Problem badawczy
Doktorant gruntownie przestudiował cały dorobek naukowy i publicystyczny J. Tischnera, ale fundament merytoryczny dla przeprowadzonego w dysertacji dyskursu tworzą dwie parce „Filozofia dramatu” i „Spór o istnienie człowieka” (NB drugi tytuł jest wyraźnym nawiązanie do dzieła R. Ingardena). Dramatyzm ludzkiej egzystencji wpisany w kontekst conditio humana obejmuje rozległy zakres refleksji, wymagający wprowadzenia ograniczeń. Jest nim ograniczenie zakresu przedmiotowego rozprawy doktorskie do ‘pracy usługowej’ i wykazanie, że dramat, by nie powiedzieć tragizm pojawia się w następstwie systematycznie i systemowo postępującego jej wynaturzenia, aktualnie kulminującego cyfryzacją.
Uznaję to za trafne sformułowanie problemu badawczego, albowiem „praca usługowa” jest rudymentarną aktywnością człowieka. Jest tak ważną aktywnością ponieważ: a/ służy zaspokajaniu podstawowych potrzeb; b/ jej wykonywanie wymaga nie tylko określonego rodzaju kompetencji, ale ‘otwiera’ na współpracę osoby zaangażowane w świadczenie usługi; c/ nawiązywane w trakcie świadczenia pracy relacje usługowe nie tylko formują uczestników tego wydarzenia, ale też tworzą trwałe więzi międzyludzkie, niezbędne na wszystkich poziomach współżycia społecznego; d/ dzięki usługom powstaje tkanka społeczna osadzona na zaufaniu, co dziś określa się mianem „kapitału społecznego”.
Logoi – kategorie objaśniające pokrewieństw filozofii J. Tischnera z myślą ekonomiczną i ich pochodne pojęcia
Za szczególnie cenny uznaję wysiłek Doktoranta, dzięki któremu ujawnione zostają ekonomistom nie tylko dramatyczne konsekwencje uruchamianych (powiedzmy, w dobrej wierze) procesów. Ponadto wyraźnemu poszerzeniu ulega horyzont poznawczy obejmujący rozległy obszar działalności usługowej. Ten wkład Doktoranta dla pogłębienia ekonomicznej myśli o usługach chciałbym wykazać na przykładzie eksplikacji, jakiej dokonał odnośnie do kluczowych pojęć w zakresie gospodarowania usługami.
Człowiek
Czym jest ludzkie proprium ? Co skrywa się pod „maską ciała” ? Już te dwa pytania wszczynają niekończącą się dyskusję. Odnosząc się więc do „sporu o istnienie człowieka”, w którym aktywnie uczestniczył J. Tischner, wprowadzam od-usługową perspektywę i zwracam uwagę na aspektowo ujęte, wybrane zagadnienia odnoszące się do ludzkiej podmiotowości.
Człowiek – istota ludzka, jestestwo, Dasein, monada, aktor, pracownik, … wszystkie te określenia stosowane są w dysertacji po to, by cały wywód osadzić na solidnym antropicznym fundamencie. Ale człowiek, to ens ineffabile, więc zarysowany przez Doktoranta wielostronny obraz człowieka – moim zdaniem – wymaga jeszcze aktualizującej korekty. Z zawartych w dysertacji Tischerowskich charakterystyk człowieka wyłania się skala przeobrażeń, jakie dokonały się w minionym półwieczu, wręcz zmieniających naturę człowieka. Pojawia się kwestia, na którą Doktorant zwraca uwagę: skoro człowiek to „nigdy niekończący się projekt”, to jakie są granice tej transformacji ? Jeśli jest jakiś niezmienny rdzeń człowieczeństwa, to co miałoby go tworzyć ?
Już same te pytania uzmysławiają nam stan kryzysu, w jaki popadła myśl antropologiczna – pełna niedopowiedzeń i odmiennych ujęć. Z jednej strony mamy radykalizm Tischnera wyrażony w jego definicji człowieka: „człowiek jest bytem odpowiedzianym za drugiego człowieka”, a z drugiej – widzimy wyraźnie, że wyobcowane narcystyczne ego poddane zostało procesowi atomizacji, procesowi prowadzącemu w konsekwencji do uprzedmiotowienia człowieka i reifikacji jego środowiska życia.
Dziś zamiast osoba samo/rozumiejąca, powiedzielibyśmy – jednostka zewnątrz/sterowalna; podmiot, który chcąc być indywiduum – naśladuje osobowość rozpoznawalnej osoby publicznej ( trend – lansjera, celebryty). Potwierdza się, że jest monadą bez okien, bowiem okna straciły znaczenie, jako że ważniejsze od okien są anteny, ale najważniejsze są: niezawodny system zasilnia bez/przewodowego, trwałe podłączenie do ‘mediów’ i rozgrzane łącza czynne 24 godziny na dobę.
To uświadamia nam, jak trudne staje się zlikwidowanie rosnącego dystansu i pogłębiającej się obcości między monadami.
Równocześnie obserwowany zanik duchowości powoduje, że człowiek jest skłonny akceptować ograniczenia. Godzi się na nie , ponieważ immanencja zastąpiła transcendencję, a osiągnięcia nauki gwarantują wiarę w permanentny postęp. Pandemia jest przykładem tego, w jaką pułapkę – zastawioną przez naukę i wspomaganą przez mass/media – wpadł człowiek skoncentrowany na swojej somatyczności. Jak w tak zarysowanej sytuacji obronić tezę, iż człowiek to przede wszystkim osoba, samo/rozumiejąca się istota, Werttrȁger – twórca i poręczyciel wartości ?
Z perspektywy usługoznawstwa można jednak dodać coś istotnego do tej mało optymistycznej charakterystyki współczesnego człowieka: Bez ludzi nie ma usług, a ludzkie minimum minimorum to usługo/dawca i usługo/biorca. I podążając za myślą M. Bubera stwierdzić należy, że „pierwsze słowo Ja – Ty” wyraża relację archetypową, która na obecnym etapie rozwoju przybiera też formę relacji usługowej, będąc jednocześnie szczególnym rodzajem spotkania.
Spotkanie
Jest to ważne pojęcie, ponieważ każdorazowo wnosi potencjał zmiany, niekoniecznie w kierunku dobra, dlatego wypełnić je powinien dialog. Spotkanie jest wydarzeniem, a towarzyszące mu przeżycia są dla Tischnera nie tylko doświadczeniem innego człowieka, ale również „szczytowym doświadczeniem w ogóle” (s. 82). Jest tak dlatego, ponieważ wydarza się ono w horyzoncie dobra. Czy takimi spotkaniami wypełniamy naszą codzienność ? Raczej skazani jesteśmy na porozumiewanie się za pośrednictwem komunikatorów, na meetingi i chaty on – line, na pracę coraz bardziej zdalną. Hasło: keep a dystance nie straciło aktualności. Cały ten po-covidowy habitus sprawia, że spotkanie jako takie, spotkanie twarzą – w – twarz, tym bardziej nabiera wyjątkowego znaczenia – staje się autentyczną wartością.
Otwartość
Formalnie rzecz biorąc oznacza otwartość: 1/ na drugiego człowieka ; 2/ na to, co dzieje się na scenie; 3/ na Boga – co Doktorant proponuje nazwać otwarciem agatologicznym (s. 75).
Ponieważ zasadniczo jest to otwarcie na Inne Ty więc ma charakter intencjonalny i dialogiczny. W wyniku tego potrójnego otwarcia ograniczeniu ulega wymiar subiektywny, ponieważ spotkanie będące relacją interpersonalną pozwala przezwyciężyć jednostronny punkt widzenia. Otwartość implikuje synkretyzm i kompromisową postawę. Ale czy owe następstwa wynikające z otwartości uznać można za zasadę skutkującą zbliżeniem stanowisk i poglądów ? Zwłaszcza w świadczeniu usługi często okazuje się, że relacja Ja – inne Ty nierzadko przybiera formę Ja – inne Ja, co oznacza rzutowanie, postrzeganie innego człowieka przez pryzmat wybujałego ego. Potrzeba dodatkowego wysiłku, ale i cierpliwie poprowadzonego dialogu, aby ta relacja nie przekształciła się w relację Ja – jakieś Ono, ale by utworzyła sekwencję: Ja – Ty – My.
Otwarcie się na inne Ty jest warunkiem wszczęcia współpracy zmierzającej do wykonania usługi; to właśnie owo współdziałanie jest szansą urzeczywistnienia dobra. Takie świadczenie skutkuje wzajemną akceptacją – zbliżeniem – kontaktem… jako zaczynem więzi i źródłem lojalności. Ale kto dziś chce się w jakikolwiek sposób się wiązać ? Absolutyzacja wolności osobistej z góry neguje tego rodzaju zależność sprawiając, iż lojalność traktowana jest jako ograniczenie, a odpowiedzialność uznawana za zniewolenie.
Dialog
Dialog wypełniający i scalający spotkanie jest tym medium porozumiewania (się), które zabezpiecza relację interpersonalną przed zaprzepaszczeniem szansy wypracowania pozytywnego rezultatu. Dialog to przede wszystkim rozmowa, nie tylko elokwencja, ale też umiejętność słuchania; roz-mowa to także mowa ciała, jedyny rodzaj komunikowania się, który można nazwać bezpośrednim.
No cóż, żyjemy w czasach, kiedy wiele ważnych określeń straciło swoją moc eksplikacyjną: bliski – okazuje się daleki; bezpośredni – znaczy: zdystansowany; wspólny – czyli medialnie „społecznościowy”; obywatelski – partykularny … Masowe korzystanie z komunikatorów sprawia, że przestajemy ze sobą rozmawiać.
Dar/obdarowywanie
Zdolność wzajemnego obdarowywania ma przynajmniej dwa wymiary. Po pierwsze oznacza, że usługodawca świadcząc – daje świadectwo, potwierdzone odpowiedzialnym stosunkiem do przedmiotu świadczenia. Usługo/dawca, jako dar/czyńca sprawia, że obdarowany – w reakcji na owo obdarowanie – nie chce być wyłącznie pasywnym od/biorcą, chce w zamian po/darować coś od siebie.
Jest i drugi wymiar odnoszący się do sprawstwa, który zwłaszcza w działalności usługowej oznacza „dać coś więcej” niż tego wymaga minimum realizacyjne; obdarować znaczy również : nie szczędzić wiedzy fachowej, kompetencji, staranności…, by obudować rdzeń usługowego produktu (zwłaszcza tzw. komplementarną otoczką). To właśnie świadczenie przewyższające oczekiwania, w postaci owego naddateku, stało się podstawą określania jakości usługi.
Wzajemność
Do pojęcia wzajemności odnosi się przede wszystkim sformułowana w antropologii Arnolda Gehlena teza o nie samowystarczalności bytowej człowieka. Żyjemy, przeżywamy korzystając z pomocy innych, zaciągając wobec nich dług przez całe zżycie.
Natomiast w ekonomicznym kontekście – wzajemność sprowadzona zostaje do wymiany – w miarę – ekwiwalentnej. Dla Tischnera we wzajemności zapośredniczone zostaje dobro, co dodaje ważną cechę zjawisku urzeczywistniania wartości, tak ważnemu w działalności/pracy usługowej. Wzajemność wyrażają określenia poprzedzone partykułą współ – . Doktorant za Tischnerem zwraca uwagę, że do wszczęcia tej aktywności dochodzi dzięki uprzednio skierowanemu zaproszeniu – zagadnięciu ze strony usługobiorcy, skutkującemu sformułowaniem zlecania. Jest to niesłychanie ważny moment wszczynający relacje usługową, ponieważ potwierdza autonomiczność decyzji wyboru, a ponadto wprowadza do dialogu stron osłonę prawną.
Ze wzajemności wyprowadzona zostaje zdolność obdarowywania, bez której uwzględnienia niemożliwe byłoby zrozumienie znaczenia tych dwóch słów, jakimi obdarował nas język polski: usługo – DAWCA oraz usługo – BIORCA. Dla Tischnera ‘dar’ jest rodzajem świadectwa, zatem dzięki powyższemu dokładnemu zdefiniowaniu podmiotów możliwe się staje zrozumienie czym jest ś w i a d c z e n i e p r a c y, będące do/świadczeniem (w urzeczywistnianiu dobra) i przy/świadczaniem, że jest dobrem dla usługobiorcy.
Egzystencja
Pojęcie ‘egzystencja’ naprowadza poprzez źródłowe ex – sito na transcendowanie. Jest ono ważne nie tylko dla filozofa z Łopousznej, ale również dla filozofa z Todtnaubergu (którego Tischner tłumaczył) w czym są zgodni: egzystencja to „trwanie w rozświetleniu bytu”. Jej częste przywoływanie w dysertacji służy wykazaniu, iż egzystencja nie jest wegetacją. Może okazać się życiem marnym i zmarnowanym z powodu niemożności lub niezdolności do zadomowienia się (wszakże „etycznie zamieszkuje człowiek”).
Zrekonstruowany w rozprawie doktorskiej P. Nowaka dramat ludzkiej egzystencji staje się bardziej wymowny, uzyskuje dramaturgię przez odniesienie do konsumpcjonizmu skażonego hedonizmem.
Dramat
Wprowadzenie słowa ‘dramat’ implikuje pojawienie się sceny, co to sprawia, iż określenie to przestaje być tylko metaforą , bo przecież scena – aktorzy – scenariusz, didaskalia i dekoracje tworzą wyodrębniony fragment przestrzeni społecznej, w/na którym wiele się dzieje, ponieważ spotykają się tam ludzie. Skoro spektakl zaczyna rozgrywać się w theatrum mundi – pojawiają się (bo muszą ) zaburzenia w jego przebiegu. Jedna ze scen rozgrywa się w warsztacie. I oto, owo miejscu spotkania jakim jest warsztat wypełnia m a s z y n a, a człowiek najpierw staje się dodatkiem do maszyn, aż w końcu zostaje przez nią wyrugowany. Homo laborans staje się istotą dramatyczną (s. 166). Odsłaniając prawdę o sobie – uczestniczy w dramacie, pytanie: jakim ? W którym sam sobie tworzy ? Czy też jest tylko miernym aktorem pojawiającym się na scenie przygotowanej dla takich jako on bezwolnych odtwórców ?
Jedno wydaje się być pewne, że w końcu jedynym rekwizytem pojawiającym się na scenie będzie laptop.
Wartość
Wypada najpierw odnotować, iż ‘wartość’ w dysertacji jest tą kategorią, która wraz z pojęciem ‘człowiek’ tworzy klamrę spinającą cały dyskurs, ale też jednocześnie ujawniającą swoją opozycyjność. O ile bowiem ‘człowiek’ Tischnera zasadniczo różni się od ‘konsumenta’ Kotlera, to ekonomiczna kategoria ‘wartości’ – w wyniku jej redefinicji – wyraźnie zbliżyła się do ‘wartości’ nadawanej jej przez aksjologię. Rekonstruuję owe przekształcenia w maksymalnym skrócie.
Niezależnie od znanego uporządkowania wartości przez M. Schelera wprowadzam zaktualizowaną jej klasyfikacje:
Wartość ekonomiczna
Niezmiennie, zarówno w teorii, jak i praktyce gospodarczej wartość wytworzonych wyrobów podlegała weryfikacji w fazie wymiany towarowo – pieniężnej.
Podstawą była wycena wyrobu, czyli wyrażenie wartości w jednostkach pieniężnych. W wycenie wartości jakiegoś produktu uwzględnia się przede wszystkim koszty jego wytwarzania plus zakładany zysk, albo też określa się tę wartość przez porównanie do wartości identycznego/podobnego produktu, czy też przez odniesienie do przyjętego wzorca zewnętrznego. Oznacza to, że wartościowanie przeprowadzano w odniesieniu do uprzedmiotowionej wartości, w wersji ekonomicznej była to rynkowa weryfikacja wcześniejszej wyceny produktu. Aktualnie mamy jednak do czynienia z zupełnie nową sytuacją. Czym innym była wycena, a czym innym waluacja.
Wartość marketingowa
Z czasem – czyli w miarę przekształcanie się rynku sprzedawcy w rynek nabywcy, pojawiło się zmodyfikowane jej pojęcie – wartość marketingowa. Zostaje ona wyznaczona przez szacunek ogólnych korzyści z zakupu produktów, z uwzględnieniem – co ważne – satysfakcji pochodzącej z korzystania z nich. Można ten rodzaj wartości nazwać wartością afektywną.
Wartość funkcjonalna/techniczna
Ostatnio w GOW i utworzonej w niej cyber – przestrzeni, wartość zostaje sprowadzona do wartości instrumentów możliwych do zastosowania, usprawniających poziom komunikacji, zwłaszcza w przekazie promocyjno/reklamowym. Najpierw wyznaczają one wyjściowy poziom jakości przekazywanych informacji, a następnie zapewniają systematyczny wzrost wartości usługi ( np. przepustowość od G3 do Gn)
Te przekształcania spowodowały, iż aktualnie w momencie zawierania transakcji kupna – sprzedaży, wartość produktu jest wyznaczana nie tylko jego wartością realną, ale również wartością potencjalną – oszacowaną, uwzględniającą korzyści z użytkowania produktu. Zatem w wyznaczaniu poziomu wartości – teoretycznie – uwzględnia się poziom satysfakcji nabywcy. Skutek jest taki, że w odróżnieniu od wcześniejszych faz uprzemysłowienia, aktualnie wartość w większości powstaje poza sektorami produkcji, czyli w usługach.
Skoro szacowanie poziomu wartości przestało być WYCENĄ produktu/usługi, a stało się WARTOŚCIOWANIEM szeroko rozumianych korzyści, satysfakcji, uzyskanego dobrostanu nabywcy… to nabywca, głównie konsument stał się „ekspertem” od wartości. A to oznacza radykalną zmianę procesu waluacji.
Dla M. Schelera, jak i J. Tischnera wartość a priori plasowała się „w horyzoncie aksjologicznym”, co oznacza, iż dana wartość odnoszona była do ( rozpoznawalnego) ideału tejże wartości. Waluacja była oceną stopnia urzeczywistnienia/zrealizowania ideału/wzorca w danym przedmiocie czy też wydarzeniu, czyli – jak to nazywa W. Stróżewski – była osądem aksjologicznym, uwzględniającym hierarchię wartości. To rozróżnienie między wyceną a waluacją zanikło, ponieważ zaangażowany w proces wartościowania klient/konsument sam wyznacza własną skalę odniesienia, wedle której przeprowadza e/waluację. Ma to dwie konsekwencje: idea, owo kryterium zewnętrzne przekształcone zostało w kategorię obiektywną (naukowo potwierdzoną), stając się normą/standardem technicznym. Natomiast to, co wewnętrzne (immanentne) odnosi się do subiektywnej, „autorskiej” hierarchii potrzeb, czyli hierarchii skonstruowanej na miarę doraźnych preferencji.
W tak zarysowany kontekst należy wpisać przytaczaną w dalszym fragmencie recenzji koncepcję psychologicznej wykładni usług ( SENT).
Okazuje się, że zamiast aksjologicznych konotacji, e/waluacja odnosi się do satysfakcji z użytkowania, komfortu, osławionego dobrostanu. Dopiero w tak zarysowanym polu epistemicznym, w całej ostrości ryzuje się „spór o istnienie człowieka”, w jaki wchodzi również Doktorant. Antropologia Tischnera, ugruntowana na aksjologii, nabiera tym większego znaczenia ponieważ pojawia się w niej swego rodzaju aksjomat, iż wartości (przede wszystkim dobro) definiują człowieczeństwo, a i sam człowiek jest uosobieniem – w y r a z e m wartości. Doktorant konsekwentnie identyfikuje się z wykładnią wartości podaną przez Tischnera: człowiek jest wartością; wartość jest w człowieku; to człowiek wybiera/ ustanawia wartości, którymi się życiu kieruje.
Ale też kolejny raz okazuje się, że każda próba ujednoznacznienia zależności: człowiek = wartość, implikuje nowe wątpliwości. Czy przypadkiem Tischnerowskie Ja – aksjologiczne nie wpadło w pułapkę megalomanii, będącą przewartościowaniem wartościo/twórczych zdolności człowieka? Nie jest to Ja – trancendentalne, ani Ja transcendujące, tylko Ja zakorzenione w świecie. Nadto, Ja – jako podmiot wszystkich możliwych przeżyć wartości.
Nadto samo Ja jako uosobienie najpierwszej wartości, a priori zdefiniowane zostaje jako Werttrȁger.
Czy takie Ja ma zdolność rozeznania w domenie wartości ?
Powstałe wątpliwości można starać się rozwiać uwzględniając perspektywę usługową, zakładając, że sektor usług sytuuje się między gospodarką a kulturą i polityką. Zwłaszcza, jeśli skoncentrujemy uwagę na sektorze usług publicznych, bowiem wyróżnia je orientacja na wartości będące odpowiednikiem takich idei, jak sprawiedliwość, ład prawny, dobro wspólne, poczucie zadomowienia i bezpieczeństwa, zdrowostan…. Zwłaszcza w kontekście usług profesjonalnych równie przydatne jest rozumienie/określanie wartości wypracowane przez W. Stróżewskiego i H. Elzenberaga. Ten pierwszy dowodzi, że istotą wartości jest jej współ/urzeczywistnianie; natomiast ten drugi wiąże wartość z dążeniem do dobra skojarzonego z perfekcjonizmem, dzięki czemu „zabezpieczył” wartość przed jej rozmyciem w kwantyfikacji.
Kazimierz Rogoziński