Dziś zakrawa o paradoks, że w starożytnej Grecji człowiek stawał się wolny dzięki przynależności i integracji do polis. Jednostka (zoon politikon) była częścią wspólnoty, skąd czerpała swoją rację bycia i podstawę samookreślenia (tożsamość niewolnika określana była przez przynależność do pana). Idiotą był nazywany ten, kto nie mógł uczestniczyć w żadnej istotnej ludzkiej aktywności pospołu z innymi obywatelami, ze względu na jego prywatność/prywatę, jednoznacznie nacechowaną negatywnie.
Powyższy wywód prowadzi do następującej konstatacji: zaktualizowane znaczenie tego określenia pozwala stwierdzić, że idiotą jest dziś przede wszystkim ten, kto neguje znaczenie sfery publicznej, obecnie zasadniczej domeny dobra wspólnego.
Kazimierz Rogoziński