej materialnej podstawie osadzony został ich Gescheft.
Tę właściwość z kolei potwierdzają obserwacje Witolda Gombrowicza, który w 1963 roku, po ponad dwudziestu latach pobytu w egzotycznej Argentynie trafia – jako stypendysta – do Berlina. Oto, co zapisał w „Dzienniku 1961 – 1969” t. 3. obserwując Niemców:
I widziałem, że każdy z nich ma coś do robienia, coś konkretnego, egzaminy, biuro, warsztat, malarstwo może lub literatura, produkcja, fabryka, technika, ono wytwarzali, a wytwarzając przetwarzali, i to im wyznaczało na razie i póki co ich sens, funkcję, rolę. /…/ W czasie całego mojego pobytu w Berlinie nie nasunął mi się ani jeden Goethe, Hegel, Beethoven, nic nawet, co by z daleka ich przypominało. Nie brak na pewno świetnych talentów technicznych, ale genialność – ta duchowa – uciekła z ludzi w produkt, w maszynę, gra w furczeniu pasów transmisyjnych, tam są genialni… poza sobą… Ich zdrowie ! Ich równowaga ! Ich dobrobyt !
Jeśli, konstatując, uznać, że przekonanie o swojej wyższości Niemcy budują na produkcji przemysłowej i na Rzeszy – jako państwie prawa, to tym samym są krajem, w którym zatryumfował racjonalizm, jako wykwit rozumu (chytrze) rachującego. Panujące za Odrą „Samowładztwo rozumu” – jak je nazywał K. Libelt – tworzy podstawy do stwierdzenia, iż rację należałoby przyznać jednak … Mickiewiczowi.
Kazimierz Rogoziński